116 odcinków
- Podczas starań łatwo wpaść w ciąg kolejnych badań, bo każde z nich daje nadzieję, że w końcu dowiemy się, dlaczego nie wychodzi. W tym odcinku wracamy do naszych wyników, badań robionych na własną rękę i zastanawiamy się, co dzisiaj zrobiłybyśmy inaczej.
Plan odcinka
Dlaczego podczas starań robiłyśmy tyle badań
Badania robione na własną rękę
Nadzieja, że kolejny wynik w końcu da odpowiedź
Co zrobić z wynikiem, którego nie umiemy zinterpretować
Insulinooporność Zosi i wynik insuliny, który był kubłem zimnej wody
Badania znalezione na grupach i forach internetowych
Jak znaleźć lekarza, któremu naprawdę można zaufać
Kiedy warto zasięgnąć drugiej opinii
Pierwsze badania Ani: progesteron, LH, FSH i badanie nasienia
Dlaczego wynik badania nie zawsze jest wyrocznią
Drożność jajowodów jako długo wyczekiwany etap diagnostyki
Co z dzisiejszej perspektywy zrobiłybyśmy inaczej
Znajdziesz nas również tutaj:
Podcast VIDEO
SPOTIFY
ANIA 00:00:00
Cześć, tu Ania i Zosia.
ZOSIA 00:00:01
Wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań.
ANIA 00:00:25
Dzień dobry, dzień dobry. Witamy w kolejnym wideokaście, podkaście. Jest z nami Zofia.
ZOSIA 00:00:30
Jest z nami Anna.
ANIA 00:00:32
I dzisiejszy temat odcinka to…
ZOSIA 00:00:36
Nasze wyniki badań podczas starań. Co wtedy o nich myślałyśmy, a co wiemy dzisiaj?
Fajny temat rzeka, dlatego że badań podczas starań robi się dużo. Bardzo. I ja robiłam ich dużo — potrzebnych i niepotrzebnych.
Bo one, wydaje mi się, dają ci takie trochę poczucie… może nawet nie kontroli, ale takiego osadzenia się, w którym miejscu jestem. Rozumiesz? Jak bardzo jest przekichane i jak bardzo jednak nie odbiegamy od normy. Jak bardzo się do tego przywalać. A jak jednak tutaj wszystko gra, no to szukamy gdzie indziej.
ANIA 00:01:16
Podczas starań lubimy robić badania na własną rękę. Bez konsultacji z lekarzem. I też potrafimy popaść trochę w taką studnię bez dna.
Mi w ogóle nie było szkoda kasy na starania. Na badania mi nie było szkoda kasy. Mogłabym robić wszystko.
ZOSIA 00:01:40
Mi też nie, bo to jest właśnie ta nadzieja, prawda? Że z tym wykonanym kolejnym badaniem może się dowiesz, dlaczego poprzednie cykle się nie udały.
ANIA 00:01:54
Czyli porozmawiamy sobie o nas, laikach, podczas diagnostyki. Mówimy to z perspektywy starającej się Ani i starającej się Zosi.
ZOSIA 00:02:09
Trochę tak.
ANIA 00:02:10
Tylko że zahaczymy trochę o dietetyczność.
ZOSIA 00:02:12
No właśnie. Bo ty się starałaś, jak dopiero zaczęłaś raczkować w temacie diety, a ja starałam się o dziecko, jak już jednak to ogarniałam. I tak spoko to ogarniałam.
ANIA 00:02:22
Okej, to zrobimy dwie perspektywy.
ZOSIA 00:02:24
Ale to też w sumie spoko nam pokaże, jak nie da się być specjalistą we wszystkim. I mimo że masz takie złudne poczucie, że w sumie, jeśli ogarniasz, to nie ogarniasz do końca. I jak bardzo potrzebne jest mądre przewodnictwo.
ANIA 00:02:41
No dobra, czyli zacznę od pierwszych badań, na które Zosia idzie do laboratorium.
ZOSIA 00:02:51
Nie, ja nie będę w stanie tego tak określić. Wiesz dlaczego? Dlatego że schorzenia, które wpływały na moje możliwe obniżenie płodności, zaczęły się pojawiać u mnie bardzo wcześnie, więc ciężko mi powiedzieć, które z nich mogłabym potraktować jako te pierwsze, które mówiły: „O kurczę, na tym polu jest naprawdę przekichane”.
Bo rozumiesz, rozjechane TSH czy hormony tarczycy miałam jako kilkunastoletnia Zosia. Tylko co to wtedy wnosiło do moich starań?
A z drugiej strony, jak robiłam kolejne badania tarczycy, to już wiedziałam, że tu jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że coś wyjdzie nie tak. Bo wiem, że tarczyca kuleje. Z każdym kolejnym USG jest coraz gorzej i tam już właściwie nie ma co produkować tych hormonów.
ANIA 00:03:40
No dobrze, to w takim razie: czy na początku starań o dziecko robiłaś sobie sama badania, bo wiedziałaś, że twoja insulina jeszcze kilka lat temu szalała i masz wrażenie, że nie trzymacie jej w ryzach z lekarzem? Czy próbowałaś coś takiego robić na własną rękę?
ZOSIA 00:04:00
Oczywiście. To jest moja odpowiedź. I to nie tylko insulina.
Bo insulinę jeszcze tak bym powiedziała, że nie rozpatrywałabym tego w kategorii dużego grzechu. Pamiętam, jak chciałam sobie sprawdzać ją przed wprowadzeniem diety i po wprowadzeniu diety. Chciałam to sobie skorelować z moją masą ciała.
To było fajne na zasadzie poznania tego, jak to działa od strony metabolicznej, jak możesz czuć się lepiej i jak to się przekłada na twoje wyniki badań.
Więc akurat insulinę oczywiście robiłam. I w ogóle pamiętam taki jeden wynik mojej insuliny.
Pamiętasz to? Jak ona była prawie 300 i byłyśmy na takim szkoleniu o insulinooporności. Padło takie pytanie: jakiego pacjenta mieliście państwo z jaką insuliną? Pamiętasz to? Byłyśmy w Wawce na szkoleniu o insulinooporności.
Tam pani doktor prowadząca zadała takie pytanie, chcąc się podzielić swoim doświadczeniem: jaki to był najwyższy wynik? No i mój był bardzo zbliżony do niego. Mój, w sensie własny. Nie jakiegoś mojego pacjenta, tylko mój jednostkowy, zosinkowy.
I miałam takie: „O kurczę”. Bo ta pani opowiada o tym na zasadzie: „Zobaczcie, tak może być źle, takie mogą mieć ludzie wyniki”. A ja miałam takie: „O kurczę”.
Te HOMA-IR, te QUICKI, to wszystko u ciebie by też tak właśnie wyszło, nie?
Wtedy pamiętam, że to był taki zimny kubeł na łeb. Wiedziałam, że muszę tego zacząć pilnować. I że ta moja insulinooporność to nie jest taka, że tam się może coś dopiero zaczyna. Rozumiesz? Że to może lekkie odchylenie, troszkę tego pilnujmy. Tylko raczej z grubej rury jest tam do ogarniania. I raczej trzeba się za siebie mocno wziąć.
Ale badania poziomów insuliny nie rozpatrywałabym jeszcze w kontekście takiego: no, to było oczywiście na własną rękę i nigdy nie powinnaś sama siebie diagnozować. Ale za tę insulinę jeszcze bym siebie tak nie ganiła, bo chociaż od strony dietetycznej wiesz, co z tym robić.
Ale po cholerę ja robiłam na przykład badania, z którymi nie mam pojęcia, co zrobić? Rozumiesz?
Bo przeczytałam gdzieś na grupie na Facebooku, że ktoś takie badanie zrobił i to było super w ich przypadku, bo otworzyło im drogę do tego, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego nie wychodzi. Więc ja już położyłam swoje nadzieje w tym, że ja też zrobię to badanie i u mnie też prawdopodobnie ono wyjdzie źle. No bo robię to po to, żeby się dowiedzieć. I wtedy już będę wiedziała, co robić.
ANIA 00:06:51
No, idziesz do lekarza z badaniem.
ZOSIA 00:06:53
Trochę tak. Ale już z góry jesteś taka…
I niejednokrotnie miałam taką sytuację, że masz wyniki badań i cholera, nie wiesz, co z nimi zrobić. Bo one nie wyszły tak jak u tej dziewczyny, ale nie wiesz w sumie, czy to jest powód do tego, żebyś miała spokój, czy jednak może warto to skonsultować, skoro już wydałaś na to hajs.
I pamiętam takie wizyty, w których przynoszę to lekarzowi, a on ma takie: „Ale ja kazałem robić to badanie?”.
I wtedy musisz powiedzieć, że nie, bo tutaj profesor nadzwyczajny Zofia podjęła się konsultacji z szeregiem specjalistów, moich kolegów po fachu również z grup internetowych. I proszę potraktować mnie poważnie, bo tu zostało zwołane konsylium i my doszliśmy do wniosku, że takie badanie należy wykonać. I zesponsorowałam to z własnych środków.
ANIA 00:07:47
Kurde, ja cię nie ganię, bo ja cię rozumiem.
ZOSIA 00:07:50
A teraz jedynie proszę mi je zinterpretować.
ANIA 00:07:54
Z jednej strony rozumiem, bo to daje poczucie takiego… Ja sama tam byłam. Daje to poczucie, że ty szukasz, ty coś robisz, robisz ten kolejny kroczek. Jestem o krok do przodu.
I ja sama tak robiłam. Pomimo że przy niektórych badaniach też nie wiedziałam, o co w nich biega, natomiast chciałam je mieć. Chciałam zainwestować w nie.
I przypominam, że mówimy to jako staraczki, a nie takie, wiecie… spece. Dzielimy się swoim własnym doświadczeniem, żeby tutaj też to rozdzielić.
Więc chciałam to mieć zrobione. Ja najchętniej, jakbym mogła, zrobiłabym wszystko. Wszystkie badania bym zrobiła. Wszystkie na już, na teraz. Ja mogę sobie w każdym miesiącu robić.
ZOSIA 00:08:55
Ja to rozumiem totalnie. Gdyby to nie było takie drogie, pewnie też bym to robiła, ale to pochłaniało jednak ogromną ilość pieniędzy.
ANIA 00:09:03
Później już to były niekończące się badania.
ZOSIA 00:09:05
A ja pamiętam też, jaką miałam ogromną wdzięczność, jak pani doktor położyła mnie do szpitala na trzy dni i zrobiła mi taki pakiet badań.
Jezu, potem się jechało odebrać te wyniki, odbierało się je w teczce, bo one się nie mieściły tak, żeby dać ci w pliku, rozumiesz? Jak już poschodziły te wszystkie wyniki badań, opisy i to wszystko.
Leżało się trzy dni w tym szpitalu i oni ci robili wszystko. Robili nawet takie badania, że wybudzali cię w nocy, żeby sprawdzić poziomy niektórych hormonów, więc to było takie…
ANIA 00:09:35
Jezu.
ZOSIA 00:09:36
To było tak wspaniałe uczucie. I też taka przeogromna nadzieja w tym, że skoro już cię przebadają od A do Z, to to, co znajdą, pozwoli ci znaleźć klucz do sukcesu. Bo będzie wiadomo, co zaopiekować. Rozumiesz?
W niepłodności działasz po omacku. Nie wiesz, o co kaman w tym wszystkim. Nie wiesz, co odstaje od normy. Nie wiesz, co masz zaopiekować. A te wyniki badań to jest taki trochę drogowskaz w tym wszystkim.
ANIA 00:10:12
Też znasz historie, w których to było punktem zaczepienia i to pozwoliło zostać rodzicem i spełnić marzenie.
ZOSIA 00:10:19
Więc ty też chcesz tego punktu.
ANIA 00:10:21
Bo wiem, że tu brakuje ci takiego hormonu, to go uzupełnimy i to po prostu będzie… I pójdziesz do lekarza z wynikiem: „Hej, ale ja to już zrobiłam”.
I masz właśnie to poczucie, że chcesz działać, chcesz coś robić, chcesz umieć złapać za lejce.
ZOSIA 00:10:35
No właśnie. I tu jest chyba pies pogrzebany. Że to nie ty masz trzymać lejce. Rozumiesz?
Bo robisz te badania po to, żeby bardziej panować nad sytuacją, a paradoksalnie to w ogóle nie sprawia, że nad nią panujesz. Tylko robi się jeszcze większy chaos.
Więc jeśli ja teraz mogłabym cokolwiek zrobić… Bo wiem, że nie byłabym w stanie sobie przemówić do rozsądku i powiedzieć: „Zosinek, nie rób tych badań”. Zamknij się, i tak to zrobię. Rozumiesz?
Tylko może poszukałabym po prostu takiego przewodnika, któremu byłabym w stanie na tyle zaufać, że nie czułabym takiej ogromnej potrzeby, żeby robić to na własną rękę. Bo się na tym nie znam.
I może troszkę… bo wiesz, o co chodzi. Musisz wyważyć tę intuicję, za którą warto podążać, bo ona często podpowiada bardzo dobrze. Jak czujesz coś od dłuższego czasu, to nie możesz tego zawsze zdeptywać tylko dlatego, że… nie wiem. Rozumiesz? Jesteśmy tylko ludźmi. Lekarze też mogą popełniać błędy, działać rutynowo i czegoś nie widzieć. To jest normalne.
Ale z drugiej strony tylko lekarz może diagnozować. Tylko on ma do tego narzędzia, wiedzę i jest nauczony, żeby to robić.
Więc jeśli jesteś pod dobrym przewodnictwem i ufasz temu lekarzowi, to może nie powodowałoby to u mnie takiego rozwalenia na mikrokawałeczki, że musisz po prostu sama łapać te wszystkie sroki.
Bo prawdopodobnie ten lekarz ma tyle pacjentek, że pewnie o tym nie pomyślał. Ale ty już to wiesz, bo przeczytałaś. I wiesz, że to trzeba zrobić, bo ta laska z tego forum to zrobiła i u niej to dało odpowiedź.
Więc może po prostu ty to zrobisz szybciej, bo może pan doktor nie pomyślał. A nawet jak to nie wyjdzie, to ty mu po prostu pokażesz ten wynik i będziecie mogli odhaczyć kolejny checkpoint, że to nie tutaj należy szukać.
ANIA 00:12:43
I przypomina mi się teraz, w kontrze do tego, co powiedziałaś — bo to jest w ogóle super i to jest naprawdę ścieżka, którą ja bym chciała podążać. Chciałabym znaleźć się w gabinecie lekarza, z którym będę potrafiła tak szczerze rozmawiać i któremu tak szczerze zaufam.
Przypomniało mi się, jak człowiek puka do wielu drzwi podczas starań. I między innymi odwiedziłam też takiego lekarza, u którego — druga sprawa — zabrakło dialogu. Bo ja powiedziałam tylko o tym, że staram się o dziecko, że nie wychodzi i co on może mi zaproponować.
I pamiętam, wyszłam z jednym badaniem, ze skierowaniem, które trzeba było sobie prywatnie zrobić. I byłam troszkę rozczarowana, bo spodziewałam się… Byłam gotowa na ten pakiet. Chciałam z tym wyjść. Chciałam działać, chciałam robić. Dobrze, no to skoro już jestem, działajmy, nie?
I takie: hmm, to nie było to, co chciałam. Ja chciałam już działać. A może zróbmy jakiś monitoring? Może zróbmy progesteron? Może sprawdźmy, kiedy owulacja? A może to prolaktyna? A może to przez to?
I taka wyszłam: „No nie, nie podobała mi się ta wizyta”.
A może jakbym tam została, to gdzieś byśmy doszli. Może miał inny plan na to wszystko. Natomiast byłam zawiedziona, trochę zła. Powiedziałam, że nie wrócę.
I myślę, że też laski, obserwatorki, staraczki spotykają się właśnie z tym uczuciem, z którym ja wyszłam z tego gabinetu.
ZOSIA 00:14:50
Zastanawiam się, gdzie to mądrze wyważyć.
Bo z kolei, jako kolejna anegdota do tego tematu, przypominam sobie naszą rozmowę z jednym z lekarzy, z którym miałyśmy okazję przez chwilę współpracować. Opowiadał o tym, jak trafiają do niego pacjentki, które przez lata są przeciągane, czyli przez lata mają niewykonywane podstawowe badania.
Że trafia do niego kobieta, trafia do niego para i on zadaje pytanie o jakieś basicowe badanie, typu badanie nasienia, typu TSH, i oni nigdy tego nie mieli zrobionego.
Są prowadzeni przez bardzo zawiłe procedury — pamiętasz te historie? — i on zagląda w ich kartotekę i przed jakimś podejściem do in vitro znajduje takie braki.
Więc z jednej strony teoretycznie chcesz się oddać pod mądre prowadzenie doświadczonego człowieka. Z drugiej strony gdzieś tam z tyłu głowy masz taką myśl, że nie do końca ufasz na sto procent. Tylko trochę chcesz mieć nad tym pieczę, bo wiesz, że może to wyglądać przeróżnie.
Więc gdzie to wypośrodkować? Tu bym chciała znaleźć jakiś, może nie złoty środek, ale chociaż jakiś konsensus.
ANIA 00:16:10
Albo jeżeli masz wątpliwości, zawsze warto skonsultować się może jeszcze z kimś i zebrać ten wywiad albo pomysł, plan leczenia z dwóch stron.
Dwa, wydaje mi się też, że tak jak ja wchodziłam do gabinetu i milczałam, to te moje oczekiwania rozgrywały się tylko i wyłącznie w mojej głowie.
Więc jak nie zadaję pytań, to trochę też ten lekarz nie wie, z kim ma do czynienia. Jakiś dialog trzeba nawiązać. Pewnie nie zawsze tak, ale w moim przypadku wtedy wydaje mi się, że tego zabrakło.
ZOSIA 00:17:03
Ja wchodziłam do gabinetu i zadawałam pytania. Dużo pytań. Ale z kolei często odbijałam się od ściany: „Mamy jeszcze na to czas”.
I z jednej strony może dobrze, bo może rzeczywiście mieliśmy. A z drugiej miałam takie poczucie: kurde, tak dużo robię, że chociaż mi wytłumacz, dlaczego mamy na to czas. Albo chociaż kiedy. Rozumiesz? Do kiedy czekamy? Żebym ja miała jakiś deadline.
Albo czemu w ogóle nigdy nie zrobimy tego badania? Bo co? Bo co w moim przypadku?
Może ja byłam też za bardzo… Pamiętam, jak kiedyś jeden z lekarzy mi powiedział: „O, ja widzę, że pani to z tych oczytanych”.
I miałam takie: aha, to już jestem w tej szufladce. Spoko.
ANIA 00:17:56
Nie wiadomo…
ZOSIA 00:17:57
…co lepsze. Milczysz i jesteś po prostu taka podatna na każdy rodzaj i każdą ścieżkę, która zostanie ci zaproponowana? Czy jednak przychodzisz i pokazujesz, że trochę wiesz?
Czy jednak może lepiej się nie odzywać, bo słabo mieć pacjenta, który wie za dużo albo wie ze złych źródeł?
Jak to on powiedział: doktor Google to nie jest zawsze za dobry doradca.
ANIA 00:18:33
No właśnie, wypośrodkować to wszystko.
Chcę powiedzieć w temacie badań o moich pierwszych badaniach, które robiłam, jak zaczęliśmy starania. Widziałam, że coś jest nie tak. Na co wpadłam i jak widzę to wszystko dzisiaj.
I nawet chyba mam w moich starych dokumentach jeszcze te badania zaznaczone na dzień cyklu. Zauważyłam, że coś jest nie tak z tym cyklem, więc wyczytałam, że tego dnia robi się progesteron. Tego dnia sprawdźmy, jak on wychodzi, może tutaj leży problem.
Więc robiłam to na własną rękę, nie wiedząc nawet, czy ja jestem po owulacji. Tak mi się wydawało.
Także to były pieniądze… Tak jak mówiłaś: mam to, ale właściwie nie wiem po co i co z tym zrobić.
Nie wiem, co ja tu widzę, bo nawet nie wiem, czy ta owulacja była, czy nie. Nie było monitoringu, więc sobie tak strzeliłam w cykl, który wydaje mi się, że to jest ten dzień.
Pamiętam, że robiłam sobie progesteron, LH i FSH. Pamiętam, że też mi wyszedł ten stosunek zaburzony, natomiast nadal nie wiedziałam…
ZOSIA 00:19:54
…w którym momencie cyklu on był sprawdzany.
ANIA 00:19:56
W którym i właściwie co z tym dalej robić.
I pamiętam też jedno z pierwszych badań, które próbowaliśmy tak po omacku robić. A raczej ja, bo to ja byłam za to odpowiedzialna w naszej rodzinie.
Chciałam, żeby mój mąż zrobił badanie nasienia, co spotkało się z niechęcią. Natomiast znaleźliśmy miejsce, gdzie można to badanie nasienia zrobić, i on się zgodził.
Ten temat mam już przetrawiony, także nie wysnuwajcie tutaj wniosków, że to on nie chciał, nie chciał. Mówił o tym w podcaście.
I robiliśmy, pamiętam, badanie nasienia, które i tak wymagało powtórzenia, bo nie było tych wszystkich wyników. Ono było jakieś takie naprawdę nie tak zaawansowane, jak na przykład robią kliniki leczenia niepłodności. Tam, wydaje mi się, że była tylko morfologia oceniona.
Naprawdę, tam nie było tego wszystkiego. To nie była taka karteczka A4, tylko mały świstek ręcznie napisany. Naprawdę.
Więc ja nawet nie wiem, jaka to była metoda sprawdzania.
I tak sobie myślę: ja to wymyślałam sama, żeby tak zrobić. Ilość tego stresu, tych kłótni: „Już się badaj, zrób to”. Ilość tego wszystkiego, co to powodowało między nami przed tym badaniem.
Wybierz termin bez korków, a to trzeba jeszcze dowieźć za pazuchą. Schowaj to tutaj, nieś to tutaj w kieszonce, żebyś dowiózł. Masz na to ileś tam czasu, bo ta pani nam powiedziała, że jest ileś czasu.
Można było po prostu tego uniknąć. To badanie nic nam nie wniosło.
Ja nawet nie potrafiłam tego… Nie wiedziałam, czy ono jest dobre, czy niedobre. Tam nie było tak jak teraz, że są normy i na czerwono jest podkreślone. Tam nic nie było. Długopisem napisane, nie wiadomo.
Plus te kłótnie, plus to wszystko.
Ale człowiek chciał coś robić i nie wiedział. Badanie się za pazuchą wiezie w pojemniku rano. To jest po prostu… Człowiek chciał bardzo.
ZOSIA 00:22:41
Coś robić.
ANIA 00:22:43
Coś robić. I próbował jakoś robić cokolwiek, co jest w jego możliwościach.
ZOSIA 00:22:54
Uczepiając się tych wyników badań jako takiego drogowskazu…
Bo z drugiej strony, próbując ugryźć ten temat, wiesz, co przyszło mi teraz do głowy? Że masz wyniki badań, one do ciebie przychodzą, teoretycznie wiesz, w którym miejscu jesteś i dostajesz jakąś taką druzgocącą wiadomość, że na przykład te wyniki są dramatycznie złe.
I słyszysz jakąś taką wyrocznię: „W zasadzie to nigdy się nie uda”. Bo takich historii też mamy masę.
A potem okazuje się, że to wyrocznią nie było.
Pomyślałam sobie podczas tej całej rozkminy o mojej psiapsi, której przez któryś miesiąc nie wychodziło. Zrobili właśnie wyniki nasienia i one wyszły bardzo złe.
I ona poszła z nimi do lekarza, tak na zasadzie: „Panie doktorze, skoro mamy takie wyniki, to co możemy robić?”.
I usłyszała od tego lekarza, popularnego zresztą, że: „Z tym partnerem pani nie będzie miała dzieci. To, co ja tutaj zalecam na receptę, to zmienić partnera”.
To była ostatnia wizyta u tego człowieka. I oni teraz finalnie mają dwójkę dzieci.
ANIA 00:24:14
Zosin, jak można tak powiedzieć? Wracając właśnie do jednego poprzedniego podcastu. Nie wiem, dobór słów może dziwny…
ZOSIA 00:24:26
I sposób komunikacji po prostu poniżej wszelkiego. „Na receptę zalecam zmianę partnera”.
ANIA 00:24:34
Ani to nieśmieszne. Nie wiem. No nie wyobrażam sobie po prostu czegoś takiego.
ZOSIA 00:24:37
Ale to też nie są rzeczy, które działy się 20 lat temu. Ja nie opowiadam o jakichś historiach sprzed nawet dekady. To są rzeczy, które dzieją się teraz. Cztery lata temu. Nie rozumiem.
ANIA 00:24:48
Mogę powiedzieć coś, co brzmi… Wiesz, też może coś palniemy w podcastach, nie do końca o to chodziło. Ale no nie. Nie wyobrażam sobie po prostu czegoś takiego.
ZOSIA 00:25:03
Rozumiem.
Chciałam jakoś osadzić te wyniki badań i opowiedzieć taką anegdotę, że nie zawsze to jest wyrocznią. Te wyniki badań, które teoretycznie mają nas gdzieś na tej planszy umiejscowić.
Całe szczęście zdarza się tak, że nawet takie beznadziejne sytuacje można odwrócić.
ANIA 00:25:29
Dlatego warto też pukać do wielu drzwi.
ZOSIA
To prawda.
ANIA
I skonsultować to jeszcze z kimś innym. Żeby dowiedzieć się, jakie spojrzenie, jaki plan ma inny lekarz, inny specjalista.
ZOSIA 00:25:43
To prawda. Z innym podejściem albo z innym doświadczeniem, albo z innym planem.
A czy było jakieś takie badanie, które wspominasz jako przełomowe i cieszyłaś się, że w końcu macie je zrobione?
ANIA 00:26:00
Długo czekałam na sprawdzenie drożności.
ZOSIA 00:26:02
Jezu, ja też. Liczyłam, że to powiesz.
ANIA 00:26:04
Chciałam je już mieć.
ZOSIA 00:26:06
Ja też.
ANIA 00:26:07
Bo trochę myślałam, że to jest właśnie… Ta drożność była dla mnie takim kamieniem milowym.
Czekałam na to i myślałam sobie, że może to przez to. Że skoro już tutaj mamy tę owulację, w ogóle stymulujemy te jajniki i bardzo ładnie wychodzi ta owulacja, biorę w drugiej fazie cyklu też leki, biorę leki na endometrium, więc tam naprawdę już robimy wszystko.
I jak wprowadzamy gonadotropiny, to cieszyłam się też, że zaraz po ich wprowadzeniu została zaplanowana drożność. Bo mówię: „Jezu, a jak tam są niedrożne te jajowody?”.
Bardzo czekałam na to. Cieszyłam się, że to badanie będziemy mieli wykonane. To było na takiej mojej liście must have w głowie. Chciałam bardzo mieć to za sobą.
ZOSIA 00:27:03
Też to chciałam, ale chyba też dlatego, że bardzo się bałam tego badania. Nie miałaś tak? Że bałaś się bardzo?
ANIA 00:27:12
Nie pamiętam, czy aż tak się bałam, natomiast czułam ulgę, że ono będzie. Ogromną.
Czujesz, że coś się dzieje. Czujesz, że to jest naprawdę taki duży krok, na który czekałaś. I to będzie… Taka radość z tej diagnostyki. Wiem, jak to brzmi, ale cieszysz się, że już będziecie to mieli.
Czułam się zaopiekowana tam, gdzie byłam, w tej klinice, i cieszyłam się, że to będzie po prostu.
Radość, że w końcu mnie ktoś prowadzi. To była ogromna ulga, że nie muszę już czytać tego wszystkiego. Jezu, jakie to było cudowne uczucie. Ktoś myśli za mnie. I ufam, podążam. Jestem w fazie, w której ufam temu komuś.
ZOSIA 00:27:55
No, nareszcie. Czyli to, co chcę osiągnąć od początku tego podcastu — to uczucie.
Bo chciałam powiedzieć, że jeśli jesteś we właściwym miejscu, pod właściwymi skrzydłami i ktoś, kto się tobą opiekuje, budzi twoje zaufanie, to to zdejmuje z twojej klatki ten ogromny but, który cię po prostu dociska i nie pozwala ci oddychać.
Ja mam takie wrażenie, że mimo wszystko, że to jest tak ciężkie i tyle waży, jesteś w stanie wziąć ten oddech głębiej.
ANIA 00:28:25
Trochę tak, ale też tam były takie, wiesz… Troszkę gdzieś tam umysł kręcił: „Czy aby na pewno?”. Ale to było to.
ZOSIA 00:28:33
Faktycznie była to swego rodzaju ulga.
ANIA 00:28:36
Znaczy ulga to jest chyba…
ZOSIA 00:28:38
No właśnie, bo to też nie jest dobre słowo. Ulga. To jest jakieś takie… Ja nie wiem, czy bym to określiła ulgą, ale wiesz, co mam na myśli.
ANIA 00:28:46
Ja czułam, jakby mi ktoś zdjął ciężar z ciała. Z głowy wyjął, że już część tego, o czym tyle czytam, myślę: czy zrobić te badania, ile to kosztuje w labie — ktoś zadecyduje za mnie.
I to było dla mnie takie uwalniające.
ZOSIA 00:29:11
A potem jeszcze weźmie i to zinterpretuje. Że to nie ty jesteś sobie sterem i okrętem.
ANIA 00:29:15
Nie zastanawiam się nad tym, nie czytam.
Pamiętam to, że już nie muszę sama mierzyć, kiedy mam owulację. Tylko ktoś mi mówi.
Jezu, to było takie… „Proszę, oceń sobie, kiedy ty masz owulację”. Ja nie wiem.
To wyliczanie tych dni płodnych, zmuszanie się do współżycia, powtórne zmuszanie się do współżycia… Bo to było dla mnie, jak poszłam na monitoring i miałam moment: „O, jest”. To też było obciążające, ale nie aż tak, jak kiedy: jeszcze raz i jeszcze raz, i za dwa dni, i nie wiadomo, kiedy ta owulacja, no to jeszcze raz za dwa dni, żeby nie było.
Ludzie kochani. To było ponad nasze potrzeby, nasze siły i nasze chęci.
ZOSIA 00:30:09
A zrobiłabyś coś inaczej teraz, z dzisiejszej perspektywy? Wcześniej wykonałabyś jakieś badanie albo nie robiłabyś jakichś?
ANIA 00:30:26
Od razu bym poszła do lekarza.
Finalnie wszystko się potoczyło, wiadomo, w jakim kierunku — takim, gdzie spełniło się moje marzenie. Więc mam wrażenie, że wszystko teraz było po coś.
Natomiast gdybym wiedziała to, co teraz, poszłabym wcześniej do lekarza i zrobiła research.
Nie czekałabym zalecanego roku, bo ja nie miałam owulacji. Więc równie dobrze trafić w 12 owulacji takich stricte mogło trwać wiele lat.
Poszłabym do lekarza, który specjalizuje się w leczeniu niepłodności i który już jest w stanie zaobserwować, że nie mam owulacji, zrobić monitoring, zobaczyć, że to endometrium ledwo co zipie.
To bym zrobiła. Nie czekałabym tyle, jeżeli chodzi o diagnostykę.
I jeszcze bym się nie ganiła za te swoje emocje. I nie czekała.
Tak jak mówisz, czasami warto podążać za intuicją. Kiedy wiesz, że coś jest nie tak, a jednocześnie mój mąż czy głosy w mojej głowie: „Przesadzasz. Nie ma tak, że wiesz. Ty chcesz od razu. Już ci smutno jest?”.
Niby już czujesz coś, ale jednocześnie bardzo to negujesz.
A ty?
ZOSIA 00:32:16
O Jezu. To takie zanegowanie samej siebie, kiedy czujesz coś tak bardzo. Po prostu masz wrażenie, że receptory w każdej komórce twojego ciała wysyłają ci alert, że coś jest nie tak, ale dajesz sobie wmówić, że przesadzasz, że za bardzo, że się nakręcasz.
I potem finalnie okazuje się, że jednak miałaś rację.
Ja dokładnie pamiętam dwa momenty z mojego życia, kiedy dałam sobie wmówić. I jak później żałowałam, że dałam sobie wmówić.
Boże, jak długo miałam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu. Właśnie, że zgwałciłam samą siebie, dając sobie wmówić.
Więc kurde, z tą intuicją to trzeba jednak jej ufać. Tak myślę.
Jeśli ona nie przejmuje nad tobą kontroli, tylko naprawdę coś ci podpowiada, to co ryzykujesz w sumie, sprawdzając? A co jest z kolei po drugiej stronie szali? Co ryzykujesz, kiedy tego nie sprawdzisz? Trzeba to wyważyć.
Ja bym szybciej poszukała lekarza, któremu zaufam.
Wtedy nie byłabym Zosią Samosią, tak myślę. Tylko właśnie szukałabym tego uczucia zdjęcia tego buta z klatki piersiowej, że nie musisz wiedzieć.
Z drugiej strony to też przypadło na bardzo trudny okres w życiu, bo ja już bardzo dużo widziałam, bardzo dużo wiedziałam z takiego doświadczenia gabinetowego. Już właściwie przyjmowałam samych pacjentów borykających się z niepłodnością, więc pole działania było bardzo zawężone.
Ilość historii, które do mnie docierały. Ilość wyników badań, które mogłam oglądać. To dawało takie złudne wrażenie, że nad tym panujesz, bo niby wiesz. Rozumiesz?
To nie był ten Zosin z tych pierwszych lat. Tylko taki już trochę bardziej świadomy. I miałam poczucie, że jednak muszę być trochę tą Zosią Samosią i muszę ogarniać. Bo skoro ogarniam w tamtych przypadkach, no to muszę też ogarniać siebie. Nie możesz powiedzieć, że nie wiesz, o co tutaj chodzi.
Dlatego jak przychodziłaś i zadawałaś pytania i dostawałaś takim tekstem między oczy: „O, pani to widzę z tych oczytanych”, to w sumie nie wiesz, czy to bardziej komplement, bo może jednak świadomy pacjent, czy jednak ktoś cię postanowił ustawić w szeregu.
Także nie wiem, co radzić temu Zosinkowi.
Bo z jednej strony dobrze być świadomym, ale z drugiej samemu za to wszystko odpowiadać to jest za dużo do uniesienia, jak nie jesteś lekarzem.
A z drugiej strony nawet jak jesteś, to czy jesteś w stanie sam siebie poprowadzić tak obiektywnie?
Więc wspólny mianownik jest taki: szukanie drugiej opinii, drugiego spojrzenia, jakiegoś świeżego powietrza, przewietrzenia głowy. To jest zawsze dobry pomysł.
Najwyżej usłyszysz to samo i upewnisz się w tym, że jesteś prowadzona dobrze. Albo znajdziesz kogoś, komu będziesz w stanie zaufać bardziej.
Więc myślę, że tego uczucia szukałabym szybciej. Po prostu.
ANIA 00:35:33
Dziękujemy za obejrzenie i widzimy się w ostatnim…
ZOSIA 00:35:38
O matko, oby to nie były prorocze słowa. Anna…
ANIA 00:35:44
Widzimy się w kolejnym odcinku.
ZOSIA 00:35:46
Do usłyszenia za tydzień.
Artykuł #116 Nasze wyniki badań podczas starań pochodzi z serwisu Akademia płodności. - Aktywność fizyczna podczas starań (nie tylko podczas) jest ważnym elementem, które może zachować nasze zdrowie. Tylko co, jeśli doskonale o tym wiesz, a jednocześnie masz doktorat z unikania siłowni? Rozmawiamy o naszych próbach, karnetach leżących odłogiem, stresie przed pierwszym treningiem i o tym, co finalnie pomogło nam ruszyć tyłek.
Plan odcinka
Czy aktywność fizyczna podczas starań naprawdę ma znaczenie?
Doktorat z unikania siłowni
Stres przed pierwszym wejściem na siłownię
Jak zacząć, kiedy kompletnie nie wiesz, co robić
Trening dopasowany do poziomu „minus osiem”
Jak źle dobrany trening potrafi zniechęcić
Siłownia, biegówki, pilates – nasze próby znalezienia czegoś dla siebie
Karnety, które kupujemy, a później nie wykorzystujemy
Dlaczego poranny trening okazał się łatwiejszy do „dowożenia”
Jak nie wypaść z regularności po pierwszym zrywie
Co zrobić, kiedy po prostu nie chce ci się ćwiczyć
Jak my próbowałyśmy „zhakować” własną niechęć do aktywności fizycznej
Znajdziesz nas również tutaj:
Podcast VIDEO
SPOTIFY
Ania Mazur Gajo 00:00:00
Cześć, tu Ania i Zosia.
Zosia Mazurek Dudek 00:00:01
Wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań.
Ania Mazur Gajo 00:00:24
Dzień dobry w kolejnym odcinku.
Zosia Mazurek Dudek 00:00:26
Dziś mój wymarzony temat, kochani, jako że… Poruszyła,
Ania Mazur Gajo 00:00:30
poprawiła się.
Zosia Mazurek Dudek 00:00:31
Jestem specjalistą w tym temacie, więc rozwalimy go razem dla was wspólnie. O czym będziemy mówić? No, nie o diecie. Nie o diecie? W jakim jest tym innym temacie specjalistą? Słucham.
Ania Mazur Gajo 00:00:43
Jak nie chodzić na siłownię? Jak unikać aktywności fizycznej? To jest temat, który Zosin uwielbia. Uwielbia Zosin. Dostajemy do eksperta, naszego eksperta.
Zosia Mazurek Dudek 00:00:57
I jak mimo tego, że macie doktorat z unikania siłowni, finalnie na nią dotrzeć. To jest o tym odcinek w sumie. Bardzo.
Ania Mazur Gajo 00:01:05
Tak?
Zosia Mazurek Dudek 00:01:06
Tak. Jak to zrobić, żeby zhakować to? Słuchajcie, od czego powinniśmy zacząć?
Ania Mazur Gajo 00:01:11
Aktywność fizyczna podczas starań.
Zosia Mazurek Dudek 00:01:13
Tak, a ja powinnam jakoś sobie zdiagnozować defekt, z którym się urodziłam i moją niechęć do aktywności fizycznej i wszelakie próby szukania tej jedynej, bo słuchałam takich rad, że po prostu nie znalazłaś jeszcze dla siebie aktywności fizycznej, która cię tak naprawdę zajara. I szukałam. Po prostu moje życie to tułaczka. Wieczne szukanie tego, czego jeszcze nie odnalazłam.
Ania Mazur Gajo 00:01:36
Może zacznijmy od tego, czy aktywność fizyczna podczas starań jest ważna, czy nieważna. Aktywność fizyczna w ogóle w życiu jest ważna,
Zosia Mazurek Dudek 00:01:44
ale trzymajmy się… Skupmy się przy staraniach, na staraniach.
Ania Mazur Gajo 00:01:47
Czy ona potrafi coś… przechylić tą szalę na naszą korzyść? Czy ona ma sens? Czy jest to ważny element układanki płodnościowej?
Zosia Mazurek Dudek 00:02:03
No, odpowiedz Aniu na to pytanie.
Ania Mazur Gajo 00:02:06
Odpowiedź jest taka, że ta aktywność fizyczna to jest bardzo złożony temat, bo ta aktywność fizyczna w skrócie, ona się w tych staraniach przydaje jako jeden z takich puzelków i jest bardzo ważnym elementem. towarzyszą również i które mają wpływ na płodność również i mówimy to na przykład o takiej insulinooporności, gdzie ta aktywność fizyczna powinna być wprowadzona, jeżeli chodzi o, jeżeli towarzyszy nam PCOS również, ta aktywność fizyczna może poprawić nam. sporo w naszym organizmie i natomiast nie chcemy tutaj też wchodzić w takie szczegóły, mamy już o tym podcast jak aktywność fizyczna może pomóc podczas starań, natomiast chcemy tutaj wystąpić troszeczkę jako osoby, które nie tylko mówią o tym, że to jest ważne, co nie mogą się na tą siłownię wybrać.
00:03:13
Albo wprowadzić tej aktywności również podczas starań o dziecko.
Zosia Mazurek Dudek 00:03:16
No to prawda, bo to też jest tak, że wiecie, siedzą jakieś laski, dwie, a niby się na tej diecie znają, nie mówią, że ta aktywność jest ważna, ale chcemy Wam też dać taki, podzielić się z Wami naszym odbiorem tego, że dla nas również to nie zawsze jest łatwe. I że same potrafimy przed niektórymi wyjściami chociażby na siłownię mieć dyskomfort, bać się tego, stresować. Ania nawet opowiadała, że miała łzy w oczach przed pierwszym wyjściem na siłkę i że tak bardzo nie wiedziała z czym to się je. W sumie podzielenie się takim doświadczeniem też Wam może pomoże.
00:03:52
że to nie jest tak, że wszyscy na tej siłowni się czują od zawsze jak ryba w wodzie i wiedzą wszystko, co robić i wiedzą, do czego służą te sprzęty, wiedzą, no takie basicowe… rzeczy. Wchodzę, nie wiem, gdzie pójść się przebrać, tak? Nie wiem, co muszę mieć w torbie na siłkę. No po prostu stresują mnie takie podstawowe rzeczy, które dla innych, którzy tam chodzą, są tak naturalne, że aż po prostu wstyd o niektóre rzeczy zapytać. No bo jak można tego nie wiedzieć? Jest to takie bazowe, nie?
Ania Mazur Gajo 00:04:19
Czyli aktywność fizyczną, mamy nadzieję i zachęcam was do tego, żebyście wprowadzili. To nie musi być siłownia, chociaż zaraz anegdotkę o siłowni wam przytoczymy, bo to mogą być również, nie wiem, wyjście w przystanek wcześniej i zrobienie sobie kroku więcej, nieskorzystanie z windy, to też zawsze będzie… Dodatkowa aktywność wprowadzona, gdzie to może już być coś dobrego dla waszego organizmu. Natomiast właśnie chcę powiedzieć propos tej siłowni, że bardzo się gdzieś tam rękami zapierałam, żeby nie iść na siłownię, ponieważ zwyczajnie bałam się tego, że… Ja w ogóle, dla mnie to jest obce miejsce. Ja nie znam się na tym. Ja nie wiem, gdzie się właśnie przebieramy, jakie są zasady, jaki jest… Nie umiem włączyć żadnego urządzenia.
00:05:18
Koleżanka mi mówiła, że ona była kiedyś… jakiś chłop jej poopowiadał tutaj to, pani tutaj to, ona nic nie zrozumiała i wyszła z tej siłowni.
Zosia Mazurek Dudek 00:05:25
I nie wróciła.
Ania Mazur Gajo 00:05:26
I nie wróciła. To mnie tak jakoś przeraziło, że tak zawsze jest, że oni będą na nie patrzeć, że może ja powinnam wiedzieć już takie rzeczy, bo nagrywam te podcasty, zachęcam ludzi do tego, żeby tą aktywność wprowadzali.
Zosia Mazurek Dudek 00:05:38
A sama nie wiem.
Ania Mazur Gajo 00:05:40
A sama kurde nie wiem, więc trochę wiecie, tu już w głowie… I było tak. Wchodzę po tych schodach, idę na siłkę. Umówiłam się na siłownię. Właśnie nie pamiętam, czy to było tak, że wykupiłam sobie trening z trenerką, żebym pokazała, żebym sobie krzywdę nie zrobiła, czy idę sama zrobić rekonesans. I chodzę po schodach płacząc, bo jest mi tak głupio, że tam idę, tak niezręcznie. Myślę sobie, że oni będą wszyscy na mnie patrzeć. Idę tam w starych leginach, bawełnianych, bawełnianej białej podkoszulce, w jakichś starych buciorach i mówię, no nie będę kupować sobie przecież Outfitu? Setu? Setu na siłownię.
Zosia Mazurek Dudek 00:06:23
Why not?
Ania Mazur Gajo 00:06:24
Bo po prostu tego nie czuję. Później ten set kupiłam dopiero.
Zosia Mazurek Dudek 00:06:29
Poczułaś później jak była promocja na Black Friday,
Ania Mazur Gajo 00:06:34
ale stwierdziłam, że nie, nie zacznę od tego tym razem, bo już miałam buty do biegania i one leżały w szafce.
Zosia Mazurek Dudek 00:06:46
Nie biegały z tobą?
SPEAKER_3 00:06:47
Nie biegały ze mną. Biegały same?
Ania Mazur Gajo 00:06:49
Więc nie chciałam tak zaczynać.
SPEAKER_3 00:06:50
Smutne buty do biegania. Moje buty na siłkę też już oddałam takie ładne, nowe, niepobrudzone.
Ania Mazur Gajo 00:06:57
Nie chciałam od tego zaczynać. Nie chciałam też zaczynać od karnetów, bo też znam osobę, gdzie roczny karnet leży cały, przeleżany. I stwierdziłam, że dobra, pójdę, bo już no… Ta aktywność fizyczna może wnieść bardzo dużo dobrego do naszego organizmu i wydawało mi się wtedy, że potrzebowałam, że trochę dużo tego siedzenia było przed klątem. No i słuchajcie, trafiłam na też fajną laskę,
00:07:24
która mnie wprowadziła w ten świat i który…
00:07:30
Ona wiedziała, że po prostu przychodzą do niej ludzie, którzy nic nie czają, tak jak ja. I wytłumaczyła mi wszystko. Ja w ogóle myślałam, że oni mi zarzucą ciężary, zaraz będę to wszystko podnosić.
Zosia Mazurek Dudek 00:07:44
Siłownia.
Ania Mazur Gajo 00:07:44
Siłownia, tak, że podnoszę te ciężary, a ja jestem jednak… Kurde, no.
Zosia Mazurek Dudek 00:07:49
Wątły człowiek.
Ania Mazur Gajo 00:07:50
Ja jestem wątły człowiek. Tak przychodzę i jeszcze te mięśnie brzucha, ja muszę mięśnie brzucha sobie zrobić najpierw, żeby trzymać kręgosłup, a nie… I my zaczęłyśmy od
00:08:01
takich
00:08:03
ćwiczeń, które były dostosowane przede wszystkim pod moje możliwości, pod mój mózg i moje chęci. I to były naprawdę takie najmniejsze ciężarki. gdzie tam robiłyśmy jakieś takie ćwiczenia i niekoniecznie za każdym razem stosowałyśmy tę maszynę. I to było tak fajne, bo myślałam, że to jest tak, że to jest taki wycisk taki, że ty nie możesz po prostu wstać stamtąd.
Zosia Mazurek Dudek 00:08:28
Kurde i poszłaś, mimo, że tak myślałaś. Gratulacje Aniusia.
Ania Mazur Gajo 00:08:31
Ale szłam z łzami. Naprawdę. I bardzo często, słuchajcie, i to też nie było tak, że ja tam chodziłam. Tylko bardzo często już później sobie wykupiłam taki, powiedzmy, pakiet z tą czyną, żeby nauczyła mnie ze względu właśnie na to, że nieprawidłowo postawa ciała też podczas ćwiczeń może spowodować jednak jakieś kontuzje. I chciałam się tego nauczyć i trochę tych nawyków nauczyć, żeby nie zrobić sobie krzywdy. no i naprawdę, ja nie chciałam się tam chodzić, nie zawsze chodziłam tam też z uśmiechem na twarzy, jak wpadłam już w taką cykliczność, to było lepiej, bo gdzieś tam człowiek się uzależnia.
Zosia Mazurek Dudek 00:09:13
Głupio nie wypaść z tego, to prawda.
Ania Mazur Gajo 00:09:15
Ale jak była przerwa, wybieg taki, wiesz, to było takie, mam nadzieję, że napiszesz mi smsa, że odwołujesz. Już takie wyczekiwanie. A jak witałam się z nią, to już tak miałam, a, myślałam, że odwołasz. No trudno. Takie niechętnie, nie spróbował mi to takiej wielkiej radości i finalnie wygląda to teraz tak, że trochę zmieniłam tą aktywność fizyczną na inną już po tym czasie. I jeszcze dokończę jedną myśl taką, bo w siłowni przeskoczyłam na narty biegowe, które zaczęły się dokładnie tym samym. Było mi wstyd,
Zosia Mazurek Dudek 00:09:53
że… Nie wiesz jak.
Ania Mazur Gajo 00:09:57
Nie wiem jak. Bardzo mi się to podobało, natomiast było mi tak głupio. Jeździłam na nartach z osi męża, które były za duże.
Zosia Mazurek Dudek 00:10:05
Ale to było w ogóle, ja nie wiem, ta próba jest i ja nie wiem, czy to warto się tym dzielić. Może powiedzmy, jak nie robić po prostu.
Ania Mazur Gajo 00:10:11
Za dużo narty, za duże buty, natomiast mi się to tak spodobało.
Zosia Mazurek Dudek 00:10:15
Czy jeszcze coś może być źle? Coś jeszcze można spierdzielić? Coś jeszcze może być za duże? Wypychałaś się za to gadetami? Czy skarpetami? Nie, skarpetami.
Ania Mazur Gajo 00:10:25
Nieważne.
Zosia Mazurek Dudek 00:10:26
Liczą się chęci. I on ci na to pozwolił. Natomiast ci powiedzieć, a nie, nie. On po prostu tak był zgrzany, żeby cię zajarać, ale nie odpuściłaś tego.
Ania Mazur Gajo 00:10:34
Nie odpuściłam, ale pamiętam, że też mi było poczekane, aż ludzie skończą tam trening i pójdą do domu, żeby było jak najmniej osób do obserwowania. I słuchajcie, to wyglądało tak, że ja bardzo czerpałam z tego radość, ale jednocześnie… trochę mi było właśnie zero umiejętności. Natomiast wiedziałam, przypominała mi się ta historia z siłownią.
Zosia Mazurek Dudek 00:10:58
Na początku też było trudno.
Ania Mazur Gajo 00:11:01
No i akurat właśnie dokładnie tak się motywowałam, że ja już przeżyłam ten moment taki, kiedy mi było wstyd, bo coś tam. Natomiast finalnie trzeba to po prostu przemóc, bo można robić fajne rzeczy. I już abstrahując od tego, że na przykład wjechałam w las na tych nartach, bo nie potrafiłam się zatrzymać i zatrzymałam się w krzakach. I mówię, że finalnie skończyło się tak, że znalazłam zajawkę i będzie mam najpiękniejszą zimę w swoim życiu tak naprawdę. W tym sezonie, gdzie to było coś cudownego.
Zosia Mazurek Dudek 00:11:38
I każda wolna chwila to były biegówki. Tak,
Ania Mazur Gajo 00:11:41
z psem też. Więc to była taka aktywność, która, no nie spodziewałam się tego. Ja wcale nie biegałam na tych biegowych nartach. Ja raczej się przemieszczałam. I no nie trzeba być, startować w olimpiadzie, żeby… nie wiem, robić sobie jakieś aktywności fizyczne. Fajnie jest zacząć po prostu, nawet na macie w domu. Na YouTubie.
Zosia Mazurek Dudek 00:12:04
Co ja bym jeszcze chciała powiedzieć? Oprócz tego, że jestem z ciebie dumna, że potrafisz się tak zmobilizować i przełamać swoje…
Ania Mazur Gajo 00:12:11
Siłownia mnie tego nauczyła.
00:12:13
Czego nauczyła mnie siłownia? Właśnie tego, że wiedziałam, że później będzie fajnie.
Zosia Mazurek Dudek 00:12:18
Okej. Ale jednak to jest takie, wiesz, że jak w ogóle nie chce wyjść mi się na trening i jeszcze mam tą z tyłu głowy taką stresującą myśl, że tam mi będzie na początku tak bardzo niekomfortowo.
SPEAKER_4 00:12:33
I że to ja będę na tych kompilacjach filmików, co się bardzo ze mnie śmiali tam, to ja nie idę tam już nigdy.
Zosia Mazurek Dudek 00:12:41
Właśnie może bardziej wyjdę sobie pobiegać czy coś, ale co chcę powiedzieć, w moim przypadku… Kluczem do sukcesu nie okazało się robienie rzeczy, które mnie nie stresowały, no bo wyjście na spacer nie jest stresujące, możesz to zrobić, ale było nudne, więc to nie chodziło o to, że musisz znaleźć miejsce, które jest dla ciebie komfortowe, bo nie wiem, siłka cię za bardzo stresuje, mimo że to są tylko początki, bo potem jak załapiesz, to cię już to nie stresuje, jesteś już częścią społeczności. Karzysz swoje mordeczki, które są o konkretnych godzinach na tej siłce. Masz tą swoją laskę, która cię w to wprowadziła. No nie jesteś już takim żółtodziobem. Nie, że wchodzisz i płaczesz, bo nie wiesz, gdzie się masz przebrać i jak masz to zrobić, prawda?
00:13:17
Masz swój set, jesteś gym girl, prawda? Lecisz w to. U mnie to nie działało. Stara, a wiesz, że ja kiedyś nawet, tak a propos tych moich podejść wielokrotnych do aktywności fizycznej, bo przecież one były od zawsze nawet, jak mnie staram się… dziecko, wiedząc, że ta aktywność jest ważna. Wiesz, że jak kiedyś, jak jeszcze studiowałam w Białymstoku, to zapisałam się na siłkę, która jeszcze nie istniała i wykupiłam karnet roczny i potem się zastanawiałam, komu sprzedam ten karnet i na kogo przepiszę, bo zawijałam z Białegostoku już do innego miasta, bo wracałam studiować do Lublina.
00:13:53
Ja wykupiłam karnet roczny To ja jestem tym typem, tym człowiekiem Nie wiem, czy by leżał, bo miałam akurat wtedy dobry zryw Chodziłam na piechotę, na studia To było bardzo daleko Robiłam to codziennie To była taka jedna z form życia, powiedziałabym Ale ja Zosin, kupiłam roczny karnet na siłkę Czy to w ogóle ciebie nie dziwi? Liczyłam, że tu spadniesz z krzesła przynajmniej.
Ania Mazur Gajo 00:14:16
Znaczy raczej myślę, że może nie dziwi, że kupiłaś, tylko musiałaś mieć jakiś impuls, chwila, Twitter,
Zosia Mazurek Dudek 00:14:20
skupiłam karnet i myślę sobie,
Ania Mazur Gajo 00:14:22
to był ten Zosin. I kupił raczej karnet na… Siłownie, myślę, że to był ten, tam musiała jakaś taka, impuls poszedł w mózgu.
Zosia Mazurek Dudek 00:14:34
To była siłka w galerii budowana na najwyższym piętrze i jeszcze nie było, więc oni sprzedawali okazyjne, w okazyjnych cenach te pakiety i stwierdziłam, że to jest właśnie ten czas, no, to jest właśnie ten czas. Ciekawe, czy bym na nią chodziła, finalnie nigdy się tego nie dowiedziałam, bo zniknęłam z Białegostoku. po półrocznym studiowaniu tam, ale ciekawe,
Ania Mazur Gajo 00:14:52
ciekawe, ciekawe. A możesz powiedzieć o aktywności, którą wprowadziłaś podczas starań i która pomogła ci właśnie zajść w ciążę? Co to było wtedy?
Zosia Mazurek Dudek 00:15:04
Aniusia, tych aktywności było wiele. Bardziej chyba bym powiedziała… Przewrotnie, czyli czego bym teraz nie robiła, gdybym miała do tego podejść jako człowiek, który nie jest pasjonatem. Tegoż rodzaju życia, tylko woli mieć po prostu trening odbębniony i być z siebie dumnym, że znowu nie wypadł z obiegu, tylko że ciśnie to i dowozi. U mnie rozwiązaniem okazały się treningi z rańca i to było takie wow, możesz mieć o dziewiątej wyjść z… z sali treningowej i mieć to z bani i nie myśleć o tym przez cały dzień, że wieczorem jeszcze cię to czeka, a nie masz na to ochoty. Nigdy nie spróbowałam treningów grupowych.
00:15:45
Mój mąż twierdzi, że to by odmieniło również moje podejście, bo tam jest śmiesznie, bo jest grupa, bo się wszyscy motywują, więc może. To jeszcze przede mną.
00:15:52
Ale pamiętam, że dla mnie z kolei strasznie demotywującym… Bo to takie uczucie napięcia przed wyjściem na siłownię, że nie wiesz co do czego i nie wiesz jak i że będziesz pośmiewiskiem i że w ogóle zrobisz sobie krzywdę i że wszystko, co oczywiście mózg podpowiada, co się może zdarzyć, źle to się zdarzy, to mnie również bardzo stresowało to, że… Jak przychodzę na personalny i mówię do tego trenera, człowieku jestem na poziomie minus 8, nie zaczynamy od zera, tylko dostajesz człowieka, którego oderwałeś od kompa i mój dystans to jest z parkingu do biura i koniec, więc proszę łaskawie, bo naprawdę się nie da. To ten człowiek robił mi jego zdaniem łaskawy trening, a ja czułam, że na tym treningu umieram.
00:16:41
A po treningu, w ogóle drugi dzień po treningu, to było siadanie na kibel na rękach, bo po prostu moje nogi odmawiały posłuszeństwa tak, że ja nie panowałam nad nimi. Rozumiesz? Czyli, że… I niedostosowanie tego treningu to tak naprawdę dopiero treningi teraz u Pawła, u którego jestem, on mi to zrobił tak naprawdę na poziomie, to się zaczynało od treningów geriatrycznych, dokładnie tak, tak jak się robi osobom starszym, żeby to ciało rozruszać i żeby mu nie dać takiego bodźca, walczysz o przetrwanie i umrzesz.
00:17:15
I to dodatkowo mnie demotywowało, że po pierwsze czułam, że ok, jeśli to jest rzeczywiście trening dla poziomu minus 8, no to mi się zdawało, że ja jestem na minus 8, a tak naprawdę byłam na minus 20, bo skoro nie potrafię tego wykonać i tam już walczę o życie na treningu, a potem walczę o przetrwanie przez następny tydzień, to znaczy, że ze mną… no jest w ogóle turbo nie okej, nie? Potem się okazywało, że to jednak można było mądrzej dobrać trenera, który by wiedział, co to znaczy naprawdę ten minus osiem i zrobił ten trening tak, żeby cię rozruszać, a nie zniechęcić do niego, pokazując ci, jaki jeszcze bardzo wielki deficyt masz.
00:17:49
Więc chyba od tego bym zaczęła, że naprawdę bym poszukała człowieka, który ma doświadczenie i wie.
Ania Mazur Gajo 00:17:55
Żeby pokazał.
Zosia Mazurek Dudek 00:17:56
Tak, że zaczynasz z takim człowiekiem, którego masz nie zrazić. O, coś takiego bym powiedziała. Że po prostu spróbuj i już nawet nie zakładaj, że rozkochasz typiarę w sporcie, ale zrób tak, żeby jej tam nie zrazić. O!
Ania Mazur Gajo 00:18:12
To właśnie moje treningi tak wyglądały, że one były dostosowane i myślę, że to pozwoliło mi trochę odczarować to, co miałam w głowie i widziałam to, że tam będę po prostu zdychać. I były dostosowane totalnie do mnie, do tego, co chcę, do tego, co… Co mogę też zrobić? Jak już miałam dość, to już była zmiana jakaś, coś innego na przykład, inne ćwiczenie. Czy jak Monika, która właśnie mnie trenowała, do której chodziłam na te treningi, trzymała nad tym pieczę i dostosowywała po prostu to do…
00:18:49
I to było właśnie takie, że mi się chce chodzić tam, że to było takie fajne, bo to nie było takie:”Jezu, nienawidzę tego robić”, chociaż czasami tak miałam, że mnie bolało, nie wiem, wszystko co mogło boleć, żeby tylko nie iść na trening. To było dostosowane i to było fajne, takie wprowadzenie, odczarowało to wszystko.
Zosia Mazurek Dudek 00:19:11
Finalnie po zrobionym treningu, mimo że czasami na niektóre z nich wychodziłam tak wściekła, że muszę to zrobić, zawsze byłam z siebie zadowolona. Więc fajny ten moment takiego odcięcia kuponu od tego, że trzymasz tą regularność. Właśnie,
Ania Mazur Gajo 00:19:25
jak to jest z tą aktywnością, że jak ją odwalisz, to nie masz czegoś takiego, że a, żałuję,
Zosia Mazurek Dudek 00:19:30
że ją zrobiłam. Tak, mowa mnie istnieje. Chyba,
Ania Mazur Gajo 00:19:31
że coś zrobisz nieprawidłowo, że sobie naciągniesz albo coś, ale jeżeli… jest to prawidłowo wykonane, to zawsze masz tak, że ej, ale to jest zarobiste,
Zosia Mazurek Dudek 00:19:40
jestem dumna z siebie. No to prawda.
Ania Mazur Gajo 00:19:42
Więc co w tym takiego jest, że człowiek jest dumny, jak to zrobi? To dobrze,
Zosia Mazurek Dudek 00:19:46
że to jest, bo to jest ta marchewka, moim zdaniem. To jest właśnie marcheweczka, która ma cię do tego… przyciągnąć. Nie wiem, może kiedyś dołączę do grona sportowych freaków.
Ania Mazur Gajo 00:19:57
A jeszcze teraz jest era pilatesu.
Zosia Mazurek Dudek 00:20:00
That’s true.
Ania Mazur Gajo 00:20:01
Więc może coś o pilatesie zacznij, bo masz doświadczenie. I ja małe też.
Zosia Mazurek Dudek 00:20:06
Czy usłyszeliśmy tą nutkę ironii, która wybrzmiała tutaj za mocno?
Ania Mazur Gajo 00:20:11
Nieprawda, to nie było nic ironicznego.
Zosia Mazurek Dudek 00:20:14
Stara, proszę cię, za długo się znamy,
Ania Mazur Gajo 00:20:16
za długo się znamy i czy przy ludziach ściemniasz?
Zosia Mazurek Dudek 00:20:19
Nie układa mnie w samo serce, w każdym razie ta szpilka naprawdę spłynęła po mnie jak po kaczce.
Ania Mazur Gajo 00:20:25
Ja się pod tym nie podpisuję.
Zosia Mazurek Dudek 00:20:28
A ja ci nie pozwolę z tego wybrnąć, bo mam na taśmie to. Kochana.
Ania Mazur Gajo 00:20:33
Analizujemy u behawiorysty. Co ja chciałam, co ja widziałam.
Zosia Mazurek Dudek 00:20:37
Zajmiemy się tym na terapii. W każdym razie nie ubodło mnie to. Za mocno. Mam nadzieję,
Ania Mazur Gajo 00:20:44
że nie będzie kamera skierowana tylko na twoją stronę. Będzie moja mimika widoczna. Pokażcie to. Mów o pilatesie.
Zosia Mazurek Dudek 00:20:50
Wy wyraźcie swoje zdanie. Kto tu ma rację? Kochana, pilates. Jest w moim życiu obecnie nieobecny.
Ania Mazur Gajo 00:21:00
Ale no byłaś obecna na Pilatesie.
Zosia Mazurek Dudek 00:21:02
Nie no byłam, no fajne bardzo, ale widzisz, no to jest właśnie to wypadnięcie z kółeczka. A pamiętasz, no pamiętasz, jaka byłam zajarana i jak ci nagrywałam głosówki, że musisz i że pójdziesz i znajdź fajne miejsce i że to jest właśnie może to?
Ania Mazur Gajo 00:21:15
No kupiłam garnet na Pilates, o. No,
Zosia Mazurek Dudek 00:21:17
bo ja cię zinfluensowałam, a sama nie chodzę teraz, także taki influencing, którego nienawidzę.
Ania Mazur Gajo 00:21:23
A z kolei kupiłam karnet na Pilates, trafiłam na inne zajęcia.
Zosia Mazurek Dudek 00:21:28
Prawie umarłam.
Ania Mazur Gajo 00:21:30
Ale bardzo mi się spodobały. Tak mi się śmiać chciało. Nagrywałam właśnie też głosówki z Osinowi, że to w ogóle jest. I na co ja się zapisałam? Myślałam, że idę na jakieś te reformery. Tak. Okazało się, że to jest jakiś hardkorowy aerobik z elementami baletu, gdzie po prostu… Czekam tylko, aż ten karnet się skończy, bo nie poczułam tego troszeczkę tych reformerów. To taki jest fajny, ale tamten hardkorowy. Bardziej mi się podoba śmiać, mi się chce z tego. Jakoś tam endorfiny wydzielają się. No, więc trzeba chyba szukać.
Zosia Mazurek Dudek 00:22:08
No trzeba szukać,
Ania Mazur Gajo 00:22:09
bo to jest… Ale mój karnet leży na reformery. Nie mam kiedy naprawdę teraz. Ja naprawdę nie mam kiedy iść.
Zosia Mazurek Dudek 00:22:16
Jakie to jest pitolenie i to jest właśnie to, że musicie po prostu jakoś się zhakować i jeśli jesteście typem szukającym wymówek,
Ania Mazur Gajo 00:22:26
to musicie się zhakować,
Zosia Mazurek Dudek 00:22:29
no ja też niestety.
Ania Mazur Gajo 00:22:31
Więc ja mam takie momenty, kiedy chodzę i kiedy nie chodzę.
Zosia Mazurek Dudek 00:22:35
Dlatego może właśnie łatwo się nam o tym gada i łatwo nam się czuć w wadze, że to nie jest tak, że siedzi przed wami kolejna gym girl i po prostu mój każdy dzień zaczyna się od siłowni i jak tego nie robisz to… Nie jesteś w mojej grupie friendsów, tylko raczej tak pogadajmy o tym, co zrobić, żeby się wspólnie zmotywować i co zrobić, żeby z tego kółeczka za szybko nie wypaść. Co może sprawić, że zostaniemy tam dłużej i jak przełamać te pierwsze stresy albo po prostu potrafić je obśmiać, jesteśmy w tym z wami.
00:23:08
I nie mamy minimalnych wątpliwości odnośnie tego, że aktywny… fizyczna podczas starań jest jednym z głównych elementów, które trzeba zaopiekować i chociaż same chciałyśmy to zhakować i wielokrotnie od tego uciec, szukając innych sposobów i wierząc w to, że w przypadku chociażby mojej insulinooporności bardziej załatwi za mnie sprawę tabletka niż to, że zmobilizuję się regularnie na trening. Finalnie skończyłam zawsze tak, że każda z moich ciąż, w którą udało mi się zejść naturalnie, zaskakiwała wtedy. Kiedy nie oszukiwałam siebie i swojego kalendarza i znajdowałam czas na to, żeby na tej siłowni pojawić się regularnie. Zostawiamy do rozwagi.
Ania Mazur Gajo 00:23:48
Trzymamy kciuki, nawet jak te karnety leżą.
Zosia Mazurek Dudek 00:23:53
Może jeszcze można je odkurzyć. Ściskamy. Do zobaczenia za tydzień.
Artykuł #115 Jak unikać aktywności fizycznej? pochodzi z serwisu Akademia płodności. - „Boję się, że zostawisz mnie dla innej, kiedy nie dam ci dziecka”. To zdanie przez długi czas istniało tylko w głowie Zosi. I okazało się, że takich niewypowiedzianych rzeczy podczas naszych starań było znacznie więcej.
Były rzeczy, które podczas starań siedziały nam w głowie miesiącami, ale nigdy nie wypowiedziałyśmy ich na głos.
Nie mówiłyśmy mężom, jak bardzo się boimy. Lekarzom nie zadawałyśmy pytań, z którymi później szłyśmy do internetu. Nie potrafiłyśmy przyznać przed bliskimi, że czyjaś ciąża jednocześnie nas cieszy i cholernie boli.
Dzisiaj wracamy do tego, co wtedy przemilczałyśmy.
Plan odcinka
Rzeczy, których nie mówiłyśmy mężom podczas starań
Strach, że nigdy nie zostaniemy rodzicami
Lęk, że partner odejdzie, jeśli nie będziemy mieli dzieci
Ciąża bliskiej osoby – radość i zazdrość jednocześnie
Udawanie, że wszystko jest okej
Pytania, których bałyśmy się zadać lekarzowi
Ukrywanie przed lekarzem suplementów i innych konsultacji
Znajdziesz nas również tutaj:
Podcast VIDEO
SPOTIFY
Ania:
Cześć, tu Ania i Zosia.
Zosia:
Wspólnie tworzymy Akademię Płodności – miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań. Witamy w kolejnym odcinku naszego videocastu, podcastu.
Jak nas ciągle słuchacie na Spotify, to ja daję cynę, że na naszym YouTubie można nas też oglądać, gdybyście sobie chciały na nas popatrzeć. Zapraszamy bardzo, bo co poniedziałek wstajemy rano i malujemy się dla Was, kochani. Żeby odbiór był milszy, bo gdybyśmy do Was nie jechały, żeby się z Wami zobaczyć, to ja Wam gwarantuję, że chodziłabym w dresie i nieumalowana.
Ania:
Kocham ten stan.
Zosia:
Czyli Aniusia też.
Ania:
Dzisiaj porozmawiamy sobie na temat… może inaczej. Temat dzisiejszego podcastu to: czego nie mówiłam podczas starań.
Zosia:
Mężowi, przyjaciółce, lekarzowi, koleżance z pracy. Takie rzeczy, które nie padały podczas starań.
Ania:
Zacznę od męża?
Zosia:
Możemy.
Ania:
Czego nie mówiłaś, Zosia, mężowi? Czy są takie rzeczy, których mu nie powiedziałaś?
Zosia:
Właśnie miałam tak, że jak czytałyśmy sobie ten skrypt, który przygotowałyśmy, i tam pojawiały się rzeczy, o których chciałyśmy hipotetycznie rozmawiać, to mówiłam: „To też mówiłam. No, mówiłam”. I potem Ania mnie zapytała: „No ale od początku to mówiłaś?”. I było takie: „A no kurczę, nie”.
Bo mówiłam od momentu, kiedy nauczyłam się o tym mówić, czyli jak byliśmy już na końcówce terapii. Nawet nie na początku tej terapii, tylko na końcówce. Wtedy sama w ogóle odważyłam się przede wszystkim przed sobą to powiedzieć.
To były takie rzeczy, których nie mówiłam mężowi, ale tak serio, w skrytości serca, nie mówiłam ich też samej sobie.
Bo może gdybym odważyła się powiedzieć je samej sobie, to odważyłabym się w końcu powiedzieć je też mężowi. Ale to było gdzieś tam zagrzebane i raczej starałam się to zakryć jakimś innym swoim zachowaniem, żeby tego nie mówić.
Ania:
I powiesz nam, czego mu nie mówiłaś?
Zosia:
Na przykład tego, żeby nazwać to dokładnie: „Boję się, że zostawisz mnie dla innej, kiedy nie dam ci dziecka”.
Albo: „Bardzo boję się tego, że obudzisz się kiedyś w świecie, w którym jesteś nieszczęśliwy, i powodem tego nieszczęścia będę ja. To, że nie mamy dzieci”.
To były takie rzeczy, których nie mówiłam, których bardzo się bałam.
Ania:
Ja miałam podobnie, ale wydaje mi się, że przez cały czas starań nie wypowiedziałam słów, za którymi stał mój ogromny strach. Nie powiedziałam mojemu mężowi, że przeraża mnie to, że możemy nigdy nie zostać rodzicami. Że się tego boję.
Mój mąż tego nie usłyszał. Wszystkie moje strachy zostały we mnie. A szkoda. Może wtedy człowiekowi byłoby w pewien sposób łatwiej. Może pozwoliłoby mi to trochę uwolnić się od tych myśli, zamiast zostawiać je gdzieś w środku.
Zosia:
Mi samo nazwanie tego i otworzenie się bardzo dużo pootwierało w serduchu. To było jak nacięcie ropnia, którego udajesz, że nie ma. On cię ciągle uwiera, czujesz się z nim bardzo źle, ale ciągle nie idziesz nic z tym zrobić.
W końcu, kiedy to robisz, ten moment jest bardzo bolesny i bardzo trudny, ale potem masz taką ulgę, że żałujesz, że aż tak długo to odkładałaś.
Tylko ja nie odkładałam tego dlatego, że wiedziałam, że będzie mnie bolało samo przecinanie. Ja nawet nie wiedziałam, że mogę to zrobić. Że mogę samym nazwaniem tego i nieuciekaniem od tego poczuć potem jakąś ulgę.
Ale to prawda – nie mówiłam tego na początku. A samo wypowiedzenie tego na głos pozwoliło mi oswoić tę myśl, opracować strategię na tę myśl, czyli dalej się z tym zmierzyć.
Finalnie się nie rozwieść z typem. No to było po prostu niesamowite. Z typem, który nigdy nie chciał się ze mną rozwodzić. A w mojej głowie te myśli urosły do takiej skali, że byłam w stanie rozwieść się z nim, zanim on podejmie tę decyzję. Też tego nie chcąc. Rozumiesz?
Chore, ale do tego zaprowadziło nierozmawianie ze sobą i nienazywanie swoich lęków. A właściwie nawet nieumiejętność ich nazywania, bo ktoś musiał mi pokazać, że robię takie uniki i takie ucieczki.
To były rzeczy, których nie mówiłam na początku, bo nie wiedziałam. A potem już mówiłam.
Ania:
Ja myślę, że mojemu mężowi sporo rzeczy nie powiedziałam. Zacznijmy od samych początków starań, kiedy tak bardzo przytłoczyło mnie to, że może się nie udawać. Mijały kolejne miesiące i mój mąż nie usłyszał ode mnie takich rzeczy, że mnie coś boli.
Ja płakałam, on wiedział, że jest mi źle, natomiast nigdy nie padło – przynajmniej nie przypominam sobie takiej rozmowy – żebym powiedziała: „To jest dla mnie przytłaczający moment. Nie chcę być w tym miejscu. Tak bardzo się boję. Tak bardzo ta niepłodność mnie przytłoczyła”.
W ogóle nie pamiętam, żebym coś takiego powiedziała na głos. Moim zdaniem bardzo wielu rzeczy nie powiedziałam mojemu mężowi.
Zosia:
A czego nie powiedziałaś… nie wiem, czy „przyjaciółka” to nie jest za duże słowo, ale przyjaciółce slash koleżance?
Ania:
Moi przyjaciele wiedzieli, że staramy się o dziecko, natomiast nie miałam też potrzeby wprowadzać ich w szczegóły.
Chociaż pamiętam, że jak poroniłam, to mówiłam im o tym i rozmawialiśmy na ten temat. Nie miałam jakichś zahamowań, żeby o tym rozmawiać.
Mówiliśmy, że staramy się o dziecko, ale nie wprowadzałam przyjaciół tak dogłębnie w te starania. Nie oczekiwałam też od nich jakiegoś wsparcia, bo z góry przyjęłam, że oni tego nie rozumieją. Może tak.
Ten temat ich nie dotyczył. Część z nich nie miała nawet partnerów, z którymi byłaby na takim etapie życia. Więc oni po prostu byli. I za to jestem im wdzięczna.
Moja przyjaciółka była zresztą nawet ze mną u ginekologa, tak się złożyło.
Koleżankom, którymi się gdzieś tam otaczałam, mówiłam, że się staram, natomiast też ich w to nie wprowadzałam, bo miałam poczucie, że nikt z tej grupy nie czai, o co mi chodzi.
Więc nie mówiłam im. A żeby powiedzieć im to, co czuję? Mężowi tego nie mówiłam, a co dopiero, wiesz…
Nie ma takiej opcji. „Staramy się o dziecko” – to była informacja, którą mogłam się podzielić. I jakoś nikt też w to nie wchodził, nie pytał: „A co to znaczy?”. To nie były osoby, które miały takie doświadczenia, żeby mogły mnie pocieszyć. To była sucha informacja.
Zosia:
Tak. Zadając pytanie o przyjaciółkę, koleżankę, nie wiem dlaczego, ale od razu wyobraziłam sobie jakąś laskę w ciąży. Typiarę, która spodziewa się dziecka, albo świeżo obwieszcza tę nowinę, albo już jest na finiszu.
I wiesz co? Zaraz ciebie o to zapytam, ale ja nigdy nie powiedziałam tak szczerze, jak powinnam – tak sobie teraz myślę – dokładnie tego, co czuję.
Czyli: „Część mnie bardzo się z tobą cieszy i gratuluje ci, ale część mnie właśnie przeżywa rozdarte serce, bo tobie spełnia się marzenie, o które ja cały czas walczę”.
To byłoby chyba fair. Tak sobie myślę z perspektywy czasu.
Powiedzieć to, zamiast stać z przyklejonym uśmiechem numer tam któryś, wybranym na tę okazję, z zagryzionymi zębami i tylko czekać, aż wrócę do domu, kiedy będzie można puścić tamę i te łzy w końcu pociekną.
Nie odbierać jej tego momentu szczęścia, bo część mnie naprawdę się cieszyła. Potrafiłam pogratulować i pomyśleć sobie: „Wow, super”. A druga część, która coraz głośniej krzyczała w głowie, a ja coraz bardziej starałam się ją ukryć, mówiła jednak: „To znowu nie ty”.
Ania:
Ja kobiecie w ciąży nie mówiłam… Ja chyba się w ogóle wyoutowałam. Nie rozmawiałam, unikałam kontaktu, nic nie mówiłam.
Nie wiem, czy ja nawet pogratulowałam. O ciąży nie zostałam poinformowana bezpośrednio, tylko przez mojego męża, więc myślę, że po prostu z kultury osobistej na spotkaniu zapytałam: „Jak się masz?”. Natomiast nie miałam w sobie na tyle odwagi, żeby powiedzieć: „Gratuluję, ale jest mi ciężko”.
To w ogóle by mi nie przeszło przez myśl.
Mówienie, że jest ciężko… Wiecie, moja mama mówiła, że nie może być w życiu ciężko. W sensie: nie przyznawaj się do tego, że jesteś słaba. Ja trochę weszłam w dorosłe życie z takim przekonaniem, że sobie ze wszystkim dam radę. Że nie jestem słaba. Że zawsze dam radę, zagryzę zęby.
Więc trochę przyjęłam taką postawę: hej, jestem twardzielem. Mama zawsze sobie dawała radę. Ty też sobie dasz radę. Nie bądź miękka faja.
Więc kobiecie w ciąży w tamtym okresie przecedzałam przez zęby jakieś sztampowe rzeczy, bo coś wypadało powiedzieć. Jesteśmy między sobą, patrzymy na siebie, nie mogę udawać, że ten brzuch nie istnieje.
Ale tylko sztampowe rzeczy. Nie mówiłam o tym, co czuję. Absolutnie. Nie przeszłoby mi to nawet przez gardło.
Zosia:
To tak jak ja.
A są takie rzeczy, których na przykład nie mówiłaś lekarzowi podczas starań?
Ania:
Tak, są takie rzeczy.
Na przykład nie mówiłam, że byłam u innego lekarza konsultować mój przypadek i co on zaproponował. Albo że podjął próbę stymulacji, ale z jakichś powodów straciłam do niego zaufanie i zmieniłam lekarza.
Ukrywałam to. Nie wiem, czy mądrze, czy niemądrze. Sorry, nie oceniajmy siebie.
Może gdzieś o tym wspomniałam, ale też nie angażowałam go w to, że te jajniki były już stymulowane jakimś leczeniem. Tylko czekałam, co on powie. Może spróbujemy jeszcze raz? Nie chciałam, żeby patrzył na to przez pryzmat tamtej konsultacji, więc nie do końca mówiłam, że konsultowałam jeszcze mój przypadek z kimś innym.
I też lekarzowi nie mówiłam o wielu pytaniach, które miałam. Bardzo mnie krępowały te wizyty.
Czasami wychodziłam z wizyty i nadal miałam pytania. Krępowała mnie też obecność mojego męża, który zadawał milion pytań, które były dla mnie wtedy tak irytujące. Ale może to i lepiej, bo ja siedziałam jak trusia i słuchałam.
Wychodziłam z pytaniami, których wstydziłam się zadać. I właściwie nie wiem sama, czemu tak było. Po prostu wstydziłam się rozmawiać z tym lekarzem.
Byłam dość wstydliwą osobą. Żeby nie pomyślał… nie wiem, że nie umiem, że powinnam to wiedzieć. Nie wiem, co chciałam sobie tym udowodnić.
Finalnie nie zadawałam pytań mojemu lekarzowi, a później szukałam odpowiedzi w necie.
Zosia:
Ja pamiętam, jak padało pytanie o to, jakie biorę suple. W momencie, w którym przeginałam z ich braniem i brałam jakieś suple totalnie od czapy, trochę wstydziłam się do tego przyznać.
Wymieniałam tylko tę taką bezpieczną bazę. Nie wspominałam o tamtych, myśląc sobie: „Ty i tak tego nie zrozumiesz. To na pewno są takie niegroźne suplementy, ale ja je sobie biorę. Pozwól mi je sobie brać. To jest dla spokoju mojej głowy, ja w to wierzę”.
Nie krytykuj mnie za to.
Bo bałam się, że jak wysypię się ze wszystkiego, co biorę, to on już sobie mnie umieści w odpowiedniej szufladce. Przypisze mi konkretne cechy, których uważałam, że nie posiadam, i będę oceniana przez pryzmat takiej fiksacji.
Więc pamiętam, że nie wysypywałam się ze wszystkich supli, które brałam, podświadomie czując, że chyba jednak z nimi przeginam. Że moje pudełeczko bez dna i ładowanie tych supli w takich ilościach mogło nie do końca być rozsądne.
Ale na tamten moment bardzo chciałam tak żyć i wolałam nie wypstrykiwać się ze wszystkich rzeczy, których lekarz mógłby się o mnie dowiedzieć.
Też tak sobie pomyślałam po czasie, że mogłam – i to chyba też wynika z tego, że trudno jest mówić o swoich uczuciach – podzielić się z lekarzem swoim strachem.
Tak po prostu to nazwać.
Przychodzisz do kolesia na którąś tam inseminację w jego życiu. On wykonuje to jak procedurę, którą zna tak dobrze, że wręcz z zamkniętymi oczami by to zrobił. Ale dla mnie to jest akurat pierwszy raz i bardzo się tego boję.
Może gdybym powiedziała: „Jestem bardzo zestresowana”, „Boję się”. Nawet nie wiem czego – czy bólu, czy tego, że nie wyjdzie.
Albo przed HSG, drożnością. Ja też bardzo się tego bałam. Naczytałam się, że to tak boli.
Przecież można było to nazwać.
Może to by niczego nie zmieniło w postępowaniu lekarza, a może jakieś jedno zdanie, które cię pokrzepi, dałoby ci większy spokój w tym momencie, kiedy słyszysz tylko bicie swojego serca, bo tak bardzo się stresujesz.
Ania:
A wiesz, że masz rację? Teraz sobie przypomniałam, że nawet ja się nie zapytałam, czy to HSG boli. Nie zadałam tego pytania.
Szukałam jakichś informacji, nakręcałam się opowieściami. Mamy zresztą podcast na temat tego, jak wyglądało to u nas, i bardzo Wam go polecamy, bo wiemy, że potrafi Was uspokoić.
Ale ja nawet nie zapytałam lekarza, jak w ogóle wygląda ta cała procedura.
Starałam się tak… nie zawracać mu głowy? Nie wiem, z czego to wynikało. Przychodzę na wizytę i nie chcę mu zawracać głowy głupimi pytaniami, a tych pytań było milion.
Brałam sobie internet, szukałam odpowiedzi w internecie, zamiast zapytać u źródła, które właściwie jest po to, żeby rozwiać moje wątpliwości.
Nie wiem. Za to mój mąż zadawał milion pytań.
Zosia:
Mój nie zadawał wcale, to może się wyzerowało.
Jak wychodziliśmy z wizyt, to byłam wściekła, bo on siedział i nie zapytał o nic. Rozumiesz? Siedział jak trusia.
A ja chciałam, żeby zadał jedno. Chociaż jedno pytanie. Wtedy bym widziała, że jemu bardziej zależy, że on jest w tym.
A on siedział i słuchał. „Bo ty to najlepiej ogarniesz, bo ty to rozumiesz, bo ty wiesz, jakie pytania zadać”.
Może się wyrównało. Pula pytań zadawanych przez mężów typiar, które siedzą w tym pomieszczeniu, równa się tyle samo, bo twój skorzystał z puli mojego męża.
Ania:
Myślę, że tak.
Może aż za bardzo. Ale te pytania były tak frywolne, że za każdym razem w tym gabinecie myślałam, że będziemy się przy tym chłopie kłócić.
Zosia:
A skoro bałaś się zadać pytanie, to na pewno byś się pokłóciła przy chłopie.
Ania:
Na pewno nie. Ale później było: „Halo, musiałeś się odzywać? Po co?”.
Widzisz, jak człowiek nie potrafił się ze sobą komunikować, to z tego to wynikało. Ja siedziałam w tym gabinecie taka zalęknięta, przerażona.
Może teraz też bym siedziała taka w tej sytuacji, natomiast może więcej byłabym w stanie po prostu powiedzieć.
Dobra. A czego nie powiedziałaś osobie, która zapytała: „A wy kiedy?” albo „Czy staracie się o dziecko?”.
Zosia:
Powiedziałam, ale za późno.
Chyba musiałam sobie po prostu wyrobić żelazną pupę, na którą wiele razy upadłam i bolało.
Bo wiesz, jak to jest z tymi ripostami, Aniusia. Te najlepsze przychodzą, jak już jesteś w chacie. „Ach, mogłam mu tak powiedzieć! A mogłam to!”. I masz po prostu taki wyrzut sumienia.
Potem już miałam przygotowane jakieś odpowiedzi. A przynajmniej postanowienie, żeby znowu nie udawać, że to jest „hi, hi, hi”, śmieszny żarcik wujka Stasia, który jest po prostu poniżej jakiegokolwiek poziomu.
Tylko żeby jednak skontrować to i pokazać: „Sorki, wpierdoliłeś się właśnie za granicę, która jest moją granicą, i nie pozwolę jej przekraczać”.
Więc wyrobienie sobie takich żelaznych pośladów troszkę trwało. Musiał ten tyłeczek kilka razy zaboleć.
Potem już potrafiłam odpowiadać różnie – grzecznie bądź mniej – ale zawsze byłam zadowolona, że nie pozwoliłam zrobić z siebie dziewczynki do bicia.
Sorry, to nie jest śmieszny temat. Nie żartujemy sobie z tego. Przynajmniej nie w taki sposób i nie w mojej obecności.
Ania:
Ale to wymagało kilku takich sytuacji, w których nie wypowiedziałaś żadnych słów.
Zosia:
Tak. Bez riposty.
A ty?
Ania:
Ja żałuję, że nie powiedziałam… Nie potrafiłam się odezwać w momencie, w którym byłam, nazwijmy to, atakowana i ktoś przekraczał moje granice.
Robiłam: „Ha, ha”, a wcale mnie to nie śmieszyło.
Taki śmieszny żarcik o tym, że ktoś nam „warsztat” pożyczy i na pewno się uda, bo komuś się udało.
Mogłam się odezwać, bo to w sumie jest nieśmieszne. Na zasadzie: „Kurczę, chłopie, trochę mnie zraniłeś, bo stoję tu obok”. „Warsztat” mojego męża. Masakra.
Natomiast nie odezwałam się.
Takich sytuacji, które gdzieś mocno wbijały szpilę w towarzystwie, nie miałam bardzo dużo, bo miałam dobrych ludzi wokół siebie. Przyjaciół. Może czasem się zapytali, ale raczej to ja wychodziłam z inicjatywą. Oni byli po prostu obecni.
Oni żyli wtedy takim życiem, gdzie nikt jeszcze nie starał się o dziecko. Więc pytania: „A kiedy dziecko?”, „A kiedy wy będziecie się starać?”…
Zosia:
One po prostu nie padały.
Ania:
Bo to nie był ten mindset. Oni na razie planowali jakieś śluby, wspólne rzeczy, rozpoczynali dorosłe życie, pierwsze prace. Raczej nie było tego myślenia.
I z ust moich przyjaciół to nigdy nie padało.
Wręcz czułam po prostu, że może oni nie potrafią dobrać słów, żeby mnie pocieszyć, ale wiem, że po prostu są i mogę czuć się przy nich swobodnie. Może tego nie rozumieją, więc nic nie mówią.
Moja mama też tak taktownie zachowywała się w stosunku do tego. Póki ja nic nie mówię, to ona też nic nie mówi.
I czasami są takie tematy, gdzie fajnie by było, gdyby wyszła i podniosła ten ciężki temat, ruszyła go. Natomiast w tym przypadku było mi bezpiecznie i super, kiedy nikt się nie pytał: „Kiedy macie dzieci?”.
Zosia:
I nie wywierał przy okazji na tobie presji.
Ania:
Tak. Od strony moich rodziców w ogóle nie było czegoś takiego: „Kiedy, kiedy, kiedy?”. Oni po prostu nic nie mówili.
I to było dobre.
Zosia:
No to na koniec zadam ci pytanie: czego nie mówiłaś samej sobie?
Ania:
Wielu rzeczy.
W ogóle, żeby zacząć ze sobą rozmawiać podczas starań, to jest długa droga. Bo na początku próbujesz się odnaleźć i poznać nową siebie.
Kim ty się stajesz? Kim ty jesteś? Dlaczego tak bardzo uwiera cię coś, na co kiedyś nie zwracałaś uwagi?
Jak może cię uwierać kobieta w ciąży? Co jest z tobą, dobry człowieku? Czy ty jesteś niedobrym człowiekiem?
Ktoś spodziewa się dziecka, a ty nie jesteś w stanie pogratulować mu w twarz, bo zaraz się popłaczesz.
I nie mówiłam sobie, że tak może być.
Nie rozumiałam tego, że hej, kiedy starasz się o dziecko, takie reakcje na daną sytuację mogą się pojawić i nie powinny cię dziwić.
Natomiast ja traktowałam je jak jakieś anomalie w mojej głowie i jeszcze się za to ganiłam.
„Co z ciebie jest za człowiek? Co ty jesteś?”
Bo wychodzisz z założenia: dobrym jesteś człowiekiem, tak? Tak o sobie myślisz. Nie chcesz źle dla ludzi. Nie chodzisz po ulicy i nie szukasz kogoś, komu można zrobić przykrość.
I nagle: co się z tobą dzieje? Skąd te myśli?
Patrzysz na laskę i myślisz sobie: „Dlaczego ty masz życie, o którym ja marzę? Dlaczego masz brzuch, o którym ja marzę? Dlaczego masz dziecko, o którym ja marzę, a nie ja?”.
A zazdrość jest dobra czy zła? W moim odczuciu wtedy była zła.
Patrzyłam na siebie jak na złego człowieka. I z tym sobie nie mogłam poradzić.
A przecież nie byłam złym człowiekiem.
A ty czego sobie nie mówiłaś?
Zosia:
Też wielu rzeczy.
Ale przede wszystkim nie mówiłam sobie, że jestem fajna. Że jestem naprawdę fajną, wystarczającą laską. Dla samej siebie, dla mojego męża.
Starałam się to sabotować.
W ogóle nie dopuszczałam do siebie myśli, że taka, jaka jestem w danym momencie, mogę być wystarczająca. Że to jest naprawdę bycie spoko żoną still. Że to jest bycie spoko psiapsi cały czas. Że to jest bycie wystarczającą synową, córką.
W ogóle nie dopuszczałam takiej opcji do siebie. Totalnie.
Byłam ciągle za mało, ciągle pod kreską. I to tak przysłaniało wszystko inne, co robiłam, że nie było wtedy w moim życiu sukcesów ani czegoś, za co sama siebie mogłabym polubić.
Mimo że robiłam naprawdę dużo fajnych i wartościowych rzeczy.
Nie pozwalałam tej lasce pomyśleć o sobie, że jest po prostu fajną laską.
Ania:
Ciężko się pokochać podczas starań.
Zosia:
Bardzo.
A z perspektywy czasu, jak patrzysz na tamtą dziewczynę, to widzisz, że to była naprawdę spoko typiara. Tak bardzo pogubiona, tak bardzo z klapkami na oczach, ale naprawdę spoko.
I ona tak bardzo siebie nie lubiła.
I sobie myślisz: „Boże, mała, chociaż troszeczkę mniej od siebie wymagaj. Troszeczkę. Bo przecież nie zdejmę ci po prostu tego chomąta, ale minimalnie”.
Tego sobie nie mówiłam i przede wszystkim tego nie czułam.
A Wy, ziomusie, czego Wy sobie nie mówicie?
Zastanówcie się tak w skrytości serca. Czego sobie nie mówicie? Czego nie pozwalacie sobie poczuć? Co jest tam na dnie takie bardzo kanciaste, że aż uwiera i nie chce się tego dotykać?
O czym nie gadacie ze swoim mężem, partnerem? Czego nie mówicie przyjaciółce? Bo na pewno są takie rzeczy.
A może właśnie próba nazwania ich i takiego – niestety – nacięcia tego ropnia sprawi, że choć ten moment nacinania będzie bardzo bolesny, to po czasie pozwoli poczuć ulgę.
Dajcie cynę.
A my widzimy się z Wami za tydzień.
Artykuł #114 Czego nie mówiłaś podczas starań pochodzi z serwisu Akademia płodności. - W tym odcinku rozmawiamy o jednym z najtrudniejszych momentów podczas starań- dniu, w którym przychodzi miesiączka.
Przez cały cykl rośnie nadzieja, zaczynamy doszukiwać się objawów I bardzo chcemy wierzyć, że tym razem będzie inaczej, a potem wszystko potrafi rozsypać się w kilka minut.
Plan odcinka
Dlaczego miesiączka podczas starań boli inaczej niż zwykle
Jak przez cały cykl buduje się nadzieja
Wmawianie sobie objawów
Moment, kiedy pojawia się krew
Nieregularne cykle i jeszcze większy chaos w głowie
Złość na samą siebie
Jak szybko trzeba było znowu się pozbierać
Poker face podczas niepłodności
Dlaczego czasami partnerzy nie potrafią być obok
Co powiedziałybyśmy sobie dzisiaj
Znajdziesz nas również tutaj:
Podcast VIDEO
SPOTIFY
Ania Mazur-Gajo 00:00:00
Cześć, tu Ania i Zosia.
Zosia Mazurek-Dudek 00:00:01
Wspólnie tworzymy Akademię Płodności. Miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań.
Słuchajcie, dzisiaj będziemy sobie nawijać o dniu, kiedy przychodzi miesiączka i przeżywamy wtedy taką swoją żałobę. W roboczym tytule miałyśmy „małą żałobę”, ale potem stwierdziłyśmy, że momentami to wcale nie była mała żałoba, tylko największa rozpierducha życia w trakcie jednego cyklu. Bo ta nadzieja, wezbrana do granic możliwości, po prostu wtedy opadała.
Ja na przykład nie miałam złudzeń. Wiemy, że Ania jeszcze miała złudzenia, bo przyjście miesiączki wcale nie oznaczało dla niej od razu końca. Znaczy, ja to wiem. Może jak słuchaliście jakichś poprzednich podcastów, to zresztą wiecie. Ale porozkminiamy sobie o tym.
Gdyby cykl miesiączkowy miał być jakąś taką linią, to przez cały czas buduje się napięcie i po kropelce dolewa do wiaderka nadziei. Kumulacja jest po prostu tuż przed okresem, więc jak on przychodzi, jest mnóstwo emocji, które nami miotają.
Ania Mazur-Gajo 00:01:34
Miesiączka jest podsumowaniem całego miesiąca starań, bo podczas starań żyjemy od-do i pewien cykl się kończy. Jest to cykl miesiączkowy, ale też pewien cykl w głowie, cykl nadziei. Taki moment, kiedy wszystko zaczyna się od nowa, pojawia się biała karta i zaczynamy nowy cykl. Nowe starania, nowy plan.
Zanim to się wydarzy i ten nowy plan wejdzie do głowy, jest ta żałoba. Nasze marzenia znowu się nie spełniły.
U mnie było jeszcze tak, że kiedy czekałam na miesiączkę i ona przychodziła, nadal się łudziłam, że może to nie jest miesiączka. Zdarzało mi się nawet wtedy jeszcze testować.
Gdzieś wyczytałam jakąś historię, że ktoś miał plamienie, myślał, że to miesiączka, a potem okazywało się, że jednak nie. Ja po prostu wyszukiwałam takie historie. Nie chciałam jeszcze w to wierzyć. Nadal się łudziłam.
Zosia Mazurek-Dudek 00:02:54
Że to nie jest to. Nie z tobą, bo nie było mnie wtedy w twoim życiu, ale pamiętam te historie, kiedy laski dostawały teoretycznie okresu, myślały, że to okres, a potem się okazywało, że nie.
Ania Mazur-Gajo 00:03:06
Że to właśnie było plamienie. I myślałam sobie: być wybrańcem.
Zosia Mazurek-Dudek 00:03:10
Być wybraną i to właśnie tobie się udaje.
Ania Mazur-Gajo 00:03:14
A że ja miałam różne miesiączki, niektóre skąpe, szczególnie przy cyklach nieowulacyjnych, to one naprawdę potrafiły być tylko plamieniem. I ta miesiączka dawała mi wtedy takie: „Ojejku”. To mi bardzo rozwalało głowę.
Ten moment, w którym miesiączka miała wystąpić, a cykle były jakieś dziwne. Dopiero później odkryłam, że wynikało to z tego, że były to cykle bezowulacyjne i endometrium nie miało się za bardzo z czego złuszczać. A wcześniej robiło mi to ogromną nadzieję.
Ja w ogóle nie wiedziałam, gdzie jestem. Później, kiedy cykle były już monitorowane, były leki i wiedziałam, co jest, gdzie i na co czekamy, było inaczej. Ale wcześniej, zanim zgłosiłam się do lekarza i sama próbowałam to ogarnąć, ten cykl był dla mnie bardzo chaotyczny.
Pamiętam, że bardzo mnie to męczyło. Ta nieregularność cykli, zastanawianie się, czytanie historii, czytanie o objawach, wczytywanie się w to wszystko i analizowanie, co to może oznaczać i co oznacza u mnie.
Zosia Mazurek-Dudek 00:04:27
Ja miałam jeszcze tak, że jak wiedziałam, że jakiś objaw częściej występuje w danym momencie, to potrafiłam go sobie wmówić. Czekałam na tę tkliwość piersi. Na bóle podbrzusza. Na plamienie implantacyjne. Nie miałam go nigdy i zawsze myślałam, że je będę mieć, jak to będzie ten wygrany cykl.
Pamiętam też naprawdę to, że kiedy przychodził okres, czułam się takim frajerem. Sama z siebie gdzieś wewnętrznie drwiłam i byłam sobą rozczarowana. Myślałam: „Kurwa, kolejny raz się dałaś nabrać. Miesiąc temu leżałaś na tej samej podłodze, a teraz dzieje się to samo”.
To przecież nie była moja pierwsza miesiączka podczas starań. Ten scenariusz właściwie nigdy nie wyglądał inaczej. Może różniła się długość cyklu, ale pamiętam, że byłam na siebie potwornie zła.
Obiecywałam sobie: „Już sobie nie uwierzysz, Zosin. Nie zrobisz sobie już więcej takiej nadziei. Wiesz, czym to się kończy. Zostaw sobie margines na to, że będziesz superzaskoczona, jeśli się uda, ale nie nastawiaj się, że to będzie teraz. Nie wmawiaj sobie tych objawów”.
Za każdym razem, kiedy to tak strasznie bolało, kiedy kuliłam się na tej podłodze i wyłam, myślałam: znowu jesteśmy w tym samym punkcie. Znowu dałaś się nabrać. Znowu uwierzyłaś sobie, że ta tkliwość piersi musiała być inna niż w zeszłym cyklu.
Ania Mazur-Gajo 00:06:09
Doszukiwanie się objawów to nieodzowna część starań. Cały czas ich szukasz. Ale szukasz też objawów miesiączki, tego bólu przedmiesiączkowego, który niektórym towarzyszy, a innym nie.
Zosia Mazurek-Dudek 00:06:30
Tylko ból podbrzusza zdarza się również w początkowej fazie ciąży. I wtedy zastanawiasz się: to jest ból miesiączkowy, który się zbliża, czy może jednak ten ból, bo coś się tam zagnieżdża? Nie wiesz tego.
Ania Mazur-Gajo 00:06:44
Więc cały czas jesteś w takim czuwaniu.
Zosia Mazurek-Dudek 00:06:48
Tak. Chodzi mi o to, że chciałam, żeby wtedy w mojej głowie przejmował prym Zosin rozsądny. Taki, który potrafi mi przemówić do rozsądku i powiedzieć: „Zosin, słuchaj, raczej to będzie jednak ból na miesiączkę. Nastaw się na to. Bądź przygotowana, niech cię to nie zaskoczy”.
A nie ten Zosin, który mówi: „W tamtym cyklu chyba bolało cię inaczej. A zobacz, teraz miałaś śluz płodny. W tamtym cyklu go nie miałaś, a w tym miałaś”.
Zawsze było coś. Zawsze sobie coś znalazłam.
Chciałam być tym Zosinem, który przejmuje kontrolę. Że okej, będę gotowa na okres. Na pewno będzie mi przykro, bo nie będę potrafiła tego tak odczarować, żeby powiedzieć sobie: „Easy game, jestem tutaj pięćdziesiąty raz i nic mnie to nie rusza”.
To była walka serca i rozumu.
Pamiętam, że kiedy leżałam w łazience na podłodze i wyłam, oprócz totalnego puszczenia lejców i pozwalania sobie wtedy na wszystko grzeszne, obiecywałam sobie, że sama siebie już nigdy tak nie wyroluję.
Że sama sobie już nie uwierzę. Nie nakręcę się tak. Nie dam sobie aż tyle nadziei, bo sama siebie nią karmiłam.
I ja już nigdy nie testowałam w dzień miesiączki. Wiedziałam, że jak jest krew, to mam „the end”. Koniec.
Ania Mazur-Gajo 00:08:26
Ja w ogóle nie ganiłam się za karmienie nadzieją. Chociaż to zależy, jaki był cykl. Czasami wpadasz w spiralę myśli, że się nie udało, na pewno się nie udało, analizujesz wszystko.
Ale czasami myślisz sobie: „Kurczę, może jest inaczej”. Faktycznie zaczynasz w to wierzyć. Każdy dzień tego wyczekiwania wygląda trochę inaczej.
Mam pytanie do ciebie. Chodziłaś do toalety sprawdzać, czy masz już miesiączkę? Tak obsesyjnie, że co chwilę do łazienki? W pracy wychodzisz do toalety częściej niż w inne dni tylko po to, żeby zobaczyć, co tam się dzieje?
Zosia Mazurek-Dudek 00:09:08
Na pewno tak. Ale też bardzo bałam się tego momentu. Kiedy miałam takie uczucie: „O kurczę, może to już się zaczęło”, leciałam do łazienki z duszą na ramieniu i modliłam się, żeby to jednak nie było to.
Pamiętam, że sam moment spojrzenia na majtki był straszny. Żeby tylko tego nie zobaczyć. Żeby to tylko nie było to.
Ania Mazur-Gajo 00:09:28
Ja wręcz tak wyczekiwałam, że przeprowadzałam sobie badanie palpacyjne, żeby tylko sprawdzić, czy wokół szyjki nic się jeszcze nie pojawia.
Zosia Mazurek-Dudek 00:09:36
A ja sprawdzałam na papierze, czy nie ma jakiejś minikropelki.
Ania Mazur-Gajo 00:09:44
Żeby wiedzieć. Tak wyczekiwałam tego momentu podsumowującego wszystko. Albo się uda, albo się nie uda. Albo od jutra będzie inny dzień i to się skończy.
Zosia Mazurek-Dudek 00:09:54
Albo nadal będzie nadzieja, bo to tylko jeden dzień spóźnienia.
Ja miałam turbo nieregularne cykle. Ty też. Więc nie było tak, że mam co miesiąc 28, 29, 30 czy nawet 34 dni i jak nie przychodzi 35. dnia, to wiem, że dzieje się coś innego.
Raz potrafiło być 26 dni, raz 76, raz 53. Ostatnio przejrzałam swoje wykresy i obserwacje i znalazłam cykl 114-dniowy. Cześć, boska.
Ania Mazur-Gajo 00:10:41
Jak patrzę na taki cykl 114-dniowy, to zastanawiam się, skąd miałaś w sobie tyle cierpliwości do obserwacji tego.
Zosia Mazurek-Dudek 00:10:57
Tam nie było ani krzty cierpliwości. Stara, od któregoś dnia mam już ponotowane, że wjeżdżały leki, więc to nie było tak, że ja byłam bez obserwacji. Byłam pod kontrolą lekarza.
Pamiętam, że próbowaliśmy wywoływać ten okres. Tam nie było cierpliwości, była frustracja do granic możliwości.
To były jedyne momenty, w których już wiedziałam, że ten cykl jest stracony. Nie będzie już owulacji, endometrium nie wygląda dobrze, to nie jest dobry moment, żeby coś się tam działo. Wręcz błagałam o ten okres, który mógłby zapoczątkować nowe starania.
Ale to były takie momenty, kiedy byłam pod kontrolą lekarza i on już mi mówił: „W tym cyklu wszystko stracone, teraz czekamy tylko na okres”.
Ania Mazur-Gajo 00:11:41
Dlatego o to zapytałam, bo chciałam zachęcić osoby, które może jeszcze zwlekają z wizytą u lekarza, a mają nieregularne okresy, żeby jednak to skonsultowały.
Zosia Mazurek-Dudek 00:11:54
Bo co? Wyobraziłaś sobie, że byłam Zosinkiem, który po prostu w notesiku spisuje ostatni dzień i czeka?
Ania Mazur-Gajo 00:12:01
Bo zaczynasz starania o dziecko. U mnie było tak: zaczynam starania, więc jak to w miesiąc się nie miało udać? A się nie udało.
Później dopiero zaczęłam przyglądać się miesiączkom i cyklom i zastanawiać się, co jest grane. Nie poszłam wtedy do lekarza i pamiętam, że było to dla mnie ogromnie frustrujące.
Mogłam właściwie od razu udać się na monitoring cyklu, ale kto wiedział? Zgodnie z zasadą czekałam rok i myślałam, że jak pójdę wcześniej, to usłyszę: „A co pani tu robi?”.
Zosia Mazurek-Dudek 00:12:43
Bo jakbyś przyszła i powiedziała prawdę, że to trwa trzeci miesiąc, to by się popukali w głowę i powiedzieli: „Proszę czekać”.
Ania Mazur-Gajo 00:12:50
A ja nie chciałam czekać. Chciałam, żeby się udało tu i teraz.
Więc te nieregularne miesiączki były bardzo frustrujące. A moment, w którym w końcu ten okres przychodził, był destrukcyjny.
Nie chciało mi się nawet wstawać z łóżka. Najchętniej bym się schowała. Nie mówcie nic do mnie. Nie ogłaszajcie żadnych ciąż, bo to mnie zabije. Nie mówcie, że komuś się udało. Najlepiej nie zapraszajcie mnie nigdzie.
Nie będę tańczyć z wami na imprezach i na waszych urodzinach. Chcę zostać w łóżku. Nie chcę nigdzie wychodzić. Chcę płakać.
Zosia Mazurek-Dudek 00:13:43
Pamiętasz, po jakim czasie udawało ci się napełnić źródełko nadziei od nowa na tyle, żeby wstać i planować?
Cykl leciał swoim rytmem, więc po okresie zbliżały się dni płodne i już wtedy przybierałaś maskę numer osiem i uśmiech numer pięć.
Ania Mazur-Gajo 00:14:04
Kiedy miesiączka się kończyła, miałam już ustawione nowe wizyty. A nowe wizyty to nowy plan i nowa nadzieja.
Zosia Mazurek-Dudek 00:14:13
Funkcjonowałam w tym trybie kilka lat, więc wiem. Ale zastanawiam się, ile czasu zajmowało ci takie odbicie od dna.
Ania Mazur-Gajo 00:14:24
Nie potrafię ci powiedzieć dokładnie. Pierwszy dzień na pewno musiał być przepłakany. Drugi był już trochę taki: „Nie mogę przecież leżeć w tym łóżku cały czas”, chociaż bardzo bym chciała.
Zaczynało się ustawianie w głowie nowego planu. Czwarty, piąty dzień, miesiączka powoli się kończyła, więc trzeba było wprowadzać leczenie, umawiać się na wizyty, rozpisywać plan wizyt, dojazdów i tego wszystkiego.
I powoli ta nadzieja się wlewała. Coraz więcej i więcej. W końcu wyczekujesz owulacji, jesteś szczęśliwa, że ona jest. To jest nowa nadzieja.
Zosia Mazurek-Dudek 00:15:10
Pamiętam, że niektóre stymulacje miałam rozpisane już od trzeciego dnia cyklu. Więc kiedy jeszcze miałam krwawienie, zaczynałam brać tabsy i to było takim moim deadline’em totalnego rozlania.
Bo jak przychodził okres, tego samego wieczora otwierałam wino. Butelka była moja i raczej niechętnie się nią dzieliłam.
Myślałam: cały miesiąc jadłam zdrowo, odżywiałam się okej, nie piłam alkoholu, bo wiadomo. To teraz sorry, ale dlaczego miałabym dalej trzymać się w ryzach, skoro to nic nie przyniosło?
Pamiętam te wieczory zakrapiane winem, na smutno, z rykiem. Z tym kojarzą mi się moje okresy.
Pamiętam też, że do trzeciego dnia musiałam się podnieść. Te pobudki rano po winie, kiedy czułam się okropnie, bolała mnie głowa, trzeba było iść do pracy i stawiać czoła kolejnym wyzwaniom, a wewnętrznie czułam się najgorzej na świecie.
Trochę trzymały mnie w ryzach te leki. Ale kiedy przychodził trzeci dzień i trzeba było zacząć brać tabsy, emocje po poprzednim cyklu jeszcze nie opadły. Nadal czułam się słabo, nadal byłam sobą rozczarowana i z góry zakładałam, że pewnie znowu się nie uda.
Myślałam: „Frajerze, jeszcze się nie podniosłaś po poprzednim i już ciśniesz następne”. Ale z drugiej strony szkoda mi było stracić tego cyklu.
To nie była nienawiść do siebie, ale bardzo negatywne uczucia do Zosinka.
Ania Mazur-Gajo 00:16:51
Pomyślałam jeszcze o tym, że miesiączka nie zawsze przychodzi rano, kiedy jesteś w domu i możesz się z nią zderzyć właśnie tam.
W domu możesz ten pierwszy płacz, ten wybuch, wykrzyczeć w poduszkę, przycisnąć twarz do poduszki i płakać.
Ale czasem to wszystko przychodzi w pracy i musisz mieć poker face. Możesz uronić łzy w toalecie, szybko wytrzeć kącik oka, ale potem musisz wrócić do roboty. Między ludzi. Rozmawiać, śmiać się i po prostu funkcjonować.
Myślę, że dla wielu osób jest to bardzo trudny moment, bo nie możesz sobie pozwolić na upuszczenie tych emocji.
Zosia Mazurek-Dudek 00:17:54
Stara, ale tak szczerze mówiąc, niepłodność uwielbia stawiać cię w sytuacji, kiedy musisz przybrać poker face.
Bo to nie jest tylko przyjście okresu. Z Poker Facem w nieprzewidzianych sytuacjach spotykasz się all the time. Te swoje uśmiechy numer pięć musisz mieć w kieszeni bardzo często.
Jesteś przed okresem, jesteś w trakcie owulacji, przychodzisz do roboty i nie wiesz, czy to nie będzie ten dzień, kiedy koleżanka z biurka obok pochwali się, że niedługo będą mieli dziecko. Wtedy też wjeżdża Poker Face.
Dowiadujesz się, że jako jedyna niedzieciata jedziesz na jakiś wyjazd, bo inni nie mogą, bo mają dzieci. Jeszcze chore dzieci. Gruby kaliber. Ty nie masz takiego kalibru.
Ania Mazur-Gajo 00:18:41
A ty właśnie wyszłaś z toalety i dostałaś miesiączkę.
Zosia Mazurek-Dudek 00:18:44
Dokładnie. I zrobiłabyś wszystko, żeby mieć te chore dzieci i móc się tym martwić, zamiast być wytypowaną do zadania, do którego twoja dzieciata koleżanka nie jest.
I co wtedy? To bardzo często nie jest moment, w którym odważysz się powiedzieć to, co naprawdę chcesz powiedzieć. Wjedzie uśmiech numer pięć.
Przy niepłodności bardzo często nie możesz pozwolić sobie być sobą i puścić emocji tak, jakbyś chciała. Nie zawsze jesteś w swoich czterech ścianach, gdzie czujesz się swobodnie i bezpiecznie.
Jest wiele takich momentów, kiedy jedziesz na oparach i jeszcze musisz wykrzesać z tych oparów ładny obraz.
Ania Mazur-Gajo 00:19:32
Masz jakąś myśl dla siebie samej sprzed kilku lat? Co powiedziałabyś takiej Zosi, która właśnie dostała miesiączkę? Czy było cokolwiek, co mogłoby jej pomóc przetrwać ten czas?
Zosia Mazurek-Dudek 00:19:59
Nie wiem. Trochę bałabym się chyba nawet do niej podejść. Serio.
Wyobrażam sobie tak bardzo poranioną i zagubioną laskę, że mogę ci na pewno powiedzieć, czego ona nie chciałaby usłyszeć.
„Nie martw się, następnym razem się uda”. Czyli na przykład to, co mówił do mnie mój mąż. On dokładnie tak mówił: „Nie martw się. Jeszcze na pewno kiedyś się uda. Zobaczysz, jeszcze na pewno będziemy mieli dzieci”.
Kurwa, skąd wiesz? Właśnie kolejny raz się nie udało. Mija kolejny cykl naszych starań. Kolejny rok się nie udaje. Czemu mi pieprzysz takie głupoty, że się uda? Skąd masz taką wiedzę? Co to w ogóle jest za pocieszenie?
„Będzie dobrze”. Wsadzić sobie to w dupę. Będzie dobrze. Albo daj mi dowody, że naprawdę będzie dobrze. Skąd wiesz, że będzie dobrze?
To było coś, co mnie wtedy rozniecało. „Będzie dobrze. Nie martw się. Na pewno będziemy mieli dzieci”. Serio?
Ja chyba bardziej chciałam usłyszeć: „Bez względu na to, jaki scenariusz nas czeka, ja będę z tobą”. Czy to od męża, czy od przyjaciółki.
Wolałabym usłyszeć: „Czuję, jak jest przejebane. Nie wiem, jak ci pomóc, ale chcę być przy tobie. Po prostu nie wiem jak”.
„Tak samo czuję bezsilność jak ty. Nie mamy nad tym kontroli, ale nie chcę ci mydlić oczu tym, że będzie dobrze”.
A ty wiesz, co chciałabyś wtedy usłyszeć?
Ania Mazur-Gajo 00:21:24
Nie było słów, które mogłyby mnie wtedy pocieszyć. Natomiast bliskość i obecność mojego męża mogłyby mi pomóc.
Często było tak, że on był w pracy i nie było go przy mnie. Jak wspominałam wcześniej, on widział te starania tak, że to, co może zrobić, to pracować na kilka etatów, dosłownie, żeby zarobić hajs na leczenie, które, jak wiemy, jest drogie.
I też po to, żebym ja mogła mniej pracować i mniej zarabiać, żeby mieć czas jeździć na leczenie i do lekarzy.
To sprawiało, że trochę brakowało mi jego obecności. Takiej, żeby po prostu był przy mnie.
Żeby mnie wysłuchał i wziął na klatę to wszystko, co wtedy kłębiło się we mnie i w moich myślach. Tylko ja nie umiałam tego nazwać, bo wszystko zamykało się we mnie w środku.
Zosia Mazurek-Dudek 00:22:37
Pamiętasz, jak potem miałyśmy jeden z małżeńskich podcastów, kiedy nasi mężowie byli naszymi gośćmi?
Zadawałyśmy im dużo pytań, wspominałyśmy okres starań i zestawiałyśmy ten świat męski i damski.
I pamiętasz, jak wyszło, że oni mieli dokładnie tak samo? Kiedy ich kobieta płakała, to było coś, z czym obydwaj nie potrafili sobie poradzić.
Jakby wszystko możesz im zrobić, ale jak baba płacze, to oni czują się tak bezsilni, że chcą jak najszybciej to przerwać.
Towarzyszenie płaczącej kobiecie było dla nich turbo niekomfortowe i trudne. Czuli się wtedy bezużyteczni i bezsilni. Pamiętasz to?
Ania Mazur-Gajo 00:23:22
Ja mam tak do tej pory.
Zosia Mazurek-Dudek 00:23:23
Najgorzej, tylko nie płacz. Bo on już nie wie, gdzie uciec. Nie wie, co ma zrobić. Po prostu: „Przestań płakać”.
Ania Mazur-Gajo 00:23:30
Ale zabrakło też jasnych komunikatów. Tylko, ludzie, ja wtedy nie miałam ochoty uczyć się komunikacji z moim mężem. Ja miałam ochotę płakać, bo to było dla mnie naturalne.
Wtedy jeszcze nie umieliśmy do końca w ten związek, w to męsko-damskie. Mamy inne mózgi, inaczej to rozumiemy, inaczej czujemy.
To, w co byłam wtedy wyposażona, próbowałam wykorzystać. I jedyne, co mogłam zrobić, żeby siebie ochronić i jakoś sobie ulżyć, to położyć się na kanapie i płakać.
Chciałam wtulić się w poduszkę i wyć. Kładłam się też na podłodze i tam wszystko mnie rozdzierało. Serce, głos. Płakałam na tej podłodze. Zostawiałam tam wszystko. To mi dawało jakieś ukojenie.
Zosia Mazurek-Dudek 00:24:31
Ancia, ja to rozumiem.
Ania Mazur-Gajo 00:24:33
Szkoda, że mojego męża jednak tam nie było.
Zosia Mazurek-Dudek 00:24:34
I teraz wyobraź sobie, że twój stary ma już palpitację serca, kiedy zaczyna ci się kręcić jedna łza, a ty wymagasz od niego, żeby był przy tobie.
Twój stary widzi, że płaczesz i jedyna myśl, jaką ma, to: „Spierdzielać stąd. Jak wrócę, to może już nie będzie płakała. Nie będzie tak trudno”.
Ania Mazur-Gajo 00:24:58
Uczyliśmy się wspierać nawzajem i nie potrafiliśmy tego.
Ciężko mi powiedzieć, co moglibyśmy wtedy zrobić inaczej, bo byliśmy zupełnie innymi ludźmi. Przeszliśmy przez ten etap.
Teraz w związku jesteśmy gdzie indziej. Umiemy ze sobą rozmawiać i komunikować się, raz lepiej, raz gorzej. Natomiast wtedy tego nie umieliśmy.
Zosia Mazurek-Dudek 00:25:19
Pamiętam to.
Ania Mazur-Gajo 00:25:21
Oczekuję od ciebie, że…
Zosia Mazurek-Dudek 00:25:22
Tak, dobrze, już poproszę cię.
Ania Mazur-Gajo 00:25:25
Teraz jestem w stanie bardziej otwarcie powiedzieć wszystko, co mi siedzi na wątrobie, co mnie boli, czego potrzebuję. Powiedzieć: „Bądź ze mną”. Natomiast wtedy mu tego nie powiedziałam.
Zosia Mazurek-Dudek 00:25:41
I kontrast tych światów polegał nie tylko na tym, że nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać i dawać sobie jasnych komunikatów.
Dla ciebie największym wsparciem byłoby coś, co dla twojego męża było największym strachem.
Czaisz to niedotarcie tych światów?
A potem, kiedy to wyszło, oni patrzyli na siebie wielkimi oczami i mówili: „Kurna, najgorzej. Mam tak samo. Najgorzej jak baba ryczy”.
To było takie: wszystko załatwimy, tylko przestań płakać. Bo oni nawet nie potrafili skupić się na szukaniu rozwiązań, bo nasz płacz tak bardzo wyprowadzał ich z komfortu.
Płacząca kobieta to już była granica.
„Jak przestaniesz płakać, to wtedy będę mógł zebrać myśli i coś wymyślimy. Ale przestań płakać”.
A dla mnie ten płacz był wręcz oczyszczający. Myślałam: „Dobra, popłaczę sobie, zrobi mi się trochę lepiej, bo już dłużej nie mogę”.
Ania Mazur-Gajo 00:26:35
Myślę, że w późniejszych etapach mój płacz tak dekoncentrował mojego męża, że powodował wręcz kolejne kłótnie. On się tym irytował, co z kolei powodowało wyrzut złości.
Każdy sobie radził, jak mógł, z tym wszystkim. Tyle powiem.
Zosia Mazurek-Dudek 00:26:58
O Boże, tym wspomnieniem zakończymy odcinek?
Zosia Mazurek-Dudek 00:27:11
Zastanawiam się też, czy jest jakaś uniwersalna, nawet nie rada, tylko myśl, którą mogłybyśmy się z Wami podzielić na koniec tego odcinka.
Jeśli po drugiej stronie siedzi taka Ania, taka Zosia, taka Basia czy Kasia, która słucha nas właśnie wtedy, kiedy ten okres trwa. A miało go, kurna, nie być, bo było tyle sygnałów na to, że się nie pojawi. Tyle rzeczy się składało na to, że tym razem miało być inaczej.
Czy jest coś takiego, laski, co mogłybyśmy Wam powiedzieć?
Ania Mazur-Gajo 00:27:47
Może mogłybyście napisać w komentarzach, co Wam pomaga w tych dniach?
Może ktoś zaczerpnie z tego coś dla siebie albo się zainspiruje. Coś, co naprawdę pozwala Wam nie tyle wrócić od razu na sto procent do pełni sił, co po prostu przetrwać ten czas do kolejnej nadziei.
Zosia Mazurek-Dudek 00:28:09
A jeśli trudno jest znaleźć coś, co pomaga, napiszcie chociaż, czego na pewno nie mówić albo czego nie robić wtedy, kiedy to się dzieje.
Może łatwiej będzie znaleźć takie antyżyczenia, antyrady, antyteksty.
Ściskamy Was mocno. Mamy nadzieję, że nasze wspominki, to, że trochę siedzimy sobie wspólnie w głowach i że da się z tego wszystkiego wyciągnąć jakiś wspólny mianownik, pomogą Wam poczuć się trochę mniej samotnie w tym cholernie trudnym czasie, który rozrywa serce.
Ściskamy Was bardzo mocno i widzimy się i słyszymy za tydzień.
Artykuł #113 Co miesiąc przeżywam żałobę pochodzi z serwisu Akademia płodności. - Podczas starań relacja z własnym ciałem potrafi być naprawdę skomplikowana. Z jednej strony robisz wszystko, żeby o nie zadbać: dieta, suplementy, badania, leki, zmiana stylu życia. Z drugiej patrzysz na nie z coraz większą złością i zastanawiasz się, dlaczego mimo tych wszystkich starań nadal nie chce z Tobą współpracować.
W tym odcinku rozmawiamy o tym, jak niepłodność zmienia sposób, w jaki patrzymy na własne ciało. O poczuciu, że ciało zawodzi, szukaniu kolejnych rzeczy do „naprawienia” i próbach zrozumienia, czego jeszcze może potrzebować. Wracamy też do naszych historii i momentów, w których zamiast być ze swoim ciałem po jednej stronie, zaczynałyśmy traktować je jak osobny twór, z którym za wszelką cenę próbujemy się dogadać.
Plan odcinka
Poczucie, że ciało nie chce z nami współpracować
Złość na własne ciało podczas starań
Szukanie odpowiedzi na pytanie: „Co jest ze mną nie tak?”
Kolejne diagnozy, leki i potrzeba „naprawiania” organizmu
Kiedy dbasz o siebie, a mimo to ciąży nadal nie ma
Dieta, aktywność fizyczna i zmiany, które próbowałyśmy wprowadzać
Czy można polubić ciało, które nie spełnia naszego największego marzenia?
Jak zauważyć to, co ciało robi dla nas już teraz?
Znajdziesz nas również tutaj:
Podcast VIDEO
SPOTIFY
Ania Mazur Gajo 00:00:00
Cześć, tu Ania i Zosia.
Zosia Mazurek Dudek 00:00:01
Wspólnie tworzymy Akademię Płodności miejsce, w którym towarzyszymy Wam podczas starań.
Dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry.
Witamy Was w kolejnym podcaście, w kolejnym wideokaście. Spotykamy się z Wami w kolejnym tygodniu, żeby znowu sobie razem pogadać w naszym psiapsi gronie. Zabrałam dzisiaj ze sobą Aniusie do Lublina specjalnie dla Was, żeby dzisiaj ją wypytać o taki temat: relacji z własnym ciałem. I on jest o tyle osobliwy, że ta relacja z własnym ciałem i takie trochę Cię lubię, trochę Cię nie lubię, trochę Cię rozumiem, trochę totalnie Cię nie rozumiem, przechodzi również pewne cykle. Właśnie od różnych faz. Od takiego dbania o siebie, po takie: nie lubię Cię i nie będę Cię szanować, po takie: jestem Ci wdzięczna za to, co dla mnie robisz.
Chociaż tej wdzięczności akurat u mnie nie było za wiele. Więc tak sobie będziemy dzisiaj rozkminiać, jak to jest z tym ciałem w niepłodności, jaką można mieć z nim relację, czy się można z nim lubić, czy nie lubić.
Ania Mazur Gajo 00:01:33
A skąd to się wzięło? Pomysł na ten podcast wyszedł z tego, że bardzo często w naszych wiadomościach, między Waszymi historiami, pojawia się fraza: „Czuję, że moje ciało zawodzi”. Albo tak jakby oddzielacie to ciało, jakby było oddzielnym członem. Dlatego porozmawiamy sobie też o tym, czy my w naszych historiach byłyśmy złe na swoje ciało. Czy czułyśmy, że ono nie współpracuje podczas starań? U Ciebie tak było?
Zosia Mazurek Dudek 00:02:11
No oczywiście. Jeśli miałabym odpowiedzieć jednym zdaniem, to tak.
Ania Mazur Gajo 00:02:15
Ale czy miałaś, wiesz, nazywałaś je jakoś, postrzegałaś je jako właśnie. Będąc w niepłodności, tylko się to zrozumie, że czujesz po prostu, że masz mózg i masz to ciało, które nie chce z Tobą współpracować.
Zosia Mazurek Dudek 00:02:31
Tak.
Ania Mazur Gajo 00:02:33
Że Twoja złość jest skierowana na nie.
Zosia Mazurek Dudek 00:02:35
Trochę tak i trochę nie, bo było bardzo różnie. Miałam tak, że mogłabym to w sumie opisać tekstem, że to jest osobny twór. Mogłabym. Bo rzeczywiście tak było. Ale też nie zawsze. I czasami miałam tak, że próbowałam się z nim zakumplować. Ale jak możesz się zakumplować z kimś, kogo tak do końca nie rozumiesz i masz takie wrażenie, że ta relacja jest z Twojej strony na sto procent albo może nawet na sto dwa procent odpimpowana? Kiedy, powiedzmy, jesteśmy w fazie zwyżki Zosina, bo Zosin postanawia teraz się zdrowo odżywiać na przykład i dbać o swoje ciało, no to ja byłam bardzo dobra dla siebie samej i miałam wrażenie takie, że to ciało jest przeze mnie tak zaopiekowane.
Jest tak dobrze traktowane, jest suplementowane, jest dobrze odżywiane, nie wrzucam w siebie śmieci. Zobacz, nie palę papierosów, całe życie nie palę papierosów. Nie zaciągałam tego kredytu, rozumiesz? Nie tak, że muszę teraz odpracować jakieś błędy młodości. Skończyłam jeździć na Maczka mojego ukochanego, którego przez lata po prostu byłam stałą bywalczynią. Piję obrzydliwe smoothie, które mi nie smakują, ale mają tam tyle napakowanych antyoksydantów, że po prostu co ma się wymieść, to się powymiata. Nie piję alkoholu. No sorry, jeszcze wieczorkiem Cię wyszczotkuję i nabalsamuję i po prostu: co jest nie tak z Tobą? Co jeszcze mogę zrobić dla Ciebie więcej, żebyś zaczęła współpracować? Czaisz?
Ania Mazur Gajo 00:04:03
I to ciało było zaopiekowane nie na początku starań, to jest jakiś taki fragment, tak?
Zosia Mazurek Dudek 00:04:08
To jest fragment, bo to jest jeden wyrywek relacji mojej z ciałem, bo większość czasu raczej go nie lubię. I większość czasu mam taką myśl, że niby w sumie nie dostajesz ode mnie tak po dupie. Masz pewne swoje mankamenty, których nienawidzę, bo były elementy mojego ciała, których nienawidziłam od lat. Od lat, po prostu od małej dziewczynki. Wiedziałam, że to jest jakiś defekt i tego to raczej trzeba ukryć niż to pokazywać, bo wstyd. Ten odstający brzuch na przykład, tak? Przypał bardzo, nie? Ale tak. I potem wjeżdżała taka myśl, że w sumie to Cię nie lubię za to, co robisz. Stroisz fochy, mimo że tak naprawdę są laski, które potrafią się prowadzić o ile gorzej i mają dzieci, tak?
Rozumiesz, że jest dziewczyna, która karmi swoje ciało, zaczyna na śniadanko papierosek i na drugie śniadanko piąty papierosek. Czaisz? I codziennie wieczorem po kilka piwek. I wokół niej jest trójka, jak nie czwórka dzieciaczków. Typiara z mojego bloku. A ja co? Przepraszam, o co chodzi? To po co te wszystkie drogie suplementy, zarąbiste kwasy, które kosztują trzy razy więcej niż jakieś przeciętne z apteki? Dostajesz ode mnie najlepsze paliwo i o co chodzi? A badania są gorsze? Już nawet nie chodzi o to, że, wiesz, nie jestem w ciąży, ale wszystko jest słabo, znowu się rozjeżdżasz. Co mogę więcej dla Ciebie zrobić? Czemu tak bardzo jesteś skopane? Ja w ogóle pamiętam, że próbowałam grzebać.
Stara, czy Ty pamiętasz moje doszukiwanie się, z czego może wynikać zawodzenie mojego ciała od początku? Byłam karmiona mlekiem modyfikowanym na początku, pamiętasz? Może to jest zrąbane. Kurde, zaszczepiłam się na HPV, a znalazłam na jakiejś urban legend stronie, rozumiesz? Jakieś po prostu takie info od czapy wyjęte. Może to to. Pewnie to to. Znalazłam gdzieś taką przesłankę. Żadnych badań na to oczywiście, ale gdzieś ktoś mógł na blogu napisać. Ktoś mógł komentarz napisać, rozumiesz? To mógł być internetowy troll, natomiast zasiał ziarno niepewności w głowie. Szukasz po prostu przyczyny, dlaczego to Twoje ciało zawodzi. W sensie, no chyba naprawdę nie jest aż tak źle, co? Może rzeczywiście, do czego się mogłam przyczepić?
00:06:34
Aktywność fizyczna była zawsze w opłakanym stanie, bo nie mogłam bardzo długo się do tego przemóc. No ale czy tak naprawdę na skali i na wadze błędów to było takie, tak bardzo dużo ważące w kontekście tego? Rozumiesz? No nie. Większość raczej się nie lubiliśmy z nim. I tak raczej nie rozumieliśmy. Nie wiem, czy go traktowałam jako osobny twór. Trochę tak sobie teraz to wyobrażam, że trochę go traktowałam jak taki po prostu kogoś, z kim nie potrafię się dogadać. Że może powinnam znaleźć język i zrozumieć, czego Tobie brakuje. Co ja mam jeszcze robić? Może ja źle inwestuję tę energię, te pieniądze? Może to nie suplementy? Może to czegoś innego potrzebujesz? A nie bardzo potrafiłam się z nim dogadać. A Ty lubiłaś swoje ciało?
00:07:20
Byłaś mu wdzięczna za to, co dla Ciebie robi? Czy raczej widziałaś mankamenty, w których zawodzi?
Ania Mazur Gajo 00:07:26
Ja byłam raczej zaskoczona tym, że ono nie funkcjonuje tak, jak mi się wydawało, że będzie funkcjonować, kiedy zechcemy zostać rodzicami. I to mnie tak na początku zaskoczyło i miałam takie poczucie, że straciłam nad nim kontrolę. Pomyślałam, że nie potrafię nad tym zapanować, że nie rozumiem go, że nagle, kiedy myślałam, że moja płodność jest na wyciągnięcie ręki, że tu będzie trzeba zawalczyć o coś. I to trochę mnie przerażało, to, że mam dwie ręce, mam dwie nogi, jestem młodą laską i okazuje się, że moje jajniki nie produkują jajeczek? Jak to jest możliwe? Moja siostra ma dzieci, moja mama nie miała problemu z zajściem w ciążę. W ogóle co tu się odwala? Dlaczego tak się dzieje?
00:08:30
W ogóle nikt mnie na to nie przygotował, że takie rzeczy mogą się dziać. Nie słyszałam, nie znałam osób, które starają się o dziecko. Więc w swoim gronie to takie pierwsze miałam zderzenie. Gdzieś jak się otwierałam, to mówił o jakichś tam koleżankach, że znali kogoś tam, tak? Nie miałam swojego grona osób, które mogłyby powiedzieć: hej, mam jakiegoś lekarza fajnego, który się Tobą zaopiekuje. Raczej to było takie trochę po omacku bardzo i czułam, że mnie zawodzi, czułam, że nie rozumiem go.
00:09:15
Czułam, że odkrywam je troszeczkę i poznaję na nowo. I coś, co kiedyś było przeze mnie przeoczone, bo podczas starań śluz płodny jest po prostu poddany obserwacji wręcz maniakalnej: czy on jest, czy nie. I wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Właśnie to już w ogóle zapomniałam o tym nawet, że można nie zwracać na to uwagi. Zapomniałam, jak to jest nie zwracać uwagi i nie liczyć cyklu miesiączkowego. Ale czułam, że mnie zawodzi, pomimo tego, że uważam, że karmię je bardzo zdrowo. I prowadzę się zdrowo. Oczywiście teraz miałabym sporo do korekty, jako już doświadczona dietetyczka, byłoby co poprawiać. Natomiast wyszłam z założenia, że hej, no ale też nie najgorzej, no. Nie jest najgorzej.
Zosia Mazurek Dudek 00:10:14
No właśnie, dlatego mówię, że nie patrzysz zawsze na to, jak mogłoby być on the top, bo zawsze jest coś do poprawienia, ale patrzysz raczej niżej. Że halo, dlaczego u innych, u których jest gorzej, to bangla i to działa? Dlaczego u mnie to nie potrafi załapać?
Ania Mazur Gajo 00:10:28
To były naprawdę przyzwoite warunki do zajścia w ciążę w tym organizmie. Ale się nie udawało. Więc byłam bardziej na początku zaskoczona. I to poznawanie też, ale też uczenie się swojego ciała tak jakby na nowo, bo po co mi wcześniej było zwracanie uwagi, kiedy ja mam owulację? No to nie było mi potrzebne do życia, do szczęścia i jakoś to wszystko funkcjonowało, to było wszystko jakoś tak naturalne. Miesiączka, zapisywanie miesiączki, ona się pojawiała i tyle. A później doszła nauka. Nauka i takie też właśnie: trochę się przypatrzę, co Ty tam odwalasz.
Zosia Mazurek Dudek 00:11:27
Tak naprawdę, wiesz, prawidłowo działający cykl nie jest potrzebny nam tylko do tego, żeby zajść w ciążę, więc gdyby nasza świadomość jako młodych lasek, wiem, że w ogóle wymagam prawie niemożliwego, ale prawidłowo działający cykl i to, żeby zwracać na niego uwagę, jest istotne naprawdę nie tylko w trakcie starań.
Ania Mazur Gajo 00:11:46
Zdarzają się takie świadomie wiadomości od dziewczyn.
Zosia Mazurek Dudek 00:11:50
Tak, ja jestem zawsze taka po prostu dumna z nich. Boże, laska. Ale to jest bardzo mało. Wiem, no ale zdarzają się. Chodzi o to, że ktoś o tym myśli. Ktoś o tym myśli, są takie laski. Ty o tym nie myślałaś, ja o tym nie myślałam, miałyśmy to na końcu listy rzeczy do ogarnięcia po prostu, ale są laski, które piszą, że chciałyby ogarnąć swój cykl, bo on nie działa prawidłowo. One nie mają teraz partnera, one nie mają w ogóle w tym momencie jakichś takich myśli o tym, żeby zachodzić w ciążę, ale wiedzą, że to jest potrzebne do prawidłowego funkcjonowania zdrowia i jak masz regularny cykl, to możesz chociażby założyć, że poziomy Twoich hormonów są w normie, tak?
00:12:23
Czy właśnie dochodzi do owulacji i tak dalej. Ale jesteś mądra, laska. Ja taka nie byłam, naprawdę.
Ania Mazur Gajo 00:12:34
No ja też nie. Nieregularne cykle.
Zosia Mazurek Dudek 00:12:37
No, niesamowite. Co mnie to obchodzi? Czy ja teraz chcę mieć dzieci?
Ania Mazur Gajo 00:12:41
No, to nie myślałam o tym w ten sposób. W ogóle nie patrzyłam na to.
Zosia Mazurek Dudek 00:12:46
Jako aspekt po prostu dobrze działającego organizmu. Jako pewien miernik zdrowia. Regularne cykle. No nie, no to po co Ci to? Zresztą ja to usłyszałam w ogóle od lekarza. Ja to usłyszałam od lekarza. Moja pani doktor mi to powiedziała. Jedna z pierwszych. Bo ja powiedziałam, że mam nieregularne. „Ale chcesz mieć dziecko teraz?”. No nie, no. Mam 17 lat. „No to po co Ci to potrzebne? Pogadamy, jak będziesz chciała zajść w ciążę”. Także no sorry, jak słyszysz coś takiego od guru swojego, to dlaczego masz kojarzyć regularny okres z czymś, o co masz w ogóle dbać, o co się troszczyć? Czemu masz poświęcać temu swoją uwagę, skoro lekarz mówi, że daj sobie spokój teraz, nie chcesz mieć dzieci, to przestań.
00:13:32
No to okej, powiedział mi to lekarz. Spoko, po co mam się starać? Także takie. A, odbiegłyśmy, ale warte, myślę, wtrącenia. Ta wtrętka warta podkreślenia.
Ania Mazur Gajo 00:13:45
Czy czułaś, że Twoje ciało wymaga naprawienia podczas starań?
Zosia Mazurek Dudek 00:13:49
Tak, oczywiście, tylko nie wiedziałam, co mam w nim naprawić. Czułam, że jest ułomne, czułam, że nie dowozi. Czułam, że coś ewidentnie musi być nie tak. Oczywiście szukałam tych, widzisz, tych rzeczy które mogłam zwalić na siebie albo na moją mamę. Szukasz odpowiedzi na to w najbardziej irracjonalnych rzeczach.
Ania Mazur Gajo 00:14:16
A nie że insulinooporność może tu sporo namieszać, którą próbowałaś okiełznać.
Zosia Mazurek Dudek 00:14:27
Nie wiem, czy myślałam, że główne, ale myślałam, że tak. No bo pamiętam, jak dostałam pierwszy raz metforminę i miałam taką myśl, że to jest właśnie moja magiczna tabletka. To jest moja magiczna tabletka i czułam się tak, jakby ta metforminka trzy razy dziennie po prostu odwalała za mnie taką robotę jak najlepszy trening świata. I wręcz teraz już, jak mamy tę metforminkę, to nie muszę, wiesz, już tak bardzo się starać. Rozumiesz? Troszkę tak sobie koloryzowałam tę rzeczywistość na takie kolorki, jakie akurat było mi wygodnie w tym danym momencie sobie to pokoloryzować, ale tak. Ja w ogóle pamiętam, jak za każdym razem odkrycie kolejnej nowej rzeczy, którą miałam. Jakaś tam dojeżdżała hiperprolaktynemia na przykład, tak? I tabletka na to kolejna.
00:15:12
I miałam takie: to musi być to, to musi być to, bo jeszcze miesiąc temu o tym nie wiedzieliśmy. To nie było leczone. To nie działało dobrze, no bo jak miało działać, skoro nie było leczone? Ale teraz odkryliśmy kolejną rzecz, uładzimy kolejną rzecz, już będzie dobrze. I to jest klucz do sukcesu Twojego, Zosin, widzisz? Powiedział Ci ktoś miesiąc temu, że masz hiperprolaktynemię? Nie. I nie miałaś na to leków, no to jak miało wyjść?
Ania Mazur Gajo 00:15:33
A nie bałaś się tego, że za każdym razem wyjdzie coś nowego?
Zosia Mazurek Dudek 00:15:37
No bałam się, stara, bo moja litania chorób, to nie było tak, że masz jedno i nie doszukuj się, laska. Ogarnij insulinooporność, będzie git. Tylko dojeżdżały kolejne.
Ania Mazur Gajo 00:15:47
Nie czułaś tak, że to ciało Ci szykuje zaraz coś nowego?
Zosia Mazurek Dudek 00:15:49
Czułam bardzo i czułam się tym przytłoczona. I w pewnym momencie czułam się już tak, że ja już boję się chodzić na następne badania, bo na pewno coś wyjdzie. No tyle rzeczy już znaleźli, no to proszę Cię.
Ania Mazur Gajo 00:16:01
I wyszło Hashimoto.
Zosia Mazurek Dudek 00:16:02
Co jeszcze można znaleźć? Tak, Hashimoto wyszło jako akurat jedno z pierwszych. Tak naprawdę na początku dowiedziałam się, że mam PCOS, potem doszło Hashimoto, ale też Hashimoto miałam przedstawione jako takie: o, w ogóle easy game, będziesz brała jedną tabletkę rano, w ogóle po co się stresować?
Ania Mazur Gajo 00:16:24
Później wyszła insulinooporność?
Zosia Mazurek Dudek 00:16:27
Tak, później wyszła insulinooporność bardzo, bardzo, bardzo duża.
Ania Mazur Gajo 00:16:32
Za wysokie androgeny?
Zosia Mazurek Dudek 00:16:34
Tak, to już wyszło w okolicy wcześniej. Zaburzony stosunek LH do FSH, ja miałam za wysoką w ogóle insulinę, hiperinsulinemię bardzo dużą, hiperprolaktynemię czynnościową, dochodziło podejrzenie endometriozy. Przecież tuż przed, ja już miałam wyznaczony termin operacji.
Ania Mazur Gajo 00:16:52
Pamiętam.
Zosia Mazurek Dudek 00:16:55
No, już wiedziałam, kiedy i gdzie będę operowana.
Ania Mazur Gajo 00:16:58
A po drodze, jeżeli nie będziesz chciała o tym mówić, to zrobimy klaps. Pamiętasz taki moment, kiedy jeszcze podczas stymulacji miałaś hiperstymulację i wylądowałaś z ogromną torbielą?
Zosia Mazurek Dudek 00:17:17
Pamiętam.
Ania Mazur Gajo 00:17:18
Czułaś wtedy, że po prostu już Twoje możliwości kończą się tutaj?
Zosia Mazurek Dudek 00:17:28
No, dokładnie tak było. Dokładnie tak było, no bo wiesz, Twojego organizmu nawet nie bardzo wiedzą, jak wystymulować, żeby tego nie spieprzyć. Czaisz? Leki, które u innych lasek dają ciążę i w końcu są kluczem do sukcesu. Dla Ciebie to nie jest kolejna rzecz, która może Ci pomóc, tylko która może kolejną rzecz zwalić w Twoim organizmie. Nawet nie wiadomo, jak dobrać dawki. Co tu się spieprzyło, że poszło źle? To jest to, co odblokowało szczęście setek lasek, rozumiesz? Ale Ty, jak Ty łykniesz, to Ci spierdzieli dalej, no. I potem będą się bali Ciebie dotknąć.
00:18:11
Bo: „O Jezu, to jest ta pacjentka, co mi się hiperstymulowała na takiej dawce. Co ja teraz mam zrobić? Co ja mam tu zrobić? Jak ja nie mam owulacji normalnej, co ja mam zrobić? Co ja mam zrobić? Co ja mam zrobić?”. No, jesteś takim trochę tykającym, takim zgniłym jajeczkiem. Albo wybuchnie, albo jednak się wypchnie dalej. Takie trochę miałam poczucie. No ja kojarzę lekarza, który jak zobaczył teczkę badań, to powiedział, że: „Ja pani nie pomogę”. Pamiętam, jak mi to powiedział. „Bardzo bym chciał, ale ja pani nie pomogę. To za dużo, za dużo. Musi pani poszukać kogoś z większym doświadczeniem”.
Ania Mazur Gajo 00:18:49
Z jednej strony to dobrze, że tak Ci powiedział.
Zosia Mazurek Dudek 00:18:53
Ale jestem bardzo wdzięczna oczywiście, że tak. Przecież to mogłoby dalej wciągnąć nas w jakieś durne kolejne, nie wiem, badania, nietrafione terapie, kolejne wydane pieniądze, które by Cię nie przybliżyły do osiągnięcia celu. Tylko wiesz, jak dostajesz taki komunikat, to czujesz, że nie utykasz na jedną nogę, tylko że tam po prostu jest grubo spierdzielone i to nie jest tylko, że sobie kulejesz. Tylko jak ktoś Ci odmawia, no to musi być naprawdę słabo.
Ania Mazur Gajo 00:19:20
Możesz przypomnieć nam wszystkim, którzy są tutaj z nami może od niedawna, bo jest bardzo dużo nowych osób, które przyszły dzięki właśnie naszym podcastom. Witamy Was w naszej Akademii. Finalnie Twoje ciało zaczęło w pewnym momencie z Tobą współpracować.
Zosia Mazurek Dudek 00:19:41
Tak.
Zosia Mazurek Dudek 00:19:44
Nie byłam w stanie w to uwierzyć, ale tak było, to prawda.
Ania Mazur Gajo 00:19:45
I możesz powiedzieć.
Zosia Mazurek Dudek 00:19:49
I się dogadaliśmy. Lepiej i gorzej, ale się dogadaliśmy.
Ania Mazur Gajo 00:19:51
Co pomogło Wam się dogadać?
Zosia Mazurek Dudek 00:19:53
No finalnie nie wiem, bo ciężko jest to powiedzieć. Ciężko jest stwierdzić, czy to była jakaś jedna rzecz. Ale przeszłam na dietę. I uśmiecham się do tego, bo ja przechodziłam na dietę, ja nie wiem ile razy. I ja już teraz jestem zdiagnozowanym ADHD-owcem, takim z normalną opinią psychiatry. Wiem, że mogę brać leki, wiem, jak się czuję na tych lekach. Natomiast wtedy jeszcze nie do końca siebie rozumiałam i takie odwalanie czegoś na hiperfokusie, kiedy robisz to po prostu na sto pięćdziesiąt procent, ale gaśniesz szybko, to była moja codzienność.
00:20:30
I to było takie stosowanie tej diety w zrywach, że po prostu potrafiłam to odpicować tak dokładnie, że jadłam rzeczy, które mi nie smakowały, ale wiedziałam, że są napakowane po brzegi antyoksydantami, substancjami biologicznie czynnymi, które mogą mi pomóc. Tylko że ile jesteście w stanie wytrwać na takiej diecie? Więc to również szybko we mnie gasło i ja znowu wracałam na stare, znane mi dobrze tory. Więc czy ja to wtedy mogę nazwać dietą? Zadziałało wtedy, kiedy podeszłam do tego pierwszy raz mądrze.
Ania Mazur Gajo 00:21:01
Czyli była aktywność fizyczna?
Zosia Mazurek Dudek 00:21:04
No była!
Ania Mazur Gajo 00:21:04
Możemy to powtórzyć? Możemy! Zosin, który tak się bronił na lewo i prawo przed aktywnością fizyczną, wprowadził aktywność fizyczną, która… Możemy pomyśleć, że to było, wiecie, układanie kilku puzzelków. Natomiast wprowadzenie tej aktywności przy kolejnych staraniach też zaowocowało ruszeniem jajników i ta owulacja się w końcu pojawiła.
Zosia Mazurek Dudek 00:21:29
To mógł być jeden z tych, w trzecich staraniach.
Ania Mazur Gajo 00:21:33
Więc był to jeden z elementów, których może gdzieś tam brakowało, plus zmiana stylu życia zaowocowała zwiększoną szansą pojawienia się owulacji.
Zosia Mazurek Dudek 00:21:43
Tak, może przy tym całym pakiecie chorób, które mam ja, to było kluczowe. Natomiast rzeczywiście powiem Wam, że ja próbowałam zakląć rzeczywistość. Do ostatniej kropli krwi walczyłam, żeby nie pójść na siłkę. Do ostatniej kropli krwi próbowałam naprawdę to hakować lekami. Wierzyłam w to, że te leki, które dostałam na insulinooporność, że to po prostu ogarnie temat na pewno lepiej niż ten mój nędzny truchcik. No ale w końcu, Jezu, bo wiesz, co sobie myślę? Że tam siedzi taki Zosin, któremu tak bardzo się nie chce, jak mi się wtedy nie chciało. Stara, ja potrafiłam znaleźć sobie milion wymówek, ja potrafiłam tyrać do nocy, żeby nie mieć czasu pójść na trening.
00:22:22
I tak naprawdę dopiero terapia to pozmieniała w mojej głowie, że znalazłam lukę w kalendarzu, żeby się jednak sobą zaopiekować i żeby tego nie spychać na zawsze ten ostatni tor, który nigdy nie miał miejsca, bo po prostu kończyła się doba. I tylko to pozwoliło mi to zrozumieć, bo tak naprawdę szukanie tego, bo wierzcie, słyszałam na przykład takie teksty, że musisz znaleźć coś, co naprawdę pokochasz. Jak słyszałam coś takiego, że muszę znaleźć coś, co muszę pokochać, no to szukałam. I nie kochałam. Więc dalej szukałam i widziałam tych wszystkich zajaranych sportem ludzi, którzy po prostu traktują to jako swój lifestyle, rozumiesz, ale to nie byłam ja.
00:23:05
I jeśli jesteś takim Zosinem, to ja bym się raczej przestała łudzić, chociaż to się zawsze może zdarzyć, że przetransformujesz w mojego starego i po prostu aktywność fizyczna będzie mainem Twojego życia. Ale gdyby się tak jednak nie stało i okazałoby się, że pozostaniesz w serduszku Zosinem, to wiedz, że możesz znaleźć się w takim miejscu, w którym jesteś z siebie dumny, że to robisz. Że ta aktywność fizyczna naprawdę jest fajna. Nigdy bym tego nie nazwała moim głównym celem w życiu, bo ja wciąż potrafię sobie szukać wymówek, żeby nie pójść na tę siłkę. Da się to robić tak, że nie płaczesz przed wyjściem na siłownię, że po prostu musisz coś zrobić.
00:23:48
U mnie na przykład okazało się zbawienne to, że ja nie zostawiam treningów na wieczór, tylko odwalam je z rana. I to po prostu tak zrewolucjonizowało moje podejście do życia. I to, że ja o godzinie dziewiątej mogę być po treningu i mogę mieć to z bani i nie myśleć cały dzień o tym, że jeszcze wieczorem czeka mnie trening, to jest ożywcze.
Ania Mazur Gajo 00:24:07
Ja w ogóle pamiętam, jak ten zryw taki Twój, jeden z wielu.
Zosia Mazurek Dudek 00:24:12
Kiedy Ty odwalałaś trening rano i pamiętam, siedziałaś z mokrą głową już w biurze.
Ania Mazur Gajo 00:24:20
Przed kompem, po prysznicu i już robiłyśmy jakieś różne rzeczy w Akademii i Ty już miałaś odwalony ten trening.
Zosia Mazurek Dudek 00:24:28
Ja miałam z bani trening. I to już nie wisiało nade mną i ja się czułam dumna z siebie, że to zrobiłam. Piękne. Po prostu treningi rano, więc to może być jakiś taki mały, nie wiem, czy to będzie tip uniwersalny, ale mi to pomogło.
Ania Mazur Gajo 00:24:42
Ale też ja sobie myślę, że żeby zachęcić osoby do aktywności, bo ta aktywność jest ważna.
Zosia Mazurek Dudek 00:24:49
No jest, bardzo, bardzo.
Ania Mazur Gajo 00:24:52
Ona potrafi też sporo dobrego wnieść do naszego ciała. Żeby też, no nie każdy może sobie pójść na siłkę na przykład, tak? Ale może pójść na spacer. Można ją zrobić też w domu. Położyć się na podłodze i nie musicie mieć fikuśnych setów.
Zosia Mazurek Dudek 00:25:15
Set. Set.
Ania Mazur Gajo 00:25:17
Fikuśnych setów i można to zrobić w starym dreholcu.
Zosia Mazurek Dudek 00:25:24
Stara, błagam, oczywiście, że tak, tylko Ty to musisz chcieć.
Ania Mazur Gajo 00:25:28
Wiem, wiem, ale ja tak sobie myślę siebie jeszcze, jak poszłam na siłownię pierwszy raz.
Zosia Mazurek Dudek 00:25:33
Tak.
Ania Mazur Gajo 00:25:34
Bo trzeba, bo trzeba po prostu, bo po prostu trzeba. To mi było tak wstyd, że ja tam idę na tę siłkę, że ja w ogóle nie wiem, jak to funkcjonuje wszystko, ja nie znam.
Ja nie wiem, jak to się ćwiczy, jak to się używa, no. Jak to się przebiera.
Szłam po tych schodach i ja pamiętam, że miałam łzy w oczach, bo tak mi było niezręcznie, że ja tam idę. Oni wszyscy się znają, zbijają piątki, a ja idę w swoim dresie i stwierdziłam, że nie będę kupowała setu, bo..
Zosia Mazurek Dudek 00:26:15
Zgnije w szafce.
Ania Mazur Gajo 00:26:16
Nie chcę już takich momentów, że kupuję coś i to będzie leżeć tylko dlatego, że to nie jest mi potrzebne. Poszłam w starych leginsach, w swoim podkoszulku bawełnianym. Nie polecam. Widać na nim każdy pot, wszystko. Poszłam tam. Zaczęłam sobie od bieżni, żeby zrobić obczajkę. O co tu w ogóle chodzi? I o! I tyle chcę Wam powiedzieć, że po prostu to było dla mnie niekomfortowe.
Zosia Mazurek Dudek 00:26:43
Ale ja rozumiem, bo ja też czuję takie, już teraz czuję zagubienie. No. I czuję też tę taką społeczność siłowniową, którzy widzą świeżaka, nowa krew, i oni jeszcze bardziej mnie obserwują wtedy. To w Twojej głowie oczywiście. A ja jeszcze bardziej to spierdzielam i widzę wszystkie te kompilacje po prostu z YouTube’a, jak ludzie ćwiczą źle i potem jest beka z nich, i że ja tam dołączę, że ja będę teraz robić właśnie ćwiczenia jakieś zrąbane.
Ania Mazur Gajo 00:27:06
Słuchajcie, ja z bieżni wyleciałam w kosmos. A słuchaj, jeszcze mało tego, wykupiłam sobie na początku treningi, żeby laska pokazała w ogóle, jak to funkcjonuje, bo ja nawet nie wiedziałam, jak tych sprzętów. Poszłam na początku, już nie pamiętam, czy to było drugie spotkanie, jak zeszłam z bieżni, to szłam po ścianie, bo tak mi się kręciło w głowie. A tempo, jakie było ustawione, ja myślałam, że padnę tam. To było tempo geriatryczne i tak nie potrafiłam się skoordynować jakoś na tej bieżni.
00:27:53
Błędnik mi zaczął szaleć, że ja po prostu nie byłam w stanie przejść. Miałam wtedy przerwę w aktywności fizycznej, więc chcę po prostu powiedzieć, że od czegoś trzeba zacząć. Że nie od razu wskakujemy i robimy maraton w Warszawie. Wydaje mi się, maraton, tylko można sobie robić piętnastominutówki z YouTube’em.
Zosia Mazurek Dudek 00:28:26
Dokładnie. Odbiegłyśmy od tematu: ciało zawodzi. Ale to takie poczucie jest uniwersalne. Tego, że ciało zawodzi i tego, że nie potrafisz znaleźć mapy do niego, a tak bardzo byś chciała. I że teoretycznie może odpicowujesz nie te rzeczy, które trzeba, robiąc to wszystko nie na pół gwizdka, tylko naprawdę się starając, a ono dalej zawodzi i dalej nie wychodzi. I czy cokolwiek jeszcze zależy od Ciebie, czy po prostu już pozostaniemy ze sobą do końca życia i ja do końca życia będę myśleć, że Ty jesteś zawodzące i mnie niesatysfakcjonujące, i niepotrafiące spełnić mojego największego marzenia, mimo że naprawdę nie traktuję Cię po macoszemu. Czy to jest uniwersalne uczucie? Czy można coś zrobić?
00:29:14
Czy tak naprawdę to ciało można polubić i być mu wdzięcznym za to, co dla nas robi już teraz? Już teraz? Czy to są na tyle małe rzeczy, że one w życiu nie będą w stanie chociaż na chwilę pokazać jakiegoś mini promyczka, dopóki nie spełnią tego głównego marzenia? I docenię Cię potem, ale najpierw zacznijmy działać na wspólnych torach, bo więcej nie zniosę.
Artykuł #112 Jestem zła na swoje ciało pochodzi z serwisu Akademia płodności.
Więcej Zdrowie i Fitness podcastów
Trendy w podcaście Zdrowie i Fitness
O Akademia Płodności
Cześć, tu Ania i Zosia. Od ponad 10 lat układamy diety płodności, które pomogły spełnić marzenia o rodzicielstwie tysięcy osób. Otulamy wsparciem tych, którzy wciąż czekają – bo wiemy, jak smakuje widok 1 kreski na teście ciążowym i jak wielkie znaczenie ma czuła obecność kogoś, kto naprawdę rozumie jak „tam” jest.
Strona internetowa podcastuSłuchaj Akademia Płodności, Stan skupienia. i wielu innych podcastów z całego świata dzięki aplikacji radio.pl

Uzyskaj bezpłatną aplikację radio.pl
- Stacje i podcasty do zakładek
- Strumieniuj przez Wi-Fi lub Bluetooth
- Obsługuje Carplay & Android Auto
- Jeszcze więcej funkcjonalności
Uzyskaj bezpłatną aplikację radio.pl
- Stacje i podcasty do zakładek
- Strumieniuj przez Wi-Fi lub Bluetooth
- Obsługuje Carplay & Android Auto
- Jeszcze więcej funkcjonalności


Akademia Płodności
Zeskanuj kod,
pobierz aplikację,
zacznij słuchać.
pobierz aplikację,
zacznij słuchać.























