PodcastyFitnessLeszek Prawie.PRO

Leszek Prawie.PRO

Leszek Śledziński
Leszek Prawie.PRO
Najnowszy odcinek

113 odcinków

  • Leszek Prawie.PRO

    Jak od lat utrzymuję wagę po zakończonym odchudzaniu (112)

    27.05.2026 | 14 min.
    Chcesz mnie wesprzeć? Kup sobie coś na Prawie.PRO: https://Prawie.PRO
    Mój Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/
    Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro/



    Fragment książki Prawie.PRO Wygraj Siebie. Leszek Śledziński, Wydawnictwo ZNAK, 2022.

    Znam wielu ludzi. Tych, którym się nie udało i po czasie zmarnowali to wszystko, jak również tych, którzy od wielu lat konsekwentnie ważą tyle samo. Jak oni to robią? Po prostu nadal tkwią przy zbilansowanym jedzeniu, spożywając tyle kalorii, ile danego dnia zużył organizm. Tu można postawić kropkę i zamknąć ten temat. To oznacza, że nie tracą ponownie kontroli. Nie upajają się sukcesem. Oczywiście, wszystko jest dla ludzi. Alkohol, słodycze, hamburgery, frytki, pizza, a nawet te najgorszej jakości ciastka z dyskontu. Jednak musisz zyskać nad tym jakiekolwiek panowanie. Do tego nie można wpaść w schematy na linii sport–dieta, których ja doświadczałem. Czasami miałem tak, że po mocniejszym treningu albo zawodach pozwalałem sobie na dwa piwa. Następnie zauważyłem, że coraz więcej daję sobie przyzwoleń na te frytki, czekoladę, ponieważ intensywnie trenuję. W końcu spaliłem dzisiaj dodatkowo tysiąc kalorii. No dobrze, ale nie musisz tego uzupełniać w taki sposób. Bo może to się skończyć tak, że postanowię jeździć każdego dnia po sto kilometrów tylko po to, aby codziennie spożywać coś, czego nie powinienem.

    To pułapka, przez którą może się okazać, że sport w moim życiu jest tylko po to, aby pić i żreć. Dobrze, że na czas to wychwyciłem – ten nowy harmonogram, który moja głowa próbowała ułożyć, znów dając sobie te liczne nagrody, będące pokłosiem starego nałogu. Przy tym niezbędne jest weryfikowanie wagi. Kiedy piszę, aby robić to regularnie, to odzywają się niekiedy osoby mówiące mi, że jest to wpędzanie siebie w zaburzenia odżywiania i chorobliwe kontrolowanie wagi. Jednak mi nie chodzi o to, aby płakać nad każdym kilogramem, nie. Mam na myśli pewną dyscyplinę. Samokontrolę. Ja, mając siedemdziesiąt siedem kilogramów masy, wiem, że na następny dzień po ciężkim treningu oraz uzupełnieniu deficytu zanotuję siedemdziesiąt dziewięć.

    Znam swój organizm i mam pewną tolerancję. Jednak gdyby pojawiło się osiemdziesiąt cztery, wówczas biłbym na alarm. Z tego też względu wolę każdego dnia zadać sobie pytanie, czy oby nie przesadzam z kaloriami, niż obudzić się w przeszłości, wychodząc z założenia, że nie można być niewolnikiem tego kawałka elektroniki w mojej łazience. Umówiłem się sam ze sobą, że najlepiej wyglądam i czuję się przy określonej liczbie kilogramów, i tego się trzymam bez względu na święta, wyjazdy, rocznice, zawody, smutek czy wakacje. Korzystam ze wszystkich dobrodziejstw zaopatrzenia sklepowego, jednak bardzo staram się nie przesadzać w żadnym kierunku. Jem i piję wszystko, co jest legalne. Jednak za każdym razem pozostawiam ten lekki niedosyt. To delikatne czasem cierpienie jest szacunkiem dla przeszłego wysiłku. Po prostu cholernie byłoby mi tego szkoda. Nawet jeśli ktoś oceni to jako zaburzenie odżywania albo wpędzanie w nie innych. Zatem czy wypicie trzech piw zamiast pięciu, brak cukru w kawie, napój light albo notowanie swojej wagi co drugi dzień to choroba czy dbanie o swoje ciało i psyche?

    Czy sprawdzanie stanu swojego rachunku bankowego co dwa dni to mania, a może kontrola poziomu wydatków? Sprawdzanie średniego spalania auta na trasie to działanie kompulsywne czy racjonalne? Tak samo jak odpowiedzialnie starasz się wydawać pieniądze na zakupach, jeździć oszczędnie oraz weryfikować swoje postępy w pracy, powinieneś(-nnaś) zwracać uwagę na jadłospis oraz wagę. Bez przeginania w żadną ze stron. Nie wpadaj w panikę, jeśli w wigilię zjesz o dwa kawałki ciasta za dużo albo wypadnie raz na jakiś czas zbyt szalona impreza. Jednak nie przyjmuj tego za normę. Przy tym wszystkim bardzo mi zależy na poznawaniu doświadczeń innych. Zwłaszcza osób, które osobiście poznałem i które tak samo jak ja zdecydowały się zrzucić kilkadziesiąt kilogramów. Żadna z nich nie powiedziała, że to było proste. Nikt nie odkrył innego sposobu niż wyżej opisany. Nie poznałem też nikogo, kto nie liczyłby choć orientacyjnie spalanych i spożytych kalorii.
  • Leszek Prawie.PRO

    Ten podcast (film) trwa godzinę. I to jest celowe. Pierwszy taki od 8 lat (111)

    03.02.2026 | 54 min.
    To jest historia, której nie planowałem opowiadać
    Chcesz mnie wesprzeć? Kup sobie coś na Prawie.PRO: https://Prawie.PRO
    Mój Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/
    Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro/
  • Leszek Prawie.PRO

    Dlaczego chciałbym przeprowadzić się do Hiszpanii (110)

    18.12.2025 | 15 min.
    Temat ten wygrał instagramowy plebiscyt na rozprawkę z gatunku subiektywnych.  Od dłuższego czasu chodzi mi po to głowie. Ale jak wiesz przeprowadzka na stałe, albo na choć pół roku w roku nie jest prosta. Mało tego, to brzmi wręcz jak nierealne marzenie. Dużo prostsze do spełnienia mając 28 lat, niż 39. Prawda?

    Jednak skąd w ogóle ten pomysł. No po pierwsze wszędzie lepiej gdzie nas nie ma. Prawda? Zawsze tak jest na wakacjach, zwłaszcza jak się jest gdzieś pierwszy raz. Jednak byłem tu nie wiem, z 10 razy od 2008 roku. Żeby było śmieszniej kiedyś jeździłem tutaj na motocyklach i mówiłem – o kurczę, ale góry, ale jestem zmęczony. 

    I potem zawsze człowiek tęsknił. Zwłaszcza jesienią i zimą.

    Myśl o mieszkaniu w Hiszpanii zaszczepił mi też mój lekarz. No jaki. Przecież nie proktolog. Psychiatra. 

    Od kilkunastu lat leczę się na depresję. Wiem, statystycznie połowa powie, że taka choroba nie istnieje, wmawiam sobie, do roboty powinienem się wziąć albo zrobić sobie pięcioro dzieci to mi przejdzie. Albo na keto powinienem przejść. 

    Druga połowa wie, że to jest choroba jak każda inna. Jak bielactwo, grzybica, krzywa przegroda nosowa. Tyle, że mojej choroby nie widać. Co gorsza nie widać jej u innych którzy chorują i nie mają kompletnie żadnego oparcia. 

    Nieważne. Dla mnie najtrudniejszym momentem każdego roku jest jesień i przedwiośnie. I to nie jest meteopatyzm, tylko głowa. W tym okresie nasilają się wszystkie objawy z którymi momentami ciężej żyć. Najgorszy jest lęk. Wtedy odpala mi się cała galeria zaburzeń na tym tle w formie uogólnionej. Ciężko jest to niekiedy wytłumaczyć. To takie stałe uczucie napięcia. To jakby codziennie podchodzić do egzaminu na prawo jazdy. Żadna tragedia, jednak na dłuższą metę czujesz się tym cholernie zmęczony. Z kolei gdy jesteś wyczerpany dołącza się do tego prawdziwe podłoże tych objawów czyli depresja. 

    4 terapie, leki, higieniczne życie, sen. Sport. To pomaga. Bardzo. Jednak moja choroba jest na tyle wielowątkowa, że mimo to dalej miewam te gorsze momenty. Nagrałem o tym 90 minutowe wideo. Przez 3-4 miesiące staję się zombie. To po postu mózg jest wypaczony. Jego chemia zaburzona.  

    Co jeszcze obok terapii, farmakoterapii ukierunkowcananej właśnie na poprawę tej mózgowej chemii przynosi ulgę. Słońce. Dzień trwający do 18 a nie 15:30. Tak. To taka prosta odpowiedź. Ekspozycja na słońce. Dlatego każdy psychiatra powie, że ruch na świeżym powietrzu za dnia to niesamowita broń przeciwko temu co opisałem powyżej. A zmiana klimatu to jest już mega kop w tyłek. Po prostu czuję się lepiej. A nawet jeśli pojawiają się jakieś problemy to łatwiej się je przeżywa tutaj. One nie znikają, jak hejt, troski finansowe i zdrowotne. Hiszpania sama w sobie nie rozwiązuje problemów. 

    Tłumi pewne objawy i przez to pozwala odzyskać nieco sił mentalnych i fizycznych. To jest właśnie to co nazywamy ładowaniem akumulatorów. 

    Wybierając południową Hiszpanię mamy 300 słonecznych dni w roku. W Polsce 60. Naprawdę 60. A po zmianie czasu w pochmurny dzień naprawdę nie jest przyjemnie. Tutaj możesz bez problemu pracować sobie zdalnie do tej 16 i znaleźć jeszcze 2 godziny na rower. Zimą słońce zachodzi około 18:30, a do tego czasu przeciętnie jest 15 stopni. Jednego dnia 19, innego 13. Jednak jest to słońce, które gdy nie wieje z północy to naprawdę grzeje. Przez cały rok, bez wyjątku można złapać opaleniznę, a na postojach rozbierać na krótko.

    Oczywiście są takie dni, gdy leje. Przez tydzień. Jednak rzadko ciągiem. Zazwyczaj popada rano, albo wieczorem i w nocy. Patrząc w prognozy można znaleźć sobie okienko pogodowe. Do tej pory w życiu doświadczyłem tutaj może trzech dni, które ewidentnie nie nadawały się do jazdy. Albo gdy przez lodowaty wiatr nie było przyjemności z jazdy. To jest sporadyczne i ma miejsce w okresie od listopada do lutego gdzieś tak mniej więcej.

    Niesamowicie pociągające jest to, że nie trzeba szukać tras kolarskich. Gdziekolwiek się meldujesz jesteś na jakieś trasie. Wyjątkiem są oczywiście duże miasta jak Walencja, Alicante albo Malaga. Ale zauważyłem, że nawet mieszkając w centrum zawsze masz ścieżkę rowerową dostosowaną do kolarzy szosowych. Mimo to aglomeracje już mnie nie pociągają. Raz to ceny mieszkań i hoteli – dwa – odległość od natury. 

    Trzeci powód jest już dużo mniej ważny, choć też kuszący. Hiszpania to inna grupa kulturowa. Tylko nie zrozum tego jako narzekanie na Polaków. 

    Inaczej jest kiedy widzisz niemal wszędzie uśmiechnięte twarze. Inaczej kiedy kierowcy Cię pozdrawiają zamiast zajeżdżać drogę. 

    Też wiele osób mówi, że przesadzam z tym jeżdżeniem na rowerze w okolicach Skawiny. Jednak uznajmy, że mam niesamowitego pecha do agresji drogowej. Są po prostu takie momenty gdy odechciewa mi się jeździć po mojej okolicy. Mimo faktu, że naprawdę zwracam uwagę na przepisy, staram się na asfalcie być empatyczny, bez względu na to czy jestem w aucie czy na rowerze. Dołują mnie też niesprowokowane niczym zachowania, które ładują mnie negatywnymi doświadczeniami.

    Wtedy właśnie myślę o południowej Hiszpanii, gdzie ten czas jakoś wolniej biegnie. Mniej osób się śpieszy, a więcej jest najzwyczajniej życzliwych. Inna strefa kulturowa. I bardzo podobnie jest chyba w Internecie. Czytałem ostatnio bardzo ciekawe badania na temat hejtu w Hiszpanii a we wschodnich regionach Europy.

    Niekiedy mam takie fale gdzie leci do mnie krytyka z każdej strony. Cokolwiek bym nie zrobił. Jednak od YouTube i Facebooka nie ucieknę. I pewnie każdy Polak, nawet na obczyźnie nie jest w stanie odciąć się od lokalnych treści. Dlatego potraktujmy to jako dygresję a nie powód do przeprowadzki. 

    To co jeszcze może kusić to nieruchomości. W zakupie i w najmie. W cenie M2 w Krakowie lub Warszawie masz M2 ale nad Morzem Śródziemnym. No dobra, czasem trzeba troszkę dołożyć. Oczywiście dużo zależy siły złotówki, od standardu i lokalizacji. Czy to nowe czy stare budownictwo. Jednak jeśli komuś odpowiada domek na wsi 10 kilometrów od takiego Calpe do lekkiego tuningu, wówczas okazuje się, że cena niczym się nie różni od mieszkania na Ursynowie. Dla mnie to był szok. Z niedowierzaniem patrzyłem na ogłoszenia biur nieruchomości.

    Dlatego w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy nie lepiej wziąć kredyt hipoteczny w Hiszpanii na domek z drzewem pomarańczowym. Głośno myślę. Czy nie kupić czegoś na zimę, by to potem w lecie wynajmować turystom, spłacając z tego choć część kredytu na który na razie i tak mnie nie stać. Nie stać mnie, jednak mam jakiś cel zawodowy by zmienić tę sytuację. To impuls do rozwoju swojego sklepu. 

    Myślę o tym także w kontekście tego ile wydaję na loty, mieszkania czy hotele. Średnio 3 razy do roku na tydzień lub dwa. Versus raty za wiejski domek, który wynajmujesz innym gdy w nim nie mieszkasz.

    Kolejna rzecz to koszty życia, które są niewiele wyższe od Polski. Trzeba doliczyć 15% do cen w sklepach. No plus przewalutowanie, chyba, że z wyprzedzeniem kupujesz więcej Euro przez jakąś aplikację śledząc kurs. Bo zakładam, że nie zarabiam w Euro i jeszcze długo nie będę.

    Techniczne byłbym w stanie przeprowadzić się tutaj na pół roku z dnia na dzień. Tyle, że boję się o firmę. Oczywistym u perfekcjonisty jest wyjście z założenia, że ja sam zrobię wszystko najlepiej. Musisz mieć dodatkowego pracownika na etacie, na cały rok a nie pół. Musi Cię być na niego stać. A co jak obroty spadną? Włącza mi się znowu ten lęk od którego zaczynamy. Miałem go także przed miesiącem gdy byłem ostatnio w Hiszpanii na 20 dni. ŚWIAT SIĘ ZATRZYMUJE LESZEK WYJEŻDŻA. 

    Wtedy się pocieszam, że obiektywnie, naprawdę dziś mnie nie stać na zakup nieruchomości i mówi to Excel a nie mój chory mózg.

    Jest oczywiście też plan C, od mi się odpala gdy mam kumulację presji finansowej, życiowej oraz zdrowotnej. Zamknąć to wszystko w cholerę i zaaplikować do pracy w Hotelu Diamante Beach Calpe i tam smażyć kolarzom naleśniki na śniadanie od 5 do 10 za najniższą krajową. Do tego wynająć na miejscu mieszkanie i mieć wszystko gdzieś. Nie mam parcia na bycie YouTuberem, bo tak samo pociąga mnie życie w cieniu. W gruncie rzeczy jedno i drugie to praca, z tą różnicą, że kończąc robić śniadanie gościom, wychodzę z pracy i nie zabieram jej ze sobą. 

    Dlatego mam jeszcze jedno marzenie w ramach planu D – bycie realizatorem dźwięku na żywo w hiszpańskiej rozgłośni radiowej. Koniec programu, koniec pracy. Tyle, że ten zawód już umiera na rzecz automatyzacji emisji. 

    To Wszystko naprawdę czasem brzmi kusząco dla każdego prowadzącego firmę w Polsce. Tak bliżej 20 każdego miesiąca w branży sezonowej. 

    Ddobra, to jest to WSZĘDZIE GDZIE NAS NIE MA. Ja lubię swoją pracę poza momentami kryzysu, które ma każdy gdy nałoży się na siebie nieco więcej przeciwności losu. Jednak one są i w Polsce i w Hiszpanii, która też nie jest bez wad. Jest super na jesień i zimę. Gorsza gdy chcesz kupić ibuprom lub znaleźć otwarty sklep po 20:30. Albo zostawić gdzieś samochód żeby Ci go mewy nie osrały.

    Ale to nic kiedy codzień rano wstajesz, świeci słońce i słyszysz cykanie tych wszystkim bębenków innych kolarzy. Masz mega impuls, żeby włączyć turbomode pracy zdalnej, by jak najszybciej wyjść na zewnątrz. Nie masz czasu na smutki, bo się śpieszysz na rower. Warunkiem jest TYLKO stabilna sytuacja zdrowotna, rodzinna i finansowa. 

    I też nie chcę, aby ktoś zrozumiał mnie źle – kocham Polskę. Staram się być patriotą. Tu płacę i będę płacić podatki, bez kombinatoryki, lewizn, nawet jeśli uważam, że są za wysokie i niekiedy niesprawiedliwe. Bo tak postrzegam pariotyzm. Nawet jeśli czasem mam dość pogody, ciemności, deszczy i polskiego temperamentu i wewnętrznych podziałów. Nasz kraj mimo, że niekiedy smutny to wciąż jednak bezpieczny, dynamicznie się rozwijający i stabilny. 

    Przy okazji patriotyzmu, namawiam też do tego skonsumenckiego. Prowadzę polski sklep polskiej marki z polską odzieża i akcesoriami na rower. Zapraszam, zwłaszcza poza sezonem. Bez względu na miesiąc w kalendarzu namawiam też do wizyty na moim instagramie czesc.l
  • Leszek Prawie.PRO

    Na rower do Hiszpanii pytania i odpowiedzi na żywo (109)

    14.11.2025 | 1 godz. 5 min.
    Zapis transmisji live na YouTube w której z Hiszpanii odpowiadam na wszystkie pytania Widzów

    Chcesz mnie wesprzeć? Kup sobie coś na Prawie.PRO: https://Prawie.PRO

    Mój Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/

    Facebook: https://www.facebook.com/leszekprawiepro/
  • Leszek Prawie.PRO

    Kolarstwo uratowało mi życie #cyklorozmowy z kanału TurDeTur (108)

    29.10.2025 | 31 min.
    Zapis rozmowy z TurDeTur. Z całego serca polecam kanał YouTube Adama Probosza:

    https://www.youtube.com/@TurDeTur
Więcej Fitness podcastów
O Leszek Prawie.PRO
Leszek Prawie.PRO O tym jak sport, kolarstwo, triathlon odmienił i odmienia mnie oraz moje życie. Opowiadam o zmianach fizycznych i mentalnych jakie przeszedłem i przechodzę. Każdego dnia. Chcę dzielić się swoją największą pasją i pomagać także tym, którzy są na początku swojej drogi do przemiany. Chcesz mnie wesprzeć? Sklep Prawie.PRO: https://Prawie.PRO Mój Instagram: https://www.instagram.com/prawie_pro/
 O mnie: https://prawie.pro/leszek-sledzinski/
Strona internetowa podcastu

Słuchaj Leszek Prawie.PRO, The Stronger By Science Podcast i wielu innych podcastów z całego świata dzięki aplikacji radio.pl

Uzyskaj bezpłatną aplikację radio.pl

  • Stacje i podcasty do zakładek
  • Strumieniuj przez Wi-Fi lub Bluetooth
  • Obsługuje Carplay & Android Auto
  • Jeszcze więcej funkcjonalności