Dotarliśmy, w pewnym sensie, do naprawdę przedziwnego momentu, jeśli chodzi o rozwój cywilizacji. Momentu, w którym zaspokajanie fundamentalnych i pierwotnych potrzeb naszych zwierzęcych, biologicznych organizmów okazuje się niezwykle trudne i problematyczne: sen i rytm dobowy, ruch, spokojny oddech, kontakt z naturą, patrzenie w dal, siedzenie przy ognisku, cisza, głębokie i żywiące relacje, życie bez pośpiechu, uważność w codziennych czynnościach, doznania estetyczne. Te elementy bywają często brakującym ogniwem, bez którego trudno mówić o zdrowiu, szczęściu czy poczuciu sensu.
Zanieczyszczenie powietrza, zanieczyszczenie świetlne, zanieczyszczenie hałasem – jesteśmy poddawani wielu stresorom, na które nie za bardzo mamy wpływ. Możemy jednak modyfikować naszą przestrzeń, by wspierała nas w regulacji układu nerwowego i łagodziła negatywne skutki związane z życiem w społeczeństwie przemysłu i technologii.
Jesteśmy trochę jak rybka w akwarium – niby pływamy w wodzie, ale bynajmniej nie jest to ocean, morze albo jezioro. I właśnie dlatego z Jo Jurgą rozmawiamy o neuroarchitekturze - interdyscyplinarnej dziedzinie nauki łączącej w sobie architekturę, biologię, neuronaukę, psychologię środowiskową oraz kognitywistykę.