Przejdź do treści
Radio Logo
PodcastyZdrowie PsychiczneZwierciadło Podcasty

Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło
Zwierciadło Podcasty
Najnowszy odcinek

430 odcinków

  • Zwierciadło Podcasty

    „Pamiętam taką piękną niedzielę, wyczułam zmianę i zrobiło mi się niedobrze”. Jakie mity nt. raka piersi usypiają naszą czujność? | „Jak zdrowie” odc. 23

    28.10.2026 | 1 godz. 9 min.
    „Najczęściej zmiany wykrywają nie kobiety, a ich partnerzy” – mówi Magda Kardynał, prezeska Fundacji OmeaLife – Rak Piersi Nie Ogranicza. Dlaczego tak wiele z nas odkłada profilaktykę, choć wie, jak ważna jest dla zdrowia? W rozmowie z Anną Augustyn-Protas w podcaście „Jak zdrowie” opowiada o własnym doświadczeniu choroby, trudnych decyzjach dotyczących leczenia i wsparciu, którego naprawdę potrzebują kobiety z diagnozą raka piersi. Sponsorem odcinka jest firma odzieżowa, Taranko.
    Odkładamy badania, bo zawsze jest coś ważniejszego
    Na liście codziennych obowiązków badanie piersi często przegrywa z pracą, opieką nad dziećmi i sprawami, które nie mogą czekać. Paradoksalnie dotyczy to również kobiet dobrze wykształconych, świadomych i mających dostęp do opieki medycznej. Wiedzą, że profilaktyka jest ważna, ale własne zdrowie przesuwają na koniec listy. A potem na kolejny dzień, tydzień i miesiąc.
    W podcaście „Jak zdrowie” Anna Augustyn-Protas pyta Magdę Kardynał, dlaczego tylko jedna trzecia kobiet chce badać się w kierunku raka piersi. Prezeska Fundacji OmeaLife zwraca uwagę, że problem nie sprowadza się do braku wiedzy. Wśród kobiet, z którymi spotyka się w swojej działalności, są również osoby zajmujące wysokie stanowiska, dysponujące środkami finansowymi i świadome znaczenia profilaktyki. Mimo to nie znajdują czasu dla siebie. Jak zauważa, o własnych potrzebach myślą dopiero wtedy, gdy uporają się z pracą, rodziną i obowiązkami.
    To jeden z mechanizmów, które sprawiają, że troska o zdrowie przegrywa z codziennością. Kobiety przywykły do bycia odpowiedzialnymi za innych, ale nie zawsze potrafią przyznać sobie podobne prawo do opieki. Łatwiej zorganizować wizytę lekarską dziecku, zadbać o potrzeby partnera czy pomóc rodzicom niż zatrzymać się i sprawdzić, co dzieje się z własnym ciałem.
    Nie zawsze chodzi jednak o brak czasu. Czasem przeszkodą jest lęk przed tym, co można usłyszeć w gabinecie. Niektóre kobiety wolą nie wiedzieć, bo wyobrażają sobie, że dopóki nie ma diagnozy, nie ma również choroby. Badanie staje się wówczas nie tyle elementem profilaktyki, ile konfrontacją z najgorszym scenariuszem.
    Tyle że unikanie odpowiedzi nie usuwa ryzyka. Odbiera natomiast możliwość odpowiednio wczesnego rozpoznania problemu i podjęcia dalszych działań.
    „Jesteś za młoda na raka”. Mity, które usypiają czujność
    Wokół raka piersi wciąż funkcjonują przekonania, które mogą dawać złudne poczucie bezpieczeństwa. Jednym z nich jest przeświadczenie, że choroba dotyczy przede wszystkim starszych kobiet. Innym – że karmienie piersią chroni przed nowotworem w takim stopniu, że można przestać zwracać uwagę na profilaktykę.
    Magda Kardynał zwraca uwagę, że kobiety słyszą, iż są za młode na raka albo że karmienie piersią je przed nim uchroni. Takie zapewnienia mogą skutecznie uśpić czujność. Tymczasem żaden z tych argumentów nie daje gwarancji, że choroba się nie rozwinie.
    Dlatego tak ważne jest, by nie traktować wieku ani macierzyństwa jako powodów do rezygnacji z troski o piersi. Profilaktyka powinna uwzględniać wiek, indywidualną sytuację i zalecenia medyczne. Niepokojące zmiany wymagają konsultacji lekarskiej, niezależnie od tego, ile mamy lat.
    Warto też pamiętać, że samobadanie i obserwowanie własnego ciała nie zastępują badań obrazowych. Mogą pomóc zauważyć zmianę, ale nie wykluczają choroby. W zależności od wieku i indywidualnego ryzyka lekarz może zalecić odpowiednie badania, w tym USG lub mammografię.
    Przełamywanie tabu zaczyna się od rozmowy, która nie straszy, ale też nie bagatelizuje zagrożenia. Zamiast powtarzać, że rak na pewno nas nie dotyczy, lepiej stworzyć przestrzeń, w której można bez wstydu zapytać o badania, ryzyko i niepokojące objawy. Wiedza nie powinna być kolejnym źródłem lęku. Ma pomagać podejmować decyzje.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Wcale mnie nie obchodzi, co robi mój były”. Jak język zdradza nasze prawdziwe intencje? | „Rozmowy z sensem” odc. 2

    23.10.2026 | 1 godz. 4 min.
    „Ludzie często mówią do nas jak to idiotów np. nie żebym była złośliwa, ale... " – mówi psycholingwistka, dr Małgorzata Majewska w „Rozmowy z sensem”, Agnieszki Radomskiej. W codziennych rozmowach więcej niż chcemy powiedzieć zdradzają pozornie niewinne pytania, nadmiar wyjaśnień i deklaracje, że coś jest nam zupełnie obojętne. Jak rozpoznawać ukryte komunikaty, dlaczego nie zawsze słuchamy, by zrozumieć, i co nasz sposób mówienia mówi o relacjach?
    Jednym z częstszych problemów w komunikacji jest to, że pytamy, choć wcale nie zależy nam na odpowiedzi. Wypowiadamy zdanie o formie pytania, ale jego prawdziwym celem jest wyrażenie pretensji, rozczarowania albo złości. Dr Majewska nazywa to jedną z największych chorób komunikacyjnych: „My nie pytamy z ciekawości”. Agnieszka Radomska dopowiada, że często po prostu nie jesteśmy zainteresowani tym, co druga osoba ma do powiedzenia.
    Wystarczy przyjrzeć się codziennym rozmowom w domu. „Agnieszko, dlaczego zostawiłaś brudne buty w przedpokoju?” – takie zdanie może brzmieć jak prośba o wyjaśnienie. W praktyce nierzadko oznacza jednak: „Jestem zła, że znowu zostawiłaś bałagan”. Osoba pytająca niekoniecznie chce dowiedzieć się, dlaczego buty znalazły się w tym miejscu. Chce, żeby druga strona poczuła ciężar jej niezadowolenia.
    Czy da się z tego wyjść? Pierwszym krokiem jest rozpoznanie własnej intencji. Zanim zadamy pytanie, warto sprawdzić, czy naprawdę chcemy poznać odpowiedź. Jeśli nie, uczciwiej będzie nazwać emocję albo potrzebę. To nie gwarantuje, że rozmowa przebiegnie bez napięć, ale daje szansę na porozumienie, zamiast zmuszać drugą osobę do odgadywania ukrytego znaczenia.
    „Ja osobiście uważam”
    W codziennych rozmowach łatwo przeoczyć nadmiar słów. Niektóre zwroty wydają się tak naturalne, że używamy ich automatycznie. „Ja osobiście uważam”, „szczerze mówiąc”, „tak naprawdę” – każdy z nich może pełnić określoną funkcję, ale warto zwrócić uwagę, kiedy staje się niepotrzebnym dodatkiem do wypowiedzi.
    Dr Majewska odwołuje się do pojęcia ekonomii języka. W rozmowie liczy się nie tylko to, co mówimy, ale również to, ile słów potrzebujemy, żeby przekazać daną myśl. Jak zauważa psycholingwistka, nadmierne rozbudowywanie wypowiedzi może czasem oznaczać, że próbujemy zasłonić słowami swoje intencje albo podkreślić własną pozycję, ponieważ czujemy się niepewnie.

    Wstyd, który ukrywa się za pewnością siebie
    U podstaw wielu sposobów komunikowania się może leżeć emocja, o której niechętnie rozmawiamy: wstyd. Dr Majewska przywołuje definicję Brené Brown, badaczki zajmującej się między innymi wstydem i wrażliwością. W tym ujęciu chodzi o lęk przed odrzuceniem: obawę, że jeśli ktoś zobaczy, jacy naprawdę jesteśmy i czego się w sobie wstydzimy, wykluczy nas ze wspólnoty.
    Taki lęk może wpływać na sposób, w jaki mówimy, bronimy własnego zdania i reagujemy na krytykę. Kiedy boimy się oceny, próbujemy kontrolować wrażenie, jakie wywieramy na innych. Możemy przesadnie się tłumaczyć, ukrywać niepewność za stanowczymi deklaracjami albo atakować, zanim ktoś zdąży zakwestionować naszą pozycję. Język staje się wtedy rodzajem zbroi.
    „Najbardziej boję się ludzi, którzy się nie mają wahań”
    Pewność siebie bywa atrakcyjna. W świecie pełnym sprzecznych informacji i niejednoznacznych sytuacji łatwo ulec osobom, które mówią stanowczo, nie dopuszczają wątpliwości i sprawiają wrażenie, że wszystko mają pod kontrolą. Jednak w rozmowie nie zawsze jest to oznaka siły.
    „Najbardziej boję się ludzi, którzy się nie mają wahań, którzy wiedzą, jak jest” – mówi dr Majewska. Ta uwaga zwraca uwagę na znaczenie wątpliwości. Umiejętność powiedzenia „nie wiem”, „mogę się mylić” albo „muszę to przemyśleć” świadczy o gotowości do uznania, że rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana, niż chcielibyśmy wierzyć.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Nauczyłem się pamiętać, bo wiem, że nie zapamiętam”. Vienio, zorganizowany ADHD-owiec, który przerywa rodzinne schematy | „W czułym zwierciadle”

    23.10.2026 | 33 min.
    „My nosimy rodzinę w sobie” – mówi Piotr „Vienio” Więcławski w podcaście Małgorzaty Serafin „W czułym zwierciadle” . Raper, producent muzyczny i człowiek wielu pasji przygląda się temu, jak przeszłość wpływa na nasze wybory, dlaczego wciąż wchodzimy w te same relacje i co można zrobić, żeby przerwać błędne koło, także myślowe, gdy żyje się z ADHD, trudnościach z koncentracją i sposobach na odnajdywanie spokoju w świecie, który nieustannie domaga się naszej uwagi.
    ADHD, czyli własna instrukcja obsługi
    Jak przyznaje w rozmowie z Małgorzatą Serafin, jego znajomi uważają go za „najbardziej zorganizowanego ADHD-owca na świecie”. To określenie dobrze oddaje paradoks, z którym mierzy się wiele osób neuroatypowych: trudności w jednym obszarze nie przekreślają możliwości osiągania świetnych rezultatów w innym. Vienio zauważa, że kiedy ma pracę do wykonania, potrafi wstać rano wyspany i zająć się zadaniami. Kluczowe znaczenie ma dla niego konkretny cel i odpowiednie przygotowanie do działania.
    Trudności z koncentracją często pozostają niewidoczne dla otoczenia. Można sprawiać wrażenie osoby zaradnej, pomysłowej i świetnie odnajdującej się w pracy, a jednocześnie zmagać się z czynnościami, które innym przychodzą bez większego wysiłku.
    „W gotowaniu jestem jak w medytacji”
    W codziennym życiu łatwo pomylić odpoczynek z bezczynnością. Kiedy głowa nie przestaje pracować, a uwaga wciąż przeskakuje między kolejnymi sprawami, nawet wolny wieczór może stać się kolejnym zadaniem do odhaczenia. Dlatego tak ważne okazują się aktywności, które pozwalają wrócić do chwili obecnej i skupić się na jednej rzeczy.
    Dla Vienia taką przestrzenią jest kuchnia. „W gotowaniu jestem jak w medytacji” – mówi, wskazując na czynność, która pozwala mu odnaleźć inny rodzaj skupienia. Przygotowywanie posiłków wymaga zaangażowania zmysłów, uważności i podążania za kolejnymi etapami procesu. Trzeba obserwować, mieszać, próbować, reagować na to, co dzieje się w garnku. Nie wszystko można przyspieszyć, a niektóre rzeczy potrzebują dokładnie tyle czasu, ile potrzebują.
    Rodzina, którą zabieramy ze sobą w dorosłość
    W rozmowie pojawia się również temat, który dotyczy znacznie szerszej grupy osób niż te zmagające się z ADHD. To rodzinne wzorce, które potrafią kierować naszym życiem długo po tym, gdy wyprowadzimy się z domu i zaczniemy podejmować samodzielne decyzje. Możemy zmienić miasto, pracę, partnera czy sposób spędzania wolnego czasu, a mimo to wciąż odtwarzać podobne scenariusze.
    „My nosimy rodzinę w sobie” – zauważa Vienio. Interesuje go, w jaki sposób przejmujemy zachowania i przekonania wyniesione z domu rodzinnego, często bez świadomości, że w ogóle to robimy. Nie zawsze powielamy je dlatego, że się z nimi zgadzamy. Niekiedy po prostu znamy je najlepiej, a to, co oswojone, potrafi wydawać się bezpieczniejsze od czegoś zupełnie nowego.
    Nie oznacza to, że przeszłość musi zdeterminować przyszłość. Uświadomienie sobie powtarzających się mechanizmów może być pierwszym krokiem do zmiany. Wymaga jednak zatrzymania się i zadania sobie pytań: dlaczego wybieram właśnie takie osoby? Co sprawia, że zostaję w relacji, która mnie rani? Czy to, co nazywam miłością, rzeczywiście mi służy, czy raczej przypomina coś, co znam od dawna?
    Vienio przywołuje przykład znajomej, która kolejny raz wchodzi w relacje z mężczyznami wykorzystującymi ją, okradającymi i porzucającymi. Patrząc z boku, widzi powtarzalność tego scenariusza i zastanawia się, dlaczego tak trudno go przerwać. „Kurde, jak szkoda, że ona tak ma. Wejdź, wsadź tam łapę” – mówi i dotyka trudnego pytania: co robimy, kiedy widzimy, że bliska osoba kolejny raz podejmuje decyzje, które ją ranią?
    Rozmowa Vienia z Małgorzatą Serafin w podcaście „W czułym zwierciadle” prowadzi więc do pytań, które dotyczą zarówno naszej relacji z samymi sobą, jak i z innymi ludźmi. Jak rozpoznać własne potrzeby?
  • Zwierciadło Podcasty

    „Można utyć z nieprzeżywania złości”. Ela Lange o tym, co próbujemy zagłuszyć jedzeniem | „Ciało obce” odc. 1

    23.10.2026 | 1 godz. 24 min.
    „Łatwiej otworzyć drzwi do lodówki niż do własnego życia”” – mówi psycholożka Elżbieta Lange w podcaście „Ciało obce”, który prowadzi Anna Augustyn-Protas. Za kompulsywnym podjadaniem, wieczornymi wizytami w lodówce i nieustanną walką o szczupłą sylwetkę może kryć się coś więcej niż brak silnej woli. Niewypowiedziany gniew, samotność, niezaspokojona potrzeba bliskości, a nawet lęk przed własną radością. Co się dzieje, kiedy jedzenie staje się sposobem na radzenie sobie z życiem, a ciało zaczyna opowiadać historię, której nie potrafimy wypowiedzieć na głos?
    Od dziewczynek wciąż oczekuje się, że będą miłe, opanowane i bezproblemowe. Nie wypada podnosić głosu, trzaskać drzwiami ani otwarcie protestować. Lepiej ustąpić, przemilczeć, nie robić kłopotu. Złość? Najlepiej schować ją głęboko, żeby nikogo nie urazić. Problem w tym, że emocje nie znikają tylko dlatego, że nauczyłyśmy się ich nie pokazywać. W rozmowie z Anną Augustyn-Protas psycholożka Elżbieta Lange zwraca uwagę, że szczególnie kobiety mają trudność z przeżywaniem trudnych stanów, ponieważ od najmłodszych lat uczone są, by być grzeczne, a nie „histeryczne”.
    „Zapieczonym gniew”
    Emocje nie są czymś, czym można dowolnie sterować za pomocą racjonalnych postanowień. Stanowią fizjologiczną reakcję na sytuację, w której się znajdujemy, i pomagają nam rozpoznać, czy nasze potrzeby oraz granice są respektowane. Złość może informować, że ktoś nas krzywdzi, ignoruje albo oczekuje od nas więcej, niż jesteśmy gotowe dać. Jeżeli jednak od dzieciństwa nie dostajemy przyzwolenia na jej wyrażanie, uczymy się odcinać od własnych sygnałów.
    Lange nazywa taki stan „zapieczonym gniewem”. To złość, której nie rozpoznajemy albo której nie pozwalamy sobie przeżyć. Zdaniem psycholożki może ona znajdować ujście w relacji z jedzeniem. Pojawia się wtedy pytanie, czy za niektórymi nawykami żywieniowymi nie stoi wcale głód, lecz emocje, których nie umiemy nazwać.
    Czy można utyć ze złości?
    Kiedy Anna Augustyn-Protas pyta, czy można przytyć ze złości, Lange odpowiada przewrotnie, że problemem może być właśnie złość nieprzeżyta. Nie chodzi o prostą zależność, w której gniew automatycznie przekłada się na dodatkowe kilogramy. Psycholożka zwraca uwagę na mechanizm tłumienia emocji i szukania sposobów, by poradzić sobie z napięciem, którego nie potrafimy rozładować w inny sposób.
    Złość mobilizuje organizm do działania. Często odczuwamy ją w rękach, nogach czy okolicach miednicy, ponieważ wiąże się z impulsem, by tupnąć, uderzyć w stół, krzyknąć albo odejść. Kiedy nie możemy zareagować, napięcie pozostaje. Zamiast powiedzieć „nie zgadzam się”, zaciskamy zęby, uśmiechamy się i robimy swoje. Czasem kończy się to wybuchem, czasem skierowaniem agresji przeciwko sobie.
    Lange opisuje dwa sposoby, w jakie może przejawiać się niewyrażona złość. Pierwszym jest autoagresja, która może wiązać się z zachowaniami szkodliwymi dla nas samych. Drugim – nadmiar gniewu, przez który łatwo tracimy panowanie nad reakcjami i zyskujemy opinię osób z krótkim lontem. Żaden z tych wariantów nie oznacza, że wystarczy wyrazić złość, by rozwiązać wszystkie problemy. Pokazuje jednak, jak ważne jest rozpoznawanie emocji, zanim przejmą kontrolę nad naszym zachowaniem.
    Czekolada nie pyta, czekolada rozumie
    Jedzenie ma nad nami pewną przewagę: jest dostępne niemal od ręki. Nie wymaga trudnej rozmowy, konfrontacji ani ryzyka, że ktoś nas odrzuci. Wystarczy otworzyć szafkę, sięgnąć po przekąskę i na chwilę poczuć ulgę. Jak wyjaśnia Lange, jedzenie może regulować emocje, ponieważ wiąże się z odczuwaniem przyjemności i pomaga na moment odsunąć od siebie nieprzyjemne stany.
    Kiedy jedzenie zaczyna rządzić
    Jak rozpoznać, że sięganie po jedzenie jest sposobem radzenia sobie z emocjami, który wymknął się spod kontroli?  W nowym podcaście „Ciało obce” Anna Augustyn-Protas rozmawia z psycholożką Elżbietą Lange o jedzeniu, które staje się sposobem na radzenie sobie ze stresem, samotnością i niewyrażoną złością.
  • Zwierciadło Podcasty

    „Pierwszej żonie oświadczyłem się po pięciu dniach”. Cezary Smorszczewski o swoim ADHD i „mózgu łowcy” | „Soft power” odc. 3

    22.10.2026 | 51 min.
    „Mam swój protokół jedzenia. Moje ADHD widać, słychać i czuć” - mówi Cezary Smorszczewski w podcaście „Soft power”. Czy skuteczny biznesmen to przede wszystkim człowiek, który umie dostrzec okazję tam, gdzie inni widzą katastrofę? Czy odmowy uczą więcej niż sukcesy? Co napędza go po 60-tce, skoro biologicznie ma 42 lata?
    W biznesie liczą się kompetencje, informacje i kapitał. Ale jest jeszcze coś, czego nie da się łatwo wpisać do arkusza kalkulacyjnego: relacje. Ich wartość nie zawsze ujawnia się od razu, a ludzie, których spotykamy na początku drogi, mogą odegrać ważną rolę wiele lat później.
    Smorszczewski zwraca uwagę, że nigdy nie wiadomo, co okaże się przydatne ani która znajomość przetrwa próbę czasu. Dlatego radzi, by angażować się w to, co robimy tu i teraz, i budować relacje bez założenia, że natychmiast przyniosą konkretną korzyść. W przyszłości mogą okazać się ważniejsze, niż dziś przypuszczamy.
    W jego opowieści pojawia się też osobisty wątek: pierwszą żonę poznał na studiach, a oświadczył się jej już po pięciu minutach. To historia, która może zaskakiwać w świecie, gdzie decyzje analizuje się w nieskończoność, a ryzyko próbuje się wyeliminować z każdego obszaru życia.
    Praca przez 2,5 godziny dziennie?
    W kulturze sukcesu długie godziny pracy wciąż bywają traktowane jak dowód zaangażowania. Im bardziej napięty kalendarz, tym łatwiej uwierzyć, że robimy coś ważnego. Smorszczewski opowiada jednak, że szukał pracy, w której mógłby pracować zaledwie dwie i pół godziny dziennie – i taką znalazł.
    Ta deklaracja brzmi przewrotnie, zwłaszcza w zestawieniu z jego wspomnieniami o okresach intensywnej aktywności zawodowej. Jak przyznaje, zdarzało mu się zaczynać pracę o siódmej rano i kończyć dopiero o dwudziestej pierwszej. Długie godziny nie są jednak same w sobie dowodem efektywności, podobnie jak skrócenie czasu pracy nie musi oznaczać mniejszych ambicji.
    Seks, sen, sport i sukces
    Smorszczewski określa swoje najważniejsze motywatory jako „trzy S” albo „cztery S”. W jego wersji są to seks, sen, sport i sukces. Ten zestaw mówi sporo o podejściu do życia, w którym ambicja zawodowa nie musi wykluczać przyjemności, sprawności fizycznej ani troski o organizm.
    Jednocześnie biznesmen przyznaje, że ze snem jest u niego najtrudniej. Wspomina o intensywnych okresach pracy i przekonaniu, że potrafi funkcjonować po zaledwie czterech czy pięciu godzinach snu. Jak mówi, odkrył u siebie wariant genetyczny, który ma pozwalać mu na pełną regenerację mimo krótkiego odpoczynku.
    Takie doświadczenie nie powinno jednak stawać się uniwersalną wskazówką. Potrzeba snu jest indywidualna, ale przekonanie o wyjątkowej odporności nie zastępuje rzetelnej oceny stanu zdrowia. To, że ktoś dobrze funkcjonuje przy krótszym śnie, nie oznacza, że podobny model będzie bezpieczny dla innych.
    Najpierw warzywa, potem białko
    Jednym z obszarów, w których Smorszczewski wprowadził własne zasady, jest odżywianie. Opisuje swój protokół jedzenia: zaczyna posiłek od zielonych warzyw i błonnika, następnie sięga po białko i tłuszcz, a na końcu – zamiast deseru, który kiedyś jadł – wybiera kromkę chleba z oliwą.
    Taki sposób komponowania posiłku odwołuje się do zainteresowania kolejnością spożywania produktów i jej możliwym wpływem na odpowiedź glikemiczną. Obecność warzyw i błonnika w diecie jest korzystnym elementem zdrowego odżywiania, choć efekty konkretnego protokołu zależą od całego jadłospisu, stanu zdrowia i indywidualnych potrzeb. Nie istnieje jeden zestaw zasad, który będzie optymalny dla każdego.
    „Nigdy” i „zawsze”
    W rozmowie o sukcesie łatwo szukać jednej zasady, która wyjaśni wszystko: odpowiedniego nastawienia, konkretnej strategii albo wyjątkowej cechy charakteru. Smorszczewski proponuje jednak podejście znacznie mniej kategoryczne. „Nie ma słowa »nigdy« i »zawsze«” – podkreśla.
Więcej Zdrowie Psychiczne podcastów
O Zwierciadło Podcasty
„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Strona internetowa podcastu

Słuchaj Zwierciadło Podcasty, Gutral Gada i wielu innych podcastów z całego świata dzięki aplikacji radio.pl

Uzyskaj bezpłatną aplikację radio.pl

  • Stacje i podcasty do zakładek
  • Strumieniuj przez Wi-Fi lub Bluetooth
  • Obsługuje Carplay & Android Auto
  • Jeszcze więcej funkcjonalności