436 odcinków
„Weźmy Kopciuszka, wszystko ma, a rezygnuje z imprezy w najlepszym momencie”. A ciebie, która bajka więzi? | „Słowo do słowa: Kalejdoskopy” odc. 1
06.11.2026 | 46 min.„Opowiedzmy sobie tę bajkę jeszcze raz” – proponuje Joanna Brodzik. Bo czy macocha naprawdę musi być zła, Kopciuszek zawsze niewinny, a Czerwony Kapturek sam sobie winien, skoro założył czerwoną sukienkę i poszedł do lasu? W podcaście „Słowo do słowa: Kalejdoskopy” aktorka rozmawia z dziennikarką Mariką Krajniewską o postaciach, które znamy od dzieciństwa, ale których historie być może nigdy nie zostały nam opowiedziane z właściwej perspektywy. To zaproszenie do przewrotnej, pełnej humoru i empatii rozmowy o stereotypach, kobiecych rolach i opowieściach, które wciąż wpływają na nasze życie.
Joanna Brodzik proponuje empatyczne ćwiczenie. Wyobraźmy sobie kobietę, która musi wyjść za mąż, bo nie ma pieniędzy. Wchodzi w nowy związek razem ze swoimi dziećmi, a w domu czeka już na nią dziecko męża. Dziecko, które wszyscy uwielbiają, które wydaje się zdolniejsze, piękniejsze, bardziej lubiane. Jak odnaleźć się w takiej sytuacji? Jak zbudować relację, kiedy od początku funkcjonuje się w cieniu kogoś, kto ma uprzywilejowaną pozycję?
Nie oznacza to oczywiście usprawiedliwiania przemocy czy okrucieństwa. Chodzi raczej o przywrócenie bohaterce prawa do bycia kimś więcej niż jednowymiarową postacią. Macocha też może mieć swoją historię, lęki, rozczarowania i niespełnione potrzeby. Może nie jest potworem, lecz kobietą uwikłaną w okoliczności, których nikt nie chce dostrzec.
Czerwony Kapturek, czyli dlaczego zawsze obwiniamy dziewczynę?
W rozmowie nie mogło zabraknąć innych dobrze znanych postaci. Joanna Brodzik zachęca, by zastanowić się, z jakiej bajki sami pochodzimy i jakie historie wciąż nas ograniczają. Co nas więzi? Jakie emocje budzi w nas Kopciuszek? A może Czerwony Kapturek, który przecież sam wybrał się do lasu w czerwonym ubraniu?
Aktorka z przekorą pyta, dlaczego dziewczynka nie mogła ubrać się na szaro. Czy naprawdę musiała zakładać czerwoną, krótką sukienkę? W tej przewrotnej uwadze kryje się coś więcej niż żart. To dobrze znany mechanizm obwiniania kobiet za to, co je spotyka. Za wygląd, ubranie, zachowanie, decyzje. Zamiast pytać o sprawcę, zastanawiamy się, czy ofiara nie sprowokowała nieszczęścia.
Kopciuszek i fetysz stóp
Szczególnie ciekawie robi się przy Kopciuszku. W tradycyjnej wersji tej historii dziewczyna otrzymuje niemal wszystko: pojawia się wróżka, piękna suknia, karoca i zaproszenie na bal. Sprzyja jej szczęście, a los wreszcie otwiera przed nią drzwi do lepszego świata. Mimo to opuszcza imprezę w najciekawszym momencie, pozostawiając po sobie pantofelek, który stanie się narzędziem poszukiwań przyszłej żony księcia.
Joanna Brodzik nie zamierza jednak bezkrytycznie przyjmować tej wersji wydarzeń. Zauważa z humorem, że Kopciuszek rezygnuje z zabawy w najlepszym momencie, jakby jej przyszłość miała zależeć od tego, czy odnajdzie ją książę z wyjątkowym zainteresowaniem kobiecymi stopami. A przecież można tę opowieść poprowadzić zupełnie inaczej.
Co by się stało, gdyby bohaterka została na balu? Gdyby wybiła północ, zniknęły czary, piękna suknia i wszystkie zewnętrzne atrybuty, a ona po prostu pozostała sobą? Marika Krajniewska proponuje właśnie taki scenariusz. Kopciuszek nie ucieka, nie podporządkowuje całego życia poszukiwaniom księcia. Zostaje na przyjęciu i sprawdza, co wydarzy się dalej.
Może okazałoby się, że jest tam znacznie ciekawsza niż w bajkowej wersji, w której jej najważniejszym zadaniem jest zostać rozpoznaną przez mężczyznę? Joanna dorzuca do tej wizji jeszcze jeden szczegół: Kopciuszek byłby jedyną dziewczyną na przyjęciu w swetrze. Przywołuje przy tym słowa Audrey Hepburn, która miała mawiać, że lepiej być jedyną kobietą na imprezie w swetrze niż w sytuacji odwrotnej. Aktorka nie ukrywa, że uwielbia tę myśl.
Pozostaje tylko pytanie Mariki: jak książę zareagowałby na dziewczynę w swetrze? I czy nadal byłby nią zainteresowany, gdyby nie miała na sobie spektakularnej sukni, szklanych pantofelków i całej magicznej oprawy?„Mam 39 lat i cieszę się ze starzenia”. Julia Kamińska o uwolnieniu od presji chudości i rytuałach „longevity” | „Ukryte piękno”. odc. 37
05.11.2026 | 57 min.„Chciałabym, żeby kiedyś nic nie musiało mnie już obchodzić. Żebym była wolna od oczekiwań, ocen i presji”. Julia Kamińska nie traktuje upływu czasu jak przeciwnika, którego trzeba za wszelką cenę pokonać. Przeciwnie, coraz bardziej docenia to, co przynosi dojrzałość: świadomość siebie, zgodę na niedoskonałość i umiejętność wybierania własnych potrzeb. W rozmowie z Magdaleną Kuszewską w podcaście „Ukryte piękno” opowiada o starzeniu się bez lęku, pielęgnacyjnych rytuałach, doświadczeniu zaburzeń odżywiania i o tym, dlaczego prawdziwe dbanie o siebie zaczyna się znacznie głębiej niż na powierzchni skóry.
Starzenie się? Coraz bardziej mi się podoba
To spojrzenie dobrze oddaje sens longevity, który coraz częściej pojawia się w rozmowach o zdrowiu, urodzie i stylu życia. Nie chodzi wyłącznie o wydłużanie życia ani o kolejne sposoby na zatrzymanie młodości. Ważniejsze staje się pytanie, jak przeżywać kolejne lata w dobrej kondycji, z energią i poczuciem, że nie trzeba nieustannie walczyć z własnym ciałem. Dla aktorki istotna jest przede wszystkim zmiana perspektywy: zamiast koncentrować się na tym, co należałoby poprawić, coraz częściej dostrzega to, co już ma i czego nie chce stracić.
Mniej poprawiania, więcej troski o siebie
Zmienia się również codzienna pielęgnacja Julii Kamińskiej. Kiedyś pełny makijaż był dla niej warunkiem dobrego samopoczucia. Dziś wystarcza jej znacznie mniej. Aktorka opowiada, że coraz chętniej stawia na naturalny efekt, a kosmetyk, po który sięga, ma przede wszystkim wyrównywać koloryt skóry, chronić ją i subtelnie rozświetlać. Nie chodzi o stworzenie nowej twarzy, lecz o podkreślenie tej, którą już ma.
Właśnie z takiego podejścia wyrasta jej współpraca z marką Orientana, z którą współtworzy linię kosmetyków LONGEVITY CODE. Jak podkreśla, znała wcześniej produkty marki, używała ich i bliskie są jej wartości, na których opiera się ta filozofia pielęgnacji. Wspólnym mianownikiem jest myślenie o skórze w dłuższej perspektywie, a nie wyłącznie przez pryzmat natychmiastowego efektu.
Pielęgnacja staje się więc czymś więcej niż nakładaniem kolejnych preparatów. To moment, w którym można zwolnić, wrócić do siebie i przypomnieć sobie, że ciało nie jest projektem wymagającym nieustannego nadzoru.
Siedzenie w domu jest cudowne
Przebodźcowanie to jeden z tematów, które szczególnie mocno wybrzmiewają w rozmowie. Żyjemy w rzeczywistości, w której niemal każda wolna chwila może zostać wypełniona kolejną porcją treści. Powiadomienia, wiadomości, krótkie filmy, informacje i obrazy konkurują o naszą uwagę. Dla Julii Kamińskiej świadome odłączanie się od platform społecznościowych staje się zatem ważnym elementem dbania o dobrostan.
Wyciszenie nie jest dla niej luksusem, na który można sobie pozwolić dopiero po wykonaniu wszystkich obowiązków. To świadomy wybór i sposób na odzyskanie przestrzeni dla siebie. Ważny szczególnie teraz, kiedy aktorka jest w intensywnym momencie zawodowym. Pracuje nad swoim debiutem filmowym w podwójnej roli scenarzystki i reżyserki.
Ciało to nie projekt do odchudzania
Najbardziej osobisty fragment rozmowy dotyczy jednak doświadczenia zaburzeń odżywiania. Kamińska opowiada o trudnym okresie swojego życia, w którym bardzo schudła. Nie sprowadza tego doświadczenia do kwestii wyglądu ani chwilowej potrzeby zmiany sylwetki. Jak wyjaśnia, za jej problemami stały trudne przeżycia i głębokie nieszczęście. Jedzenie przestało jej smakować, a ciało zaczęło odzwierciedlać stan, w którym się znajdowała.
Longevity zaczyna się od zgody na siebie
W rozmowie z Magdaleną Kuszewską Julia Kamińska pokazuje, że długowieczność rozumiana jako świadome dbanie o przyszłość nie musi oznaczać życia według restrykcyjnego planu. Nie wymaga nieustannego monitorowania każdego parametru, kontrolowania każdego posiłku ani traktowania twarzy jak powierzchni, którą trzeba regularnie naprawiać. Czasem oznacza masaż, krem z filtrem, wieczór w domu, wyjście do kina albo odłożenie telefonu.„W tańcu przez chwilę jestem hetero”. Michał Kassin o coming oucie przed mamą i autorskim sposobie na kompleksy | „Soft power” odc. 4
04.11.2026 | 1 godz. 12 min.„Długo nie mogłem zaakceptować swojej orientacji seksualnej” – mówi Michał Kassin, tancerz i choreograf, który przez lata uczył się funkcjonować w świecie pełnym oczekiwań, ocen i stereotypów. Zaczynał w niewielkich Pszczółkach, zafascynowany telewizyjnym „Tańcem z gwiazdami”. Dziś wie, że talent to dopiero początek, a droga do zawodowego sukcesu wymaga nie tylko ciężkiej pracy, ale też odporności psychicznej, odwagi i zaakceptowania samego siebie. W rozmowie z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską w podcaście „Soft power” opowiada o presji wyglądu, kompleksach, pochodzeniu, seksualności i szczęściu, które czasem przychodzi w najmniej spodziewanym momencie.
W rozmowie z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską Kassin wraca do początków swojej drogi, pokazując, jak wielkie znaczenie ma pierwszy impuls i spotkanie z kimś, kto potrafi dostrzec w młodym człowieku potencjał. Bo marzenia, nawet te najbardziej odległe, potrzebują czasem tylko jednego konkretnego doświadczenia, żeby przestały być fantazją.
Taniec to nie tylko talent
Zawodowy taniec kojarzy się z elegancją, pięknymi kostiumami, perfekcyjnymi ruchami i spektakularnymi występami. Za kulisami kryje się jednak branża wymagająca nie tylko fizycznej sprawności, ale też wyjątkowej odporności psychicznej. Kassin nie ukrywa, że wielu jego znajomych ostatecznie zdecydowało się na zmianę zawodu. Powód? Taniec jest sztuką niezwykle subiektywną, w której ocena umiejętności często splata się z oceną wyglądu.
Ciało tancerza staje się narzędziem pracy, ale też przedmiotem nieustannej obserwacji. Liczą się proporcje, sylwetka, prezencja, sposób poruszania się. Łatwo w takich warunkach zacząć traktować własny wygląd jak projekt, który zawsze wymaga kolejnej poprawki. Nawet osoby wysportowane, sprawne i podziwiane przez publiczność mogą zmagać się z poczuciem, że coś jest z nimi nie tak.
Michał opowiada o kompleksie uszu, który przez długi czas zajmował w jego głowie zaskakująco dużo miejsca. W pewnym momencie postanowił, że zrobi operację plastyczną. Nie była to jednak jedyna część ciała, z którą musiał się oswoić. Miał również trudność z zaakceptowaniem własnej nagości, choć dziś, patrząc na swoje dawne zdjęcia, widzi piękne, wysportowane i smukłe ciało.
Jak przestać walczyć z własnym ciałem?
Jedna z najbardziej poruszających historii, którymi dzieli się Kassin, dotyczy sesji fotograficznej. Zamiast bez końca analizować swoje niedoskonałości, zdecydował się na doświadczenie, które pozwoliło mu spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Zamówił sesję u fotografa specjalizującego się w aktach. Efekt okazał się piękny, ale ważniejsze od samych zdjęć było to, co wydarzyło się w jego głowie.
„Czy ja nie jestem za biedny na ten sport?”
W karierze Michała Kassina nie zabrakło chwil zwątpienia. Co ciekawe, nie dotyczyły one samego tańca ani przekonania, że powinien robić coś innego. Pojawiały się wtedy, gdy zaczynał porównywać swoje możliwości z możliwościami osób pochodzących z bardziej uprzywilejowanych środowisk.
„W tańcu przez chwilę jestem hetero”
W rozmowie pojawia się również temat, który dla wielu osób wciąż pozostaje trudny: akceptacja własnej orientacji seksualnej w środowisku zawodowym i społecznym. Kassin przyznaje, że długo nie potrafił pogodzić się ze swoją seksualnością. Zaczęło się od coming outu przed mamą, który okazał się bardzo wzruszającą chwilą, ale poprzedziły go dwa „podejścia”. Taniec, paradoksalnie, bywał przestrzenią, w której mógł na moment wejść w rolę zgodną z heteronormatywnym wyobrażeniem relacji.
Praca z partnerkami, bliskość fizyczna, romantyczna choreografia – wszystko to jest częścią scenicznego języka. Jednak poza parkietem pojawiały się pytania, które potrafiły być znacznie bardziej kłopotliwe. Skoro tańczy z pięknymi kobietami, dlaczego wciąż nie ma dziewczyny? Za pozornie niewinną ciekawością kryje się założenie, że wygląd partnerki i bliskość na scenie powinny coś mówić o prywatnym życiu tancerza.Sztuczna inteligencja zaprojektuje ci uśmiech, a robotyczne ramię wstawi nowy ząb. O nowoczesnej stomatologii rozmawiamy z drem Maciejem Cićkiewiczem
03.11.2026 | 44 min.Rewolucja AI nie omija takich dziedzin medycyny jak stomatologia. Dziś nowy uśmiech można zaprojektować od początku do końca cyfrowo za pomocą inteligentnych skanerów i algorytmów. Jak wygląda nowoczesne podejście do leczenia i upiększania zębów? Opowiada o tym dr Maciej Cićkiewicz, specjalista ortodoncji, który był gościem 4. odcinka podcastu „Pod skórą”.
Piękne zęby dzięki AI
Nowoczesne placówki stomatologiczne w niczym nie przypominają już siermiężnych gabinetów dentystycznych, które pamiętamy sprzed dwudziestu lat. Wyglądają jak kliniki przyszłości, w których każdy pacjent może mieć zęby „uszyte na miarę”. Są naszpikowane technologią i urządzeniami znacznie skracającymi proces uzyskiwania nowego uśmiechu.
– Od wielu lat mamy skaner wewnątrzustny – mówimy tu zarówno o skanowaniu zębów, jaki dziąseł – mówi dr Maciej Cićkiewicz. – W poprzednich latach używaliśmy wycisków, które wymagały włożenia całej masy i łyżki wyciskowej do buzi i to był duży dyskomfort. Dzisiaj, w momencie kiedy mamy skaner, wkładamy to urządzenie i nie dotykamy w ogóle do zębów. Przesuwając je nad zębami, skanujemy w kilka sekund całe środowisko jamy ustnej. Zamienia się [ono] w obraz cyfrowy trójwymiarowy, który możemy przesłać w dowolne miejsce.
Po zrobieniu skanów do akcji wkracza sztuczna inteligencja. Specjalne algorytmy pomagają w projektowaniu nowego uzębienia i szybszym opracowaniu planu leczenia. Jak podkreśla jednak dr Cićkiewicz, nie zastąpią one lekarza stomatologa – mimo że są dobrym punktem wyjścia, projekt powstały dzięki AI często wymaga niezbędnych poprawek i udoskonaleń.
Są też zadania, w których stomatologów zaczynają wyręczać… roboty. A konkretnie robotyczne ramię, które może na przykład precyzyjnie umieścić w dziąśle implant. Trzeba przy tym zaznaczyć, że technologia ta stanowi nowinkę, a sam dr Cićkiewicz przyznaje, że jest jeszcze za wcześnie, by sam zdecydował się na zabieg z użyciem wyłącznie robotycznego ramienia. Na pytanie, czy w przyszłości czeka nas „bezobsługowa” stomatologia, w której maszyny odgrywają wiodącą rolę, odpowiada jednak twierdząco.
Obejrzyj cały odcinek podcastu „Pod skórą”, w którym dr Maciej Cićkiewicz odpowiada na pytania dotyczące bondingu, ortodoncji czy modnych ostatnio jednodniowych metamorfoz uśmiechu.„Jak dajemy sobie KPI w domu, to już przestaje być rodzicielstwo”. Jak wspierać nastolatka, nie zarządzając jego życiem? | „Ukryte piękno”. odc. 36
02.11.2026 | 1 godz.„Jak dajemy sobie KPI w domu, to już przestaje być rodzicielstwo, a zaczyna być biznes domowy” – mówi Małgorzata Górska, psycholożka i szefowa HR w VeloBanku. W świecie, w którym od dzieci oczekuje się dobrych ocen, przemyślanych decyzji i sukcesów, łatwo pomylić troskę z kontrolą. Jak wspierać nastolatka przed maturą, pomóc mu odnaleźć własną drogę i nie zamienić rodzinnego domu w kolejną instytucję rozliczającą z wyników? O tym w podcaście „Ukryte piękno” rozmawiają dziennikarka Anna Augustyn-Protas, aktorka Magdalena Różczka oraz psycholożki Katarzyna Miller i Małgorzata Górska. Sponsorem odcinka jest VeloBank.
Rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. Żeby miały dobre wykształcenie, ciekawe możliwości, satysfakcjonującą pracę i poczucie bezpieczeństwa. Problem zaczyna się wtedy, gdy troska o przyszłość młodego człowieka przeradza się w szczegółowy plan, którego realizację dorośli chcą nadzorować na każdym etapie. Oceny, korepetycje, dodatkowe zajęcia, wybór szkoły, studiów, a potem pierwszej pracy. W pewnym momencie życie nastolatka może zacząć przypominać przedsięwzięcie, którego powodzenie zależy od regularnego raportowania postępów.
Dziecko to nie projekt do zrealizowania
Małgorzata Górska zwraca uwagę na pułapkę przenoszenia do rodziny języka zarządzania. Kiedy rodzice wyznaczają dzieciom kolejne cele i mierzą ich realizację, łatwo zapomnieć, że relacja z nimi nie powinna opierać się na efektywności. Jak zauważa psycholożka, domowe KPI, czyli wskaźniki realizacji założonych celów, mogą sprawić, że rodzicielstwo zaczyna przypominać prowadzenie firmy.
W pracy cele, terminy i ocena wyników pomagają organizować działania. W rodzinie podobny mechanizm może jednak przynieść odwrotny skutek. Zamiast budować zaufanie, tworzy atmosferę nieustannej kontroli. Zamiast zachęcać do samodzielności, uczy dziecko, że jego wartość zależy od tego, czy spełnia oczekiwania innych.
Przecież dobry wynik na egzaminie nie mówi wszystkiego o młodym człowieku. Nie pokazuje jego wrażliwości, odwagi, zdolności do budowania relacji ani tego, jak poradzi sobie z porażką. A właśnie te umiejętności będą mu potrzebne, kiedy skończy się szkoła i zacznie samodzielnie podejmować decyzje.
„Mam trzy córki i każda z nich jest zupełnie różna”
Nie ma jednej instrukcji obsługi nastolatka. To, co pomaga jednemu dziecku, drugiemu może przynieść frustrację. Jedno potrzebuje rozmowy i wspólnego szukania rozwiązań, inne najpierw musi pobyć samo. Są nastolatki, które dobrze reagują na konkretne wskazówki, i takie, które odbierają je jako próbę przejęcia kontroli nad ich życiem.
Magdalena Różczka przyznaje, że zaskakuje ją samo myślenie o wychowaniu w kategoriach menedżerowania. Aktorka, która jest mamą trzech córek, podkreśla, że każda z nich jest inna. Nie sposób więc traktować ich według jednego schematu i oczekiwać, że te same metody przyniosą identyczne rezultaty.
To ważna perspektywa dla rodziców, którzy niekiedy szukają uniwersalnych odpowiedzi na pytania o motywację, naukę i przyszłość. Porównywanie dzieci między sobą, nawet jeśli wydaje się niewinne, może prowadzić do poczucia, że trzeba dorównać rodzeństwu albo sprostać rodzinnym wyobrażeniom o sukcesie. Tymczasem różnice nie są problemem do rozwiązania. Stanowią punkt wyjścia do poznania drugiego człowieka.
Wspieranie nastolatka wymaga zatem ciekawości. Co go interesuje? Czego się boi? W jakich sytuacjach czuje się pewnie, a kiedy traci wiarę we własne możliwości? Czasem odpowiedzi nie będą zgodne z oczekiwaniami rodziców. I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwe wyzwanie: zaakceptować, że dziecko może mieć inny temperament, inne ambicje i odmienny pomysł na przyszłość.
Wielki lęk przed porażką
Szczególnie trudno zachować spokój, kiedy zbliżają się egzaminy. Matura często urasta do rangi wydarzenia, które ma zadecydować o całym dalszym życiu. Rodzice martwią się, czy dziecko dostanie się na wymarzone studia, czy wybierze dobry kierunek i czy nie zamknie sobie drogi do przyszłej kariery.
Więcej Zdrowie Psychiczne podcastów
Trendy w podcaście Zdrowie Psychiczne
O Zwierciadło Podcasty
„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu.
Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Strona internetowa podcastuSłuchaj Zwierciadło Podcasty, Tak właśnie mam i wielu innych podcastów z całego świata dzięki aplikacji radio.pl

Uzyskaj bezpłatną aplikację radio.pl
- Stacje i podcasty do zakładek
- Strumieniuj przez Wi-Fi lub Bluetooth
- Obsługuje Carplay & Android Auto
- Jeszcze więcej funkcjonalności
Uzyskaj bezpłatną aplikację radio.pl
- Stacje i podcasty do zakładek
- Strumieniuj przez Wi-Fi lub Bluetooth
- Obsługuje Carplay & Android Auto
- Jeszcze więcej funkcjonalności


Zwierciadło Podcasty
Zeskanuj kod,
pobierz aplikację,
zacznij słuchać.
pobierz aplikację,
zacznij słuchać.





























