418 odcinków
„Everestem może być rozwód, utrata pracy, każda trudna sytuacja”. Martyna Wojciechowska o wychodzeniu z traumy i źródłach swojej siły | „Kobiety rządzą”
06.10.2026 | 1 godz. 5 min.„Żaden cel nie jest końcem drogi” – mówi Martyna Wojciechowska w podcaście „Kobiety rządzą" Joanny Olekszyk, redaktorki naczelnej „Zwierciadła”. Podróżniczka wraca do jednej z najtrudniejszych historii swojego życia, opowiada o wypadku, w którym straciła przyjaciela i operatora Rafała Łukaszewicza, o tym, jak po latach zmienia się perspektywa na traumę, i dlaczego największym Everestem okazało się dla niej macierzyństwo. Rozmawiają także o wychowywaniu odważnych dzieci, lęku, który łatwo przekazać kolejnemu pokoleniu, oraz o tym, dlaczego dziś zamiast dawać młodym ludziom rady, Martyna chce przede wszystkim ich słuchać.
Dwadzieścia lat później patrzy na tę historię inaczej
Niektóre wydarzenia nie kończą się w chwili, kiedy fizycznie się kończą. Zostają w pamięci, w ciele, w sposobie podejmowania decyzji. Czasem potrzebują wielu lat, żeby można było opowiedzieć je sobie na nowo. Dla Martyny Wojciechowskiej takim momentem był wypadek z nocy z 20 na 21 października 2004 roku. Wtedy straciła Rafała, swojego przyjaciela i operatora, a sama doznała poważnych obrażeń, w tym złamania kręgosłupa.
Dziś wraca do tamtego doświadczenia z perspektywy osoby o 20 lat starszej. Jak mówi, „historia zaczyna się w dramatycznym dla mnie momencie”, ale tym razem interesuje ją nie tylko to, co wydarzyło się wtedy, lecz także to, jak sama zmieniła się przez kolejne dwie dekady. Wspomina przede wszystkim poczucie bezsilności i pytanie, które długo za nią chodziło: dlaczego to właśnie ona przeżyła? To poczucie, że trzeba światu uzasadnić własne ocalenie, stało się jednym z motorów jej dalszego życia.
Dopiero po latach mogła spojrzeć na tamten czas inaczej. „Przeżywanie traumy wtedy i 20 lat później wyglądało zupełnie inaczej” – mówi. W tamtym momencie nie miała diagnozy depresji, nie potrafiła też nazwać wszystkiego, co się z nią działo. Powrót do historii w książce „20 lat później. Przesunąć horyzont” jest więc nie tyle rozdrapywaniem przeszłości, ile próbą zrozumienia siebie sprzed lat.
Wojciechowska od lat porusza się po świecie, w którym góry są czymś więcej niż tylko geografią. Są językiem, którym można opowiedzieć o życiu. W rozmowie z Joanną Olekszyk przekonuje, że każdy człowiek ma własny Everest – nawet jeśli nigdy nie założył raków i nie stanął na lodowcu.
„Symbolicznym Everestem, o którym piszę w książce, nie musi być koniecznie wypadek, w którym ginie twój przyjaciel, a ty masz załamany kręgosłup. To może być rozwód, utrata pracy i każde inne trudne doświadczenie” – mówi. Ta metafora działa właśnie dlatego, że nie romantyzuje cierpienia. Nie każde życiowe wyzwanie jest spektakularne. Czasem największą górą jest coś, czego z zewnątrz właściwie nie widać.
Podobnie jest z sukcesem. Zdobycie szczytu nie oznacza przecież, że od tej pory wszystko będzie już łatwe. Wojciechowska zauważa, że we wspinaczce można wejść bardzo wysoko, a potem odkryć, że zejście bywa równie wymagające. Na szczycie pojawia się zresztą kolejne pytanie: co dalej? „Mówi się w himalaizmie, że odnieść sukces to przeżyć” – przypomina. A chwilę później pojawia się zdumienie: skoro jestem tutaj, to ile jeszcze przede mną?
Odpowiedź jest prosta i zarazem niewygodna: „żaden cel nie jest końcem drogi”.Cała prawda o wypełniaczach: jak długo zostają w skórze? Czy zawsze dają efekt pillow face? Rozmowa z dr n.med. Dianą Kupczyńską | „Pod skórą”, odc. 3
05.10.2026 | 54 min.Wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego przeżywają w ostatnim czasie wizerunkowy kryzys. Wielu kobietom zaczęły kojarzyć się z nienaturalnym, przerysowanym wyglądem. Kontrowersje wzbudzają też coraz częstsze doniesienia na temat gromadzenia się wypełniaczy i ich zalegania w tkankach przez lata. Czy jest się czego bać? Wraz z lekarką medycyny estetycznej dr Dianą Kupczyńską ustalamy fakty i mity na temat wypełniaczy.
Skąd się bierze efekt „nadmuchanej” twarzy?
Wypełniacze bazujące na kwasie hialuronowym, choć wciąż chętnie stosowane przez lekarzy medycyny estetycznej, zaczynają tracić popularność wśród pacjentek. Kobiety boją się nienaturalnych efektów po zabiegu, ale i tego, że raz wstrzyknięta substancja zostanie w twarzy już na zawsze. Gościni 3. odcinka podcastu „Pod skórą”, dr n.med. Diana Kupczyńska, nie dziwi się tym obawom.
– Widzimy zarówno wśród rodzimych, jak i zagranicznych gwiazd tak zwany overfilled syndrome. Jest to efekt „dopychania” często dużych objętości mocno sieciowanych preparatów. Takim flagowym przykładem są te wielkie policzki, takie piłeczki pingpongowe, które dają wrażenie, jakby ta skóra na wypełniaczu miała zaraz pęknąć. Dwa, optycznie oczy są wtedy bardzo małe i robi się taka półeczka pod oczami – mówi specjalistka.
Dr Kupczyńska zauważa przy tym, że często problemem nie jest sam preparat, lecz podawanie go przez niekompetentną osobę, przy ignorowaniu naturalnych ograniczeń anatomicznych pacjenta.
– Jeżeli ktoś na jednej sesji ma podane 20-30 mililitrów, objętość dla mnie nie do pojęcia rozumem, to nie ma możliwości, żeby ten efekt się długo utrzymał, bo człowiek nie jest z plasteliny – zauważa lekarka. – Nie da się w odpowiedniej warstwie anatomicznej „wepchać” po 5-6-10 mililitrów. Szczególnie jak ktoś jest drobny, ma drobną twarzoczaszkę.
To stawia w zupełnie innym świetle popularne zdjęcia metamorfoz przed i po, na które tak często natykamy się w internecie. Jeśli po zabiegu wypełniaczami widzimy pacjentkę z zupełnie nową twarzą, o innych rysach i proporcjach – prawdopodobnie podano jej bardzo dużą ilość preparatu, który w przyszłości będzie wymagał ciągłych uzupełnień. A stąd prosta droga do overfilled syndrome.
– To jest rola lekarza, takiego jak ja czy moich kolegów i koleżanek, żeby takim pacjentkom urealnić oczekiwania. A kiedy trzeba, to im odmówić. A kiedy trzeba, to skierować na konsultację psychologiczną, bo często osoby, które oczekują spektakularnej zmiany swojego wyglądu zabiegami z zakresu medycyny estetycznej, cierpią z powodu dysmorfofobii – tłumaczy dr Diana Kupczyńska.
Z 3. odcinka podcastu „Pod skórą” dowiesz się także, jak długo wypełniacze na bazie kwasu hialuronowego mogą utrzymywać się w skórze, w które rejony twarzy nie powinno się ich podawać oraz dlaczego stymulatory tkankowej wcale nie są dla nich lepszą alternatywą.
Podcast „Pod skórą” analizuje viralowe trendy w urodzie i medycynie estetycznej napędzane przez internetowe algorytmy. Prowadząca Aleksandra Urbaniak wraz z ekspertami omawia źródła najnowszych trendów, obala szkodliwe mity i ujawnia przemilczane fakty na temat zabiegów zyskujących popularność. To rozmowy dające zdrową perspektywę na obowiązujące standardy piękna wyznaczane przez social-media, które coraz częściej dyktują nam, jak wyglądać i co robić ze swoimi ciałami.„Od dziecka czułam się inna. Nie umiałam się dostosować”. Paulina Gałązka o diagnozie ADHD i uczeniu się siebie na nowo | „W czułym zwierciadle”
02.10.2026 | 1 godz. 23 min.„Krytyk wewnętrzny podlewany w dzieciństwie zawsze będzie” – mówi Paulina Gałązka w nowym sezonie podcastu „W czułym zwierciadle”, Małgorzaty Serafin . Aktorka opowiada o dorastaniu z poczuciem niedopasowania, późnej diagnozie ADHD i spektrum autyzmu, maskowaniu, które przez lata pozwalało jej funkcjonować, ale także o cenie, jaką za to płaciła.
Neuroróżnorodność nie ma jednego wyglądu. U Pauliny splatają się różne doświadczenia związane zarówno z deficytem uwagi, jak i nadaktywnością psychoruchową. Szczególnie wyraźnie widać to przy czynnościach, które jej nie interesują.
Sprzątanie, zakupy czy zwykłe „ogarnianie życia” nie są dla niej neutralnymi, automatycznymi elementami codzienności. Kiedy zadanie jest nudne, utrzymanie uwagi wymaga świadomego wysiłku. Z kolei praca, która ją angażuje, może uruchamiać zupełnie inny poziom koncentracji i energii.
Ta różnica jest jednym z powodów, dla których o ADHD coraz częściej mówi się nie tylko w kontekście trudności, lecz także specyficznego sposobu zarządzania uwagą, energią i zainteresowaniem. Nie chodzi o prosty podział na „potrafię się skupić” i „nie potrafię się skupić”. Znacznie częściej pytanie brzmi: na czym, w jakich warunkach i jakim kosztem jestem w stanie się skupić?
„Zaproszenie równa się obrażenie”
Neuroróżnorodność wpływa również na relacje. Paulina z czasem nauczyła się, że łatwiej jest jej utrzymywać przyjaźnie z osobami, które zna od lat. Nowe relacje bywają trudniejsze, szczególnie kiedy równocześnie pojawia się nowy projekt zawodowy.
Aktorka opisuje swój schemat z dużą autoironią. Kiedy angażuje się w nowe przedsięwzięcie, potrafi niemal całkowicie zniknąć z życia towarzyskiego. Jej mąż określił to żartobliwie: „zaproszenie równa się obrażenie”. Za dowcipem kryje się jednak ważna obserwacja – neuroróżnorodność może wpływać także na to, jak gospodarujemy społeczną energią i jak utrzymujemy kontakt z bliskimi.
Od mieszkania bez bieżącej wody do Łódzkiej Filmówki
Historia Pauliny Gałązki to jednak nie tylko opowieść o diagnozie. To również historia ambicji, determinacji i decyzji podejmowanych wbrew temu, co inni uznawali za rozsądne.
W liceum usłyszała od wychowawczyni, że ze względu na pochodzenie z ubogiej rodziny nie powinna wybierać szkoły aktorskiej. Miała zająć się mamą i zdobyć „porządny zawód”. Początkowo posłuchała tej rady. Wybrała stosunki międzynarodowe i nawet zaczęła się w nich odnajdywać. Po roku przyszedł jednak kryzys, a wraz z nim pytanie o własne życie.
Czułość zamiast naprawiania siebie
W historii Pauliny szczególnie mocno wybrzmiewa zmiana perspektywy. Przez lata próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego nie działa tak jak inni. Dziś ważniejsze staje się dla niej pytanie, czego potrzebuje, żeby działać po swojemu i jednocześnie dobrze funkcjonować w świecie, który nie zawsze jest projektowany z myślą o osobach neuroróżnorodnych.
Jej opowieść nie jest więc historią o diagnozie, która nagle wszystko wyjaśnia. Jest raczej zapisem procesu – od poczucia bycia „czarną owcą”, przez rozpoznawanie własnych trudności, aż po budowanie sposobów, które pozwalają lepiej zarządzać codziennością, pracą i relacjami. Także bez rezygnowania z ambicji.
W tle pozostaje jeszcze historia mamy, którą Paulina nazywa fighterką. Kobiety, która samotnie wychowała dwie córki i mimo bardzo trudnych warunków – dziewczynki mieszkały w domu bez bieżącej wody – musiała zrezygnować z własnych marzeń. Dla Pauliny ta pamięć stała się częścią własnej motywacji: żeby nie odkładać życia na później i nie pozwolić, by cudze wyobrażenia o tym, co „rozsądne”, zdecydowały za nią.
W nowym sezonie podcastu „W czułym zwierciadle” Małgorzata Serafin, dziennikarka, rozmawia z twórcami, artystami oraz przedstawicielami świata biznesu o ADHD. Bez upraszczania tematu do internetowych etykiet i bez sprowadzania ADHD wyłącznie do problemów z koncentracją.„Kim jestem, jak nie pomagam wszystkim?”. Joanna Chmura o tzw. mental load i sztuce odpuszczania | „Słowo do słowa”, odc. 13
02.10.2026 | 53 min.„Nie chciałabym wrócić do etapu, kiedy moje życie jest na końcu. Dlaczego tak sobie robimy?” – pyta Joanna Brodzik w rozmowie z psycholożką Joanną Chmurą. I trudno o pytanie bardziej aktualne. Bo przecież wiemy, że jesteśmy zmęczone. Wiemy, że lista rzeczy do zrobienia nigdy się nie kończy. A jednak wciąż dokładamy sobie kolejne zadania, przejmujemy odpowiedzialność za innych i z poczuciem winy próbujemy znaleźć czas dla siebie. Dlaczego tak trudno po prostu odłożyć telefon, usiąść i przez chwilę niczego nie robić? Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy.
Nie tylko robimy. Cały czas myślimy
Zmęczenie nie zawsze bierze się z liczby obowiązków. Czasem bardziej wyczerpuje nas to, że przez cały dzień jesteśmy ich centrum dowodzenia. Pamiętamy o terminach, zakupach, wizytach, rachunkach, urodzinach, potrzebach dzieci, partnera, rodziców i znajomych. Nawet kiedy fizycznie odpoczywamy, głowa nadal pracuje.
Właśnie na tym polega mental load – obciążenie psychiczne związane nie tylko z wykonywaniem zadań, lecz także z pamiętaniem o nich, przewidywaniem kolejnych kroków i pilnowaniem, żeby niczego nie przeoczyć. „Polega to na tym, że w głowie ciągle przerabiamy informacje, żeby nadążyć ze wszystkim, i układamy to jak w szachach” – tłumaczy Joanna Chmura. W efekcie można siedzieć na kanapie, a jednocześnie mentalnie biegać maraton.
Problem zaczyna się wtedy, gdy taki stan przestaje być wyjątkiem, a staje się codziennym trybem funkcjonowania. Bo skoro zawsze jest coś do zrobienia, odpoczynek zaczyna wyglądać jak luksus, na który trzeba sobie najpierw zasłużyć.
Skąd się bierze potrzeba, żeby wszystko było na naszej głowie?
Joanna Brodzik pyta w rozmowie, dlaczego tak często stajemy się menadżerkami własnego domu i życia całej rodziny. Odpowiedź nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Nie chodzi wyłącznie o perfekcjonizm czy brak umiejętności delegowania. W grę wchodzą również przyzwyczajenia, rodzinne wzorce i przekonania dotyczące tego, co znaczy być dobrą partnerką, matką, córką czy przyjaciółką.
Joanna Chmura zwraca uwagę, że nasz układ nerwowy może przyzwyczaić się do funkcjonowania w trybie działania. Szczególnie wyraźnie widać to w macierzyństwie: przez lata jesteśmy potrzebne niemal bez przerwy, więc nawet kiedy sytuacja się zmienia, ciało i głowa nadal pozostają w gotowości. Działanie staje się automatyzmem.
A kiedy automatyzm zaczyna być tożsamością, pojawia się znacznie trudniejsze pytanie: kim jestem, kiedy niczego nie organizuję, nie załatwiam i nikomu nie pomagam?
„Kim jestem, jak nie pomagam wszystkim?”
W kulturze produktywności bezczynność ma zaskakująco złą reputację. Odpoczynek powinien być efektywny, najlepiej regeneracyjny, zaplanowany i wpisany do kalendarza. Nawet relaks potrafimy zamienić w kolejne zadanie do odhaczenia.
„Jest wstyd wokół bezruchu i przegięte zostało to w stronę, że wszystko musi być w ruchu” – mówi Joanna Chmura. Przypomina przy tym o najbardziej oczywistym mechanizmie natury: serce, płuca, oczy – wszystko działa w rytmie napięcia i rozluźnienia, otwierania i zamykania. My natomiast próbujemy funkcjonować tak, jakby cały czas trzeba było być „włączonym”.
Dlatego zwyczajne poleżenie na kanapie może być czymś więcej niż lenistwem. Może być potrzebnym momentem wyhamowania. Problem w tym, że dla wielu osób właśnie wtedy pojawia się niepokój.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w biegu zyskujemy: więcej robimy, więcej kontrolujemy, jesteśmy potrzebne. Koszt ujawnia się dopiero po czasie. „Tracimy siebie, ale też każdy traci coś innego” – mówi Joanna Chmura.
Dla jednej osoby będzie to spontaniczność. Dla innej sen, relacje, zdrowie, seks, twórczość albo zwyczajna przyjemność z nicnierobienia. Możemy też stracić kontakt z własnymi potrzebami, bo przez lata łatwiej było odpowiedzieć na pytanie „czego potrzebują ode mnie inni?” niż „czego ja właściwie potrzebuję?”.
Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy.„Jak nas zalewa emocja w pracy lub domu, to ćwiczymy izometrię”. Prof. Rafał Ohme o samotności biologicznej i spalaniu kortyzolu | „Soft power” odc. 1
01.10.2026 | 57 min.„Największym problemem nie będą nowotwory czy choroby serca, a samotność. Nie psychologiczna, a biologiczna” – mówi prof. Rafał Ohme, psycholog, który zakochał się w emocjach, potem w neuronauce, a w końcu w technologii, w premierowym odcinku podcastu „Soft power”z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską. To rozmowa o tym, co co jest najważniejsze w życiu i że biologia jest przed psychologią.
Droga prof. Ohme do świata nauki nie była jednak prostą historią akademickiego awansu. Przez trzy dekady mieszkał w Lublinie i, jak mówi, bardzo długo nie chciał się z tym miastem rozstawać. Lublin był dla niego czymś więcej niż miejscem zamieszkania – dawał poczucie wolności i przekonanie, że można być tym, kim się chce. Do Warszawy przeniosła go dopiero proza życia, choć początkowo próbował znaleźć rozwiązanie pośrednie.
Najpierw biologia, potem psychologia
Jednym z najbardziej przewrotnych wątków tej rozmowy jest spojrzenie na emocje od strony biologii. W potocznym myśleniu często zakładamy, że kiedy pojawia się konflikt, napięcie czy stres, najpierw trzeba „porozmawiać ze sobą”, przeanalizować sytuację i spróbować zmienić sposób myślenia. Prof. Ohme proponuje odwrócenie kolejności.
„Wiecie, co jest najważniejsze w życiu? Biologia” – mówi. Jego zdaniem psychologia zaczyna działać skuteczniej wtedy, kiedy wcześniej zajmiemy się tym, co dzieje się w organizmie. Podczas konfliktu możemy próbować przyjąć perspektywę drugiej osoby i uspokoić emocje, ale jeśli ciało nadal znajduje się w stanie silnego pobudzenia, trudno oczekiwać od mózgu chłodnej analizy. Dlatego najpierw trzeba „uciszyć bombę tykającą w tobie”, czyli obniżyć fizjologiczne pobudzenie związane m.in. z kortyzolem.
I tu pojawia się coś zaskakująco prostego: ruch. Zdaniem psychologa organizm można regulować poprzez procesy chemiczne, elektryczne i mechaniczne – właśnie tym zajmuje się neuronauka stosowana. Kiedy emocje zalewają nas w pracy albo w domu, pomocne mogą być nawet ćwiczenia izometryczne, czyli takie, w których napinamy mięśnie bez zmiany ich długości. Chodzi o to, żeby najpierw rozbroić fizjologiczne napięcie, a dopiero potem próbować prowadzić ze sobą bardziej skomplikowany dialog.
Samotność zaczyna się w ciele
W rozmowie pojawia się także temat, który w epoce cyfrowej nabiera szczególnego znaczenia: samotność. Nie chodzi wyłącznie o poczucie osamotnienia, brak partnera czy wrażenie, że nie mamy z kim porozmawiać. Prof. Ohme mówi o samotności biologicznej – sytuacji, w której człowiek jest coraz mniej otoczony realnymi ludźmi i coraz częściej zastępuje bezpośredni kontakt komunikacją za pośrednictwem ekranów.
„Największym problemem w erze cyfrowej nie będą nowotwory czy choroby serca, a samotność” – mówi, podkreślając znaczenie fizycznej obecności drugiego człowieka. Przez tysiące lat żyliśmy wśród innych ludzi. Kontakt wzrokowy, dotyk, bliskość i odczytywanie sygnałów z twarzy drugiej osoby były częścią naszego codziennego funkcjonowania. Dziś możemy mieć setki kontaktów w telefonie i jednocześnie bardzo mało prawdziwej bliskości.
Mechanizm, o którym mówi psycholog, jest przy tym bardzo konkretny. Patrzenie sobie w oczy, przytulanie i fizyczna obecność drugiej osoby mogą sprzyjać wydzielaniu oksytocyny, która uczestniczy w regulacji reakcji stresowej. Dlatego – jak podkreśla prof. Ohme – przytulenie człowieka czy nawet psa lub kota jest czymś innym niż obejmowanie drzewa. Potrzebujemy poczuć ciepło, ciężar ciała i bicie serca. Nasz organizm nie żyje przecież w internecie.
Soft power, czyli siła bez napinania
Właśnie wokół takich historii powstaje nowy cykl podcastów „Soft power”. Sylwia Sitkowska, psycholożka, i Magdalena Kuszewska, dziennikarka, rozmawiają w nim z twórcami, artystami oraz osobami ze świata sztuki i biznesu o wyjątkowych talentach, sposobach myślenia i kompetencjach, które nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. To rozmowy o tym, co daje ludziom sprawczość, jak rozwijają swoje możliwości i skąd bierze się ich siła.
Więcej Zdrowie Psychiczne podcastów
Trendy w podcaście Zdrowie Psychiczne
O Zwierciadło Podcasty
„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu.
Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.
Strona internetowa podcastuSłuchaj Zwierciadło Podcasty, Gutral Gada i wielu innych podcastów z całego świata dzięki aplikacji radio.pl

Uzyskaj bezpłatną aplikację radio.pl
- Stacje i podcasty do zakładek
- Strumieniuj przez Wi-Fi lub Bluetooth
- Obsługuje Carplay & Android Auto
- Jeszcze więcej funkcjonalności
Uzyskaj bezpłatną aplikację radio.pl
- Stacje i podcasty do zakładek
- Strumieniuj przez Wi-Fi lub Bluetooth
- Obsługuje Carplay & Android Auto
- Jeszcze więcej funkcjonalności


Zwierciadło Podcasty
Zeskanuj kod,
pobierz aplikację,
zacznij słuchać.
pobierz aplikację,
zacznij słuchać.























