Cześć, tu Marcin Kowalik.
W tym odcinku opowiem Ci o teście, który właśnie przeprowadziłem. Osiem dni temu uruchomiłem kampanię Google Ads na ubezpieczenie od utraty dochodu. Dziś mam przed sobą wyniki. I mam pierwszych dwóch klientów z tej kampanii.
Łączny wydatek: dwieście czterdzieści dziewięć złotych.
Zostań ze mną przez kilka minut – bo w tym odcinku podzielę się tym, czego się nauczyłem. Nie wszystkim – część szczegółów zostawiłem dla członków mojej zamkniętej społeczności mistrzowie.online. Ale to, co tutaj usłyszysz, wystarczy żebyś zrozumiał, dlaczego Google Ads może być jednym z lepszych kanałów pozyskiwania klientów w ubezpieczeniach.
DLACZEGO GOOGLE ADS I DLACZEGO UBEZPIECZENIE OD UTRATY DOCHODU
Zacznę od tego, dlaczego w ogóle zdecydowałem się na ten test.
Od lat obserwuję jakość leadów z różnych źródeł. W mojej ocenie najlepsze leady to polecenia. Na drugim miejscu – ruch z Google. Zarówno organiczny, jak i płatny. Ludzie, którzy wpisują konkretną frazę w wyszukiwarce, mają konkretną potrzebę. To nie jest zimny ruch. To ktoś, kto już szuka rozwiązania.
Wybrałem ubezpieczenie od utraty dochodu, bo to produkt z wysokim customer lifetime value. Klient, który kupuje taką polisę, zostaje na lata. Składki są wyższe niż przy standardowych produktach. Matematyka jest prosta: jedna zamknięta polisa może pokryć koszty całej kampanii.
WYNIKI PO OŚMIU DNIACH
Budżet startowy ustawiłem na sto złotych dziennie. W praktyce przez pierwsze dni kampania wydawała między trzydzieści a pięćdziesiąt złotych dziennie. Łącznie przez osiem dni wydałem dwieście czterdzieści dziewięć złotych.
Wyniki? Dziewięćdziesiąt cztery kliknięcia. Prawie dziewięćset pięćdziesiąt wyświetleń. CTR na poziomie prawie dziesięciu procent. I prawie trzy konwersje, co daje koszt pozyskania leada osiemdziesiąt pięć złotych.
Przy ubezpieczeniu od utraty dochodu – to bardzo dobra matematyka.
Co ciekawe, jedno słowo kluczowe wygenerowało praktycznie wszystkie konwersje. Przy koszcie leada trzydzieści siedem złotych osiemdziesiąt groszy. Reszta budżetu to był test innych fraz – część wstrzymałem, część obserwuję.
CO DECYDUJE O TYM, ŻE LEAD SIĘ ZAMIENIA W KLIENTA
Dobra reklama to dopiero połowa sukcesu. Druga połowa to to, co dzieje się po kliknięciu.
W moim przypadku po wypełnieniu formularza dzieją się dwie rzeczy jednocześnie. Mój agent dostaje SMS z danymi klienta w czasie rzeczywistym. A klient dostaje automatyczną wiadomość z danymi kontaktowymi agenta.
Efekt: kontakt następuje w ciągu minut. Nie godzin. Nie następnego dnia.
Obydwaj klienci, którzy trafili z tej kampanii, zostali skontaktowani jeszcze tego samego dnia. W piątek. Jeden z nich to specjalista IT – dokładnie ten profil klienta, na którym mi zależy.
Bez tej automatyzacji te leady by wystygły.
CO ZMIENIAM
Po ośmiu dniach mam już kilka wniosków.
Po pierwsze – wyłączam weekendy. Moja grupa docelowa, czyli specjaliści IT, lekarze, samozatrudnieni, szuka tych usług w dni robocze. Weekend to przepalony budżet.
Po drugie – zaczynam tworzyć dedykowane landing pages pod konkretne frazy. Dane z kampanii pokazują mi dokładnie, czego ludzie szukają. Te frazy trafiają teraz nie tylko do reklam, ale też do SEO, podcastu i wideo.
Po trzecie – zwiększam budżet. Skoro system działa, czas skalować.
Jeśli chcesz zobaczyć dokładnie, jak to skonfigurowałem – które słowo kluczowe generuje konwersje, jak wygląda mój system automatyzacji po kliknięciu, które frazy wstrzymałem i dlaczego – to wszystko opisałem szczegółowo w mistrzowie.online.
To zamknięta społeczność dla właścicieli multiagencji i agentów, którzy chcą budować biznes ubezpieczeniowy systemowo. Nie przypadkowo.
Adres: mistrzowie.online
Za trzydzieści dni wracam z pełnym raportem po zwiększeniu budżetu. Zobaczymy, czy koszt leada