Utwór z pogranicza radio artu i słuchowiska kwartetu TAPE4 w składzie: Marcin Barski, Patryk Daszkiewicz, Marcin Dymiter, Maciej Olewniczak, będący efemerycznym zapisem in situ połączonym z wypowiedziami świadków stawiania Formy Henryka Morela "Zniszczenie" w 1965r.
Forma nie przetrwała do obecnych czasów.
Proces niszczenia
Historia miejsc i dzieł sztuki to opowieść nie tylko o kreacji, ale też o nieuniknionej degradacji. Pamięć – podobnie jak metal, kamień czy beton – podlega procesowi rozpadu, a to, co znika, pozostawia po sobie widmo, które potrafi być silniejsze niż sama materialna obecność.
W 1967 roku, podczas II Biennale Form Przestrzennych w Elblągu, Henryk Morel ustawił na Górze Chrobrego rzeźbę zatytułowaną Zniszczenie. Siedmiometrowa konstrukcja ze złomu, o ostrych, rdzawych krawędziach, miała według koncepcji artysty ulec samoistnemu rozpadowi. Była świadomie zaprojektowanym procesem niszczenia – rzeźbą, której istnienie mierzyło się z czasem, pogodą, nieuchronną erozją. Morel mówił wówczas, że dzieło górujące nad miastem ma przypominać o nieustannym zagrożeniu, o odradzaniu się sił destrukcji.
Elblążanie zapamiętali tę formę jako element krajobrazu – obok trasy narciarskiej, saneczkarskich ścieżek i panoramy miasta. Choć wielu mieszkańców traktowało inne formy przestrzenne jako „relikt epoki komunistycznej”, w przypadku pracy Morela to właśnie jej zniknięcie na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych okazało się znaczące. Zamiast powolnego rozpadu, forma została brutalnie rozebrana przez złomiarzy. Proces niszczenia został przyspieszony i wypaczony – nie przez naturę, lecz przez człowieka. To przyspieszone unicestwienie pokazało, jak głęboko rzeźba zapisała się w pamięci mieszkańców: dopiero jej brak stał się odczuwalny, komentowany, bolesny.
Gest Morela można odczytywać jako prekursorską próbę użycia destrukcji jako materiału rzeźbiarskiego. Był to akt radykalny – nie tylko estetyczny, ale i egzystencjalny. Jak wspominali w wielu rozmowach jego przyjaciele, Morel nosił tę destrukcję w sobie; Zniszczenie było memento dla współczesności, obrazem rozpadającej się cywilizacji. Artysta nie doczekał dalszych losów własnego dzieła – w 1968 roku popełnił samobójstwo – ale jego intencja rezonuje do dziś.
Ta historia splata się z szerszym dziedzictwem Biennale Form Przestrzennych i ideą Otwartej Galerii w Elblągu. To była kolekcja budowana w zniszczonym po wojnie mieście, przy udziale robotników z ZAMECHU i największych twórców polskiej awangardy. Metalowe abstrakcje miały nie tylko dekorować, ale też zakorzeniać sztukę w przestrzeni wspólnej, konfrontować mieszkańców z nową estetyką. Właśnie dlatego przypadek Morela jest tak wymowny: rzeźba niezrozumiała i obca w swej formie okazała się niepostrzeżenie częścią lokalnej tożsamości.
Dziś pamięć o Zniszczeniu powraca w działaniach artystycznych. W ramach projektu TAPE4, razem z Marcinem Dymiterem, stworzyliśmy dźwiękowy Hommage à Morel. Zarejestrowaliśmy odgłosy Góry Chrobrego: szum wiatru, echo maszyn, zarejestrowane rozmowy ostatnich żyjących świadków: inżyniera Jerzego Wojewskiego i Niny Wojewskiej, którzy w latach sześćdziesiątych uczestniczyli w stawianiu rzeźby. Nagranie zapisane na taśmie magnetycznej staje się aktem konserwacji niematerialnej – archiwizacją pamięci, która nie potrzebuje już fizycznej formy.
Proces niszczenia to nie tylko destrukcja, ale i transformacja. Rzeźba Morela nie przetrwała, ale jej brak w krajobrazie uświadamia, że sztuka w przestrzeni publicznej nigdy nie jest neutralna – wchodzi w relację z codziennością, staje się punktem odniesienia, nawet jeśli początkowo niezrozumiałym. To, co znika, może paradoksalnie zyskać większą obecność w pamięci niż to, co trwa.
W tym sensie Zniszczenie nie zakończyło się wraz z rozebraniem formy. Proces trwa nadal – w pamięci elblążan, w dźwiękach zapisanych na taśmie, w refleksji nad tym, jak szybko ubywa nam wspólnego dziedzictwa. Destrukcja stała się nową formą trwania.
Maciej Olewniczak