W tym odcinku zaczynamy od sytuacji absolutnie dramatycznej. Michał Krasnopolski przychodzi na nagranie z rozładowanym MacBookiem. Nie trochę rozładowanym. Nie „zaraz podłączę i będzie dobrze”. Rozładowanym do zera. Dla większości ludzi to drobna niedogodność. Dla Grzegorza Sobótki to materiał terapeutyczny, technologiczna rana z przeszłości i powód, żeby opowiedzieć Wam, dlaczego każde urządzenie powinno być zawsze gotowe do akcji.
Będzie więc o bateriach, ładowaniu, życiu między 20 a 80 procent oraz o tym, dlaczego Grzegorz prawdopodobnie podłączyłby Wam telefon w nocy, gdyby tylko miał dostęp do Waszego domu. Michał próbuje zachować spokój, ale sytuacja jest trudna, bo laptop się ładuje, cisza gęstnieje, a panowie odkrywają, że poza Makoholikami być może nie mają ze sobą żadnych wspólnych tematów. Na szczęście pojawia się Isaac Newton. A właściwie Apple Newton. I Johnny Ive. I procesory ARM. Czyli wszystko to, co miało być materiałem dla patronów, których nie mamy.
Głównym tematem odcinka jest jednak zmiana na szczycie Apple. Tim Cook żegna się z funkcją CEO, John Ternus przejmuje stery, a Grzegorz i Michał zastanawiają się, czy to oznacza powrót Apple do większej odwagi sprzętowej. Jest więc o człowieku od hardware’u, o Macach, iPadach, Vision Pro, decyzjach, których Tim Cook podobno nie lubił podejmować, oraz o tym, czy Apple naprawdę skręca teraz mocniej w stronę sprzętu. Oficjalnie Apple zapowiedziało, że Ternus obejmie funkcję CEO 1 września 2026 roku, a Cook zostanie executive chairman.
Nie zabraknie też najważniejszego wątku przywódczego, czyli szyi Johna Ternusa. Tak, to również zostało omówione. Być może zbyt dokładnie.
Po drodze rozmawiamy jeszcze o problemach z dostępnością Maców, MacBooku Neo, Macu Mini, agentach LLM, sztucznej inteligencji, która chce mieć dostęp do całego komputera, oraz o tym, dlaczego najtańszy Mac może nagle stać się bardzo pożądanym serwerkiem do zadań, których jeszcze do końca nie rozumiemy, ale już trochę się ich boimy.
Na końcu pojawia się także kącik kulturalny, serial „Stamtąd”, Love is Blind Polska – najpierw polecamy, potem niepolecamy – oraz klasyczne makoholikowe poczucie, że odcinek wymknął się spod kontroli dokładnie w taki sposób, w jaki powinien.
Zapraszamy szczerze. I pamiętajcie: nie rozładowujcie urządzeń do zera, bo Grzegorz to poczuje.