Gdyby ktoś nam w liceum powiedział, że można ulepić chłopa z ciasta, od razu rzuciłybyśmy książki w kąt i popędziły do cukierni😉 „Sabrina, nastoletnia czarownica” to serial, który nie tylko zamieniał dziewczyny w czarodziejki, ale też chłopaków w żaby, ananasy i obiekty westchnień. Ten serial to więcej niż lekcja magii dla blondynek z przedmieść.
Wszystko zaczęło się nie w latach 90-tych jak mogłoby się wydawać, ale już w szalonych 60’s, kiedy Sabrina wyskoczyła z komiksowych kart, by rozrabiać w towarzystwie Archiego z Riverdale. Dopiero potem zaczęły się te wszystkie seriale, filmy i, oczywiście, dramaty sercowe lepsze niż TikTokowe love story. Dzięki ciotkom, z których jedna szalona, a druga bardziej ogarnięta i gadającemu kotu Salemowi to klasa sama w sobie, umoralniający i wredny na zmianę, Sabrina uczyła się czarować i zawsze wpadała w tarapaty.
O co chodziło w tej magicznej mieszance sitcomu, feministek w fartuszkach i gadającego kota z aferą na ogonku? Zdradzamy w najnowszym odcinku, bo jeśli magia nas czegoś nauczyła, to tego, że nigdy nie pokazuj palcem i zawsze sprawdzaj, czy twój kot naprawdę śpi… Kto wie, czy za chwilę nie zacznie gadać głosem złośliwego wujka z sąsiedztwa. Albo, że nie będzie wiedział wszystkiego o twoim ostatnim crushu😊