Nowe umowy w energetyce jądrowej zbiegają się z ekspansją OZE na morzu. Członkowie Stowarzyszenia Antywiatrakowców im. Don Kichota alarmują: brakuje planu, barier i długofalowej wizji.
Polonizacja bez certyfikacji
Punktem wyjścia rozmowy jest umowa podpisana 24 lutego w Waszyngtonie pomiędzy spółką Orlen Synthos Green Energy a dostawcą technologii reaktora BWX-300, należącego do General Electric Vernova Hitachi. Prof. Ludwik Pieńkowski podkreśla, że OSGE nie ma żadnych praw własności do tej technologii, posiadania jedynie prawo do handlowania projektem. Jak mówi, to co go najbardziej martwi w podpisanej umowie, to tzw. polonizacja projektu oraz zainwestowanie w niego pieniędzy z kieszeni polskiego podatnika. Wyjaśnia też na czym polega polonizacja:
Po pierwsze projekt musi być napisany po polsku, ale najważniejszą rzeczą jest to, żeby uwzględniał specyficzne punkty prawa polskiego, które nie były sprawdzane przez regulatora amerykańskiego, który wydał pełną certyfikację dla tamtego projektu. Jeżeli jest projekt w pełni gotowy, certyfikowany, to można zbadać, co w nim należy polonizować.
Jednak jak tłumaczy profesor, projekt BWX-300 nie posiada pełnej certyfikacji:
Projekt BWX-300 nie jest certyfikowany jako całość przez żadnego renomowanego regulatora. Certyfikacja, która została wydana w Kanadzie, jest niekompletna. Projekt jest nieskończony.
I dodaje:
Tak nakreślona umowa na polonizację coś, czego nie ma, niewątpliwie nie nosi żadnego charakteru umowy partnerskiej.
Atomowe przyspieszenie i wiatrakowy kontratak
Rozmówcy wskazywali, że „atomowy szum” w Polsce zbiegł się w czasie z decyzją Rumunii o budowie pilotażowego reaktora SMR firmy NuScale, co wywołało falę medialnych i politycznych zapowiedzi kolejnych inwestycji jądrowych – mimo że pierwsza polska elektrownia nadal nie ma podpisanej umowy wykonawczej. Jednocześnie, jak zauważono, następuje gwałtowne przyspieszenie inwestycji w morską energetykę wiatrową, m.in. z udziałem firmy Siemens.
Jeżeli będziemy inwestować w wiatraki bez żadnych hamulców, rozbijemy się o ścianę – tak jak Niemcy.
~ ostrzega prof. Pieńkowski.
/ab