Fundamentalizm to często choroba neofitów. Kiedy ktoś się nawraca, po pierwsze chce aby wszystko było po Bożemu i każdy swój pogląd chce poprawić pod kątem religijnym.Po drugie wpada w pułapkę skrajnego widzenia świata, w którym wszystko wydaje się układać w przeciwieństwa – dobre lub złe, słuszne i niesłuszne, właściwe, czy też niewłaściwe.Problem w tym, że nie od razu wiadomo jak bogactwo świata tak uprościć, aby się zmieścił na podręcznej czarno-białej szachownicy. I wtedy z odpowiedziami przybywa fundamentalizm, który nie pozostawia wątpliwości, nie daje miejsca na interpretacje. Podsuwa jedynie tekst z przesłaniem, że należy go rozumieć dokładnie tak, jak brzmi.
I wtedy może być naprawdę problem. Pół biedy, jeśli będziemy wierzyć, że Bóg stworzył świat w siedem dni – poza ignorancją niewiele nam grozi. Gorzej, jeśli zrezygnujemy z metaforycznego rozumienia np. takiego przesłania Jezusa, kiedy mówi: Otóż, jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. W dzisiejszym podcaście przyjrzymy się religijności uciekającej od krytycznego myślenia, oraz także takiej, która nie boi się konfrontacji z nauką.