Cierpienie, które dotyka każdego, może nas doświadczyć w różny sposób – może nas złamać, albo nawet zbudować, zgodnie z powiedzeniem Fryderyka Nietschemu: „Co cię niezabije, to cię wzmocni.”
Wszystko zależy od nadziei, która sprawia, że nawet w najciemniejszych chwilach odnajdujemy w sobie siłę do przetrwania. Ale bez niej łatwo możemy obsunąć się w otchłań przygnębienia.
Brak nadziei ostatecznie prowadzi do depresji, ponieważ stopniowo odbiera człowiekowi przekonanie, że jego działania mają sens i mogą cokolwiek zmienić. Gdy ktoś przestaje wierzyć w możliwość poprawy, rezygnuje z wysiłku, ogranicza aktywność.
To proces dotykający każdego obszaru życia, także duchowego. Nawet najbardziej religijny człowiek w depresji doświadczy spadku swojej religijności. Być może siłą rozpędu nie zrezygnuje z pobożnych praktyk, ale nie ochroni go to przed utratą ufności w Boga, a może nawet wiary w Niego. Jego relacja z Panem wyda mu się jałowa i bezwartościowa, co może zinterpretować jako efekt swojej grzesznościi duchowej słabości. Wobec tego popadnie w jeszcze większe poczucie winy, pogłębiając tym samym depresję.
Osłabienie duchowości nie wynika jednak z niewystarczających starań, słabej modlitwy, albo braku wiary. Jest dokładnie odwrotnie – to właśnie one są rezultatem, jednak nie czynników duchowych, ale psychicznych.